*** Cool Kids of Death - "Cool Kids of Death" ***


Wyobraź sobie sytuację, gdy zbiera się kilku kumpli, bezrobotnych studentów i nagrywa płytę w domu u jednego z członków zespołu. Myślicie, że to normalny zabieg stosowany przez większość polskich grup podziemnych. Macie rację. Co jednak jeśli taki krążek wydaje ogromna wytwórnia płytowa? Ja sądziłem, że to w Polsce niemożliwe, ale to stało się naprawdę. Teraz nie wiem już co mam myśleć.

We wstępie chodzi mi oczywiście o łódzki zespół Cool Kids of Death, który tworzy kilku inteligentnych chłopaków. Pozostaje pytanie czy udają na tyle dobrze, że mnie nabrali, czy rzeczywiście są prawdziwi, sfrustrowani i buntują się przeciw naszym realiom. Bo mimo wszystko ja im wierzę...

Może dlatego, że ich muzyka jest bardzo autentyczna. Nic nie poradzę, że lubię brud w brzmieniu, a pod nim dla niepoznaki ukrytą ładną melodię. A, że teksty także są o czymś, to dla mnie jest dobrze! Właśnie, a propos tekstów - pisze je w świetny sposób Krzysiek Ostrowski, który jest wokalistą i chyba liderem grupy (tak w nawiasie jest też znanym dla wtajemniczonych rysownikiem komiksów). Moim zdaniem jego piosenki, mimo braku jakiejś liryki (co podkreśla w kawałku "Poezja jest nie dla mnie") można śmiało nazwać sztuką. Pisze to co mu leży na sercu, rzucając niebanalnymi sformułowaniami. Momentami pisze dość odważnie (Mamy butelki z benzyną i kamienie wymierzone w Ciebie), czasem rozpaczliwie (Generacja nic, generacja nie, generacja nikt, generacja źle), a czasem wręcz z pazurem i ironiczną krytyką (Szkoda, że nikt tego nie filmuje, specjalnie dla telewizji, to będzie wspaniały show, czy zostaną mi od tego blizny). Dla mnie bomba!

Takim samym arcydziełem nie jest już niestety sama muzyka(oprócz gitar słychać tam też sporo elektroniki), która choć dobra bez tekstów nie robiłaby już takiego wrażenia. Całość jednak dopełnia się wspaniale.

Właśnie zdałem sobie sprawę, że nie napisałem jeszcze o wokalu Ostrowskiego. Nie wiem czy mogę nazwać to coś wokalem, bo Krzysiek tak naprawdę śpiewać nie umie. On nie śpiewa, a raczej mówi, czy deklamuje w swój charakterystyczny sposób. Broń Boże, nie pomylcie tego jednak z rapem.

W tym miejscu wypadałoby napisać indywidualnie o paru piosenkach z płyty. Przeważnie w takich momentach przytacza się utwory najlepsze, najgorsze lub w jakiś inny sposób wyróżniające się spośród pozostałych, tu jednak nie mam czego wybrać. Materiał jest przerażająco spójny i brak w nim jakiegoś wybijającego się kawałka. Nie potrafię wybrać. Bynajmniej nie uważam tego za minus, ale... no może jednak uważam. Szkoda, że nie ma żadnego przeboju.

Wbrew wszystkiemu postanowiłem, że sobie poradzę. Opiszę utwory promujące płytę w polskich stacjach muzycznych. Choć nie są puszczane zbyt często, jest ich aż cztery. Pierwszy to "Uważaj" opowiadający o, krótkiej drodze od miłości do nienawiści jaką przebył podmiot liryczny (nie napiszę, że autor!). Bardzo spokojny muzycznie utworek. Następny czyli "Butelki z benzyną i kamienie", świetnie chodząca gitara i wspomagający ją buntowniczy tekst kierowany przeciw światu (głównie show-buisnesowi). "Piosenki o miłości" to natomiast fajna melodia gitarowa i słowa mówiące o chandrze człowieka opuszczonego przez swą miłość. I odwrotnie. Ostatni już czyli "Generacja Nic" to przede wszystkim tekst o straconym pokoleniu.

Myślę, że czas już kończyć. Podsumowując płytę gorąco polecam i modlę się o więcej takich debiutów w naszym pięknym kraju. Moja ocena to 8+, podkreślam jednak, że to moje subiektywne zdanie i jak już pisałem przemawia do mnie ta muzyka. Jeśli chcesz podważyć, skrytykować, lub po prostu zgodzić się z moim zdaniem mailuj na mój adres.


© Taywan <tajwan2@wp.pl>