*** Peja: "Kolejny stracony dzień" ***
Jak seta, wrzuty, luty na poznańskich wagonach. Tak cieszy każdy moment jak z kobietą w ramionach. Zasypiam się i budzę, przy muzyce się nie nudzę. Przyjaźni nie zmieniam, na pieniądze nie zamieniam. Nie przeliczam idę dalej, wiadomo nie ma lekko, chłopaków więc porobił i penitrencjalne piekło. Yeto, yeto, dla rządowych instytucji, otwarta nienawiść kurwo nas nie możesz zabić. Eselu ono na to słowem walczę, piekło dłutem. Tutaj biedne społeczeństwo zagra pod życiową nutę. I dla tego co ma lutę i niech rozwiązanie szuka. Dla kobiet też coś mam typu dziwka, czy suka. Zwady nie szukaj chcesz mieć bezpośredni kontakt. Dobrze ruszają się biodra, pełne usta, twarde cycki, codzien szukają rozrywki, potem obolałe cipki. W rytmie tej samej melodii, pod dyktando tej modlitwy. Wielokrotnie przełożona siostra Boga się nie boi. Posłuchaj mnie dziecinko w ten sposób nie zarobisz. Znów kolejny dzień ci uciekł, głupot narobiłeś jeszcze więcej, jak na razie do tej pory życia swego zmienić nie chcę 2x. Albo radę damy, albo jak tylko padamy. Stare mury, stare bramy, kamienice dobrze znamy. Piwko na prześwicie toczy się jeżyckie życie, żadnej diametralnej zmiany ty myślałeś, że co mamy? Willa i basen ukoronowanie pracy? Na razie nic z tego, to marzenie wiele znaczy. To dużo tłumaczy, chwila moment i ucieka, kładziesz podpałkę pod grilla na swych ziomków czekasz. Sprawdź wodę w basenie, jakieś twarde suty wyszczył, bo to co zobaczyłeś zdalo ci się tylko przyśnić. Ciepły jesienny wiatr rozwiał wszelki możliwości fatakurwatomorgana, czas wyskuwac oszczędnosci. 2,3 mam na pilsa niby chuj jak wół, typy piją słodko blu, dzieci wracaja ze szkół, a przed skrzyżowaniem nie daleko tuz pod trójką jakiś typek z komórką umawia się z maniurką. Mijam go przecinam el zadymam gejsza biegnie, obchodzi mnie łukiem ja uśmiecham się pięknie. Konkret rozbujany mijam Holendra siódemkę, przesiadam się na rondzie, co za upał okres płodny, nie czekam na neoplan to relaks dojdę. Tranzy, tranzy alarm wibracyjny, odebrałem mesedż ważny. Myśli się spiętrzyły, no i koniec wyobraźni, widocznie dzień nie dobry na wolno stylowe jazdy. Z lekką zadyszką, głodny w porze obiadowej omijam monopolkę naszczyszały slyszę bólu. Mijam kolejną krzyżówkę, na pasach widze sajgo , który napis kurwa gnają, nie stają wyprzedzają pieszych zabijają, rzucam mięsem i przyśpieszam, wymuszam pierwszeństwo i do domu prosto zmierzam. Znów kolejny dzień ci uciekł, głupot narobiłeś jeszcze więcej, jak na razie do tej pory życia swego zmienić nie chcę 2x. Przerabiam trzy haki, już mam wchodzić nie mam gerwy, kurwa biorą mnie nerwy, ej kochanie na zakupach jednak za obiad posłuży mi chmielowa zupa. Banan od ucha do ucha matka smyczą z kluczami wejść do mieszkania pozwala. Atak na lodówkę, chrzan, cebula i trzy jajka? Całe szczęście, ze ostała się przynajmnie mineralka. To nie pierwsza niespodzianka dla głupiego naiwniaka, sama się nie zrobi kulinarna zachcianka. W oczekiwaniu szamy przeslucham z peceta tracki, nagle bli zamieszka, muszę z dyskiem iść do Texa całkiem niedaleko mieszka. Słyszę go z daleka, już wiem co tam się dzieje, biały chłopak z czarną muzą na japońskim systemie, więc zostawiam go w spokoju wracam jeb znowu wychodzę. Kiedy wrócę nie wiem. Gadka szmatka ege szege eszte meszte dzwoni Wiśnia, chce muzyki na skisłan i o coś tam się ciska. Dogaduję sprawem, kończę i pozdrawiam pyska. Nie żegnam się z ziomkami, szybko dobijam pod wiatę. Zajeżdżam pod icemana, siemasz acio rób herbatę. Przycupnę na balkonie racząc jeżyckim kliamtem. Visa vi z okna od joli witam się z jeżyckim bratem. Schodzę na dół dobry grajgol. Nagle wkracza cala banda wielka jak ilość tematów. Kogo porobił hegemon, kto się dorobił rabatu, kto na draksach ma przecinkę patrzę psy by za moment buchnąć śmiechem, a to tylko dzielnicowy, chyba za karę wsadzony na jeżyckie rejony. Ordynarnie jaram slifta i przycinam czy podejdzie. Gdyby miał na miarę mundur to by wyglądał jakoś jeszcze. A tak się prezentuje kurwa przekomicznie śmiesznie. Czas polać bo się spełnia sprawdzam rozkład lini nocnej. Chwiejnym krokiem odbijam, kursem przez ciemne ulice. Na uszach mastaejs, nowojorskie tajemnice. Wbijam się w 40 ledwo już na oczy widzę, klapnąłem se na końcu i ucinam małą drzemkę. Je, je, je termasta daje pięknie, znowu chce mi się siuru, chyba za chwilę pęknę. Dzisiaj zbyt dużo browarów i tematów typu rzucam nową taśmę w walkman firmy panasonic. Na dobranoc, na wyciąg wolne do spejsa, tu jest najlepiej i nieważne gdzie mieszkam. I tak jak u cuba, to był całkiem dobry dzień, najebany w trzy dupy. Grzebię kluczem w zamku, człapiąc powoli nogami w chacie będzie teraz pies, ona tupie nogami.