METAL HAMMER CD 1/2003


Nowy numerek Metal Hammera nabyłem chyba tylko dlatego, że na okładce wypatrzyłem Tomcio Palucha, szalonego Ozza oraz Piotrusia Pana. Tomcio Paluszek, wspaniały pastuszek przygrywał Jezuskowi na skrzypeczkach, szalony Ozz, mędrzec wschodu, który sam wystarczy za wszystkich trzech króli przyniósł świętemu Zbawicielowi prezeenty, a Piotruś Pan gustownie przebrany za Diabełka przybył by Jezusa przestraszyć (przysłuzył by się całemu światu, gdyby mały kitnął na zawał =)). Poza nimi na okładce widnieje jeszcze kilku gości, lecz są oni o wiele mniej ciekawi (Maksio był kiedyś ciekawy, ale już nie jest). W środku można znaleźć kilka dość dziwnych podsumowań roku i dwa miłe plakaty. Do magazynu dołączona była także i kompilacja. Znacie mnie (i kochacie), więc wiecie, że nie byłbym sobą, gdybym jej nie zrecenzował w Kąciku Muzycznym. Niektóre pozycje moga być złosliwe bąć bluźniercze, ale robię to z zemsty za odrzucenie mojej recenzji Solar Dawn. Zaczynamy!

DOWNTHESUN "Medicated" - ślipknotopodobnych rzygów powstało na świecie aż za wiele, Downthesun to kolejny beznadziejny, nicniewarty, pseudo-agresywny i pseudozły zespół pragnący załapać się na cholernie niezasłużoną modę na kretyńską muzykę Slipknot. Beznadziejny kawałek niereprezentujący sobą nic, tragedia i już. 4/10

OPETH "Deliverance" - moje zdenerwowanie z powodu wysłuchania czegoś co niepowinno wogóle powstać ostudził cudowny utwór Opeth. "Blackwater Park" to była fantastyczna płyta, "Deliverance" na pewno nie jest wiele gorsza, bo lpsza chyba być nie może. Spokojny, wyciszony i ciężki w odbiorze metal z elementami progresji, melancholii i smutku. Coś przepięknego i te fantastyczne wokale Mikaela Akerfeldta! Sam utwór zdeczko przypomina "Bleak" z poprzedniej płyty, więc za leciuteńką wtórność nie mogę dać mu dychy, ale 9 mogę z czystym sumieniem. 9/10

SHEAVY "Firebird 350" - grają ci panowie pod Black Sabbath (tyle że weselej), ale nie mają takiego klimatu jak mistrzowie. Jak słyszę ten utwór utwierdzam się w przekonaniu, że Sabaci są wielcy i w takim graniu nikt im nie podskoczy. 6/10

MOLD "Wszędzie Cynamon" - Metal Hammer to gejowski magazyn, wiadomo, ale w nazwie ma słowo "METAL", więc przynajmniej powinni ograniczać dawanie na komilacje popowych numerków. Ten numerek to wybitnie pop w stylu ONA. Jako, że czegoś takiego nie trawię więc nie będę nawet zbyt elokwentnie gnoił tych pedziów i pedziny na wokalu tylko od razu wystawię ocenę "tylko dla wybitnych". 3/10

ZONATA "Buried Alive" - tak mi się nawet przez chwilę pomyślało, że to może być cover Venom, ale od pierwszych taktów słodkie dźwięki przekonały mnie, że to napewno nie jest cover Venom. Może i słudziutki, może i pedalskie, ale słucha się tego dużo lepiej niż Rhapsody czy Hammerfalla, więc ocena nie będzie aż tak niska. Jeżeli ktoś się do tej pory nie domyslił rozwieje jego watpliwości - Zonata gra Power Metal. 6/10

ROTTING CHRIST "Quintessence" - tego utworu nie opiszę, gdyż spece z Metal Hammera zamieścili ten sam utwór po raz drugi (był już na poprzeniej składance), a że jest tak samo dobry jak przed tem, więc ocena będzie taka sama. 10/10

LACUNA COIL "Heaven's A Lie" - nie gustuję w gotyku, nie podoba mi się zbytnio ten utwór, więc ocena nie powinna być zbyt wysoka. Chociaż wokalistka, która wygląda ulala podniosła im ocenę. Nie śpiewem tylko wyglądem oczywiście. 7/10

MARBLE ARCH "A Milion Crisises" - nieczęsto zdarza się utwór, który nie wyzwoli we mnie reakcji ani poztywnej ani negatywnej. Taki wlaśnie jest Marble Arch, zupełnie bez wyrazu i niesamowicie wprost nudny... 5/10

BLOODBATH "Ways To The Grave" - drugi utwór na skladance w którym śpiewa Mikael Akerfeldt i druga rewelcja. Bloodbath to projekt tak znanych muzyków jak Dan Swano co po prostu słychać. Fantastyczny Death Metal i tyle. Szwecja rządzi no i ten growl ja pierdole!! 9+/10

MEZZERSHIMITT "Weltherrschaft" - robiłem sobie nadzieje na ten utwór. W końcu na garach gra Hellhammer a instrumenty obsługuje Blasphemer - muzycy zespołu Mayhem. Oczy zapaliły mi się jak świczki, kiedy przeczytałem tekst jakiegoś helikoptera, że to muzyka w stylu starego Darkthrone, chuja a nie Darkthrone. "A Blaze In The Nothern Sky" tu wcale nie słychać. Muza ma czyściuteńkie brzmienie i gra w pośrednim stylu między "Grand Declration Of War" Mayhema, "Rebel Extravaganza" Satyricona, "Thorns" Thorns, tyle, że po prostu brzmi zbyt czysto i klinicznie. Nie ma w niej ani troche spontaniczności, energii czy szaleństwa. Nie jest też tak zimna jak "Thorns" Thorns czy ciekawa jak "Gdow" Mayhema. Oczywiście styl gry na gitarze Blasphemera jest bardzo rozpoznawalny, Hellhammer jest bajecznym technicznie perkusistą, ale tej mzuyce jest czegoś brak - może choć odrobiny zycia? 7/10

IMPIETY "Christfuckingchrist" - za to tu spodziewałem się dokładnie tego, co otrzymałem. Zaczyna się to odgłosem śpiewu mnichów i kogoś strzelającego do nich. Prawdę mówiąc moim zdaniem to właśnie się powinno zrobić z nimi. Wróciły także piękne wspomnienia z Fallouta, jednej z dwóch najwspanialszych gier wszechczasów (rozwiewam wasze wątpliwości : te gry to Fallout 1 i Fallout 2). Czemu akurat z Fallouta? Tam też strzelało się z ciężkiej broni do mnichów... Ech.... Reszta muzy to oczywiście totalny wypierdol dla Szatana, bluźnierstwa i szaleństwo, porównywalne do starego Deicide czy Witchmastera. To jest to co lubię, a na dodatek utwór ma swietny tytuł! 10/10

SUI GENESIS UMBRA "Georix" - nudna muzyka wytworzona w równie nudnym umyśle klawiszowca Artrosis i tragiczne wokale jakieś kretynki, która nigdy nie słyszała jak śpiewa, bo gdyby słyszała to by przestała. 4/10

ARTROSIS "Wiem" ***TELEDYSK*** - na św. Stanisława Kostkę, co to do dziwki nędzy jest? Medeah - skrzyzowanie antylopy gnu z drozdem dudu o umiejętnościach wokalnych porównywalnych do umiejętności wokalnych Barneya - pijaczka z knajpy u Moe śpiewa na tle mrocznego jak Corne Knieje ® nieba z mimiką twarzy przywodzącą na myśl niemieckie filmy przyrodnicze. Czasem widać jakąś babę pokrytą gipsem, jakieś narysowane mięśnie, kości, stawy itp. Czasem można zobaczyć Medeah jak daje pokaz swym ekscentrycznym nawykom otwierając gębę jak najszerzej się da z założonym na głowę workiem foliowym. Czemu, no czemu się krucifuks sie nie udusiła? Ocena nie jest zbyt wysoka, gdyż muzyka jest chyba jeszcze gorsza niż ten filmik. 1/10

MURDERDOLLS "Dead In Holywood" ***TELEDYSK*** - na św. Franciszka z Asyżu, cóż za kretyni! Widac, że ktoś tam przyłożył się do produkcji, że wydano na ten klip troche kasy, ale wyszedł po prostu cyrk. Te wszystkie zdjęcia z pseudopsychiatryka jeszcze mogę scierpieć, ale tych kretynów, którzy urwali się z filmu "Turbulencja : Heavy Metal" już nie zdzierżę. Machają głowami jak jacyś paralitycy, wokalista robi kretyńskie miny, wszystko to jest bezdennie kiczowate. Nie mogę wystawić niskiej oceny, gdyż oni chcieli by było to kiczowate i im wyszło i chociaż za to, że umieją zrealizować swe plany wystawiam 5/10

SOULFLY "Seek'n'Strike" ***TELEDYSK*** - / "Słucjacie Soulfly'a bo urwę wam jaja, fuckaj się bracie to spadną ci gacie, metal to przeszłość więc skacz razem z nami, rap to potęga fuckajcie się sami!!! Yo saka-madafaka!!!" - Bartosz Donarski, Morbid Noizz 4/2000 / tę rapową rymowankę na cześć Maxa i Soufly napisaną przez jednego z najlepszych, polskich metalowych redaktorów chciałbym przytoczyć, by wam drodzy czytelnicy... eee... nie wiem czemu, ale jest zajebista. Co prawda ten numerek nie ma nic wspólnego z rapem, ale z metalem też nie. Jest to taki nu-rock grany przez niegdyś świetnego muzyka w swej kapeli o nazwie Soufly. Teledysk jest dobrze zrobiony i żywiołowy, więc ocena będzie wysoka, ale apeluję do Maxa : "Graj metal!! I przestań wypisywać na okładkach Soulflaya "Dedicated To God", czy inne bzdury a wróć do starego, bezbożnego metalu. Koniec" 7/10

STONESOUR "Get Inside" ***TELEDYSK*** - nagranie studyjne nałożone na koncertowy czarno-biały obrazek. Ja wychodzę z zasady, że koncertowe teledyski są najlepsze (najbardziej szczere przynejmniej) i dlatego jako taki mi się podoba. Może i muzyka, jest średniawa, może i wokalista nie zachowuje się na scenie tak dobrze jak dajmy na to James Hetfield, ale przynajmniej nie robi z siebie pajaca. Mogliby podłożyć dźwięk z koncertu, ale bidoki mają za małe jaja niestety, mogli by też wyrzucić z refrenu te rapowe "madafaka" i by było dużo lepiej. Niestety jest to teledysk jakich wiele, a Stonesour to kolejna bezpłciowa kapela jakich tysiące. 6/10

Na podsumowanie muszę się wam pożalić, że ta kompilacja nie jest tak dobra jak poprzednia i jest na niej więcej słabych i srednich utworów a mniej naprawdę dobrych, także i teledyski są średniawe. Całej plytce wystawiam ocenę 6/10


© Lord Of All Fever And Plague