| In Flames - The Tokyo Showdown | |
Ocena: 3/10 The LasT Child |
Tokyo Showndon to pierwsza koncertówka Szwedów. Została ona nagrana podczas trasy The Clayman World Tour 16stego listopada dwutysięcznego roku. Już sama okładka oraz setlist potrafią spowodować, że nasze serce będzie bić szybciej. Jednak na tym niestety
się kończy. Nie lubię się we własnych recenzjach odwoływać do czyichś prac, ale odwołanie do recenzji Elda jest tutaj na miejscu. Słyszałem wiele koncertówek oraz wiele bootlegów i musze przyznać, że jest pełno bootlegów, które jakością nagrania przerastają The Tokyo Showdown. Basu prawie nie
słychać, perkusja jest ale stopka brzmi tak jakby perka była zamknięta w jakimś kartonowym pudle. Wokal nieco za cichy. Jedynie gitary są dobrze słyszalne. To było pierwsze moje spostrzeżenie. Po przesłuchaniu pierwszych utworów można odnieść wrażenie "dobra dźwięk jest odbytni, utworki są świetne, ale czegoś tu brakuje! To brzmi jak płyta studyjna!" - właśnie nie ma atmosfery koncertu! Anders Friden mówi najwyżej przed utworami ich tytuły. Dłuższe wywody na ich temat ma chyba tylko przed Gyroscope (coś takiego "Now I would take you to the green album), Clayman ("Thank You very much, now we will play the title track to the latest album, i wrote this song when I had a hard time in my life, when i felt like a piece of clay, this is Clayman") oraz przed Episode 666 ("We say goodbye with Episode 666"). Sami widzicie, że mało tego. Co do fanów z Tokio to też nie są bez winy. Na tej płycie nie ma czegoś takiego jak klimat! Fanów
w ogóle nie słychać, nawet nie przypominam sobie żadnych oklasków. Najlepszymi przykładami na to są utwory Only For The Weak, gdy Anders zachęca fanów do skakania. Po okrzykach "jump, jump" ja sam mam dostaje takiego poweru by nagle pobić rekord świata w skoku wzwyż. A tu co? Nic! Żadnej reakcji! Podobnie jest podczas Episode 666 gdy wokalista trzy razy zostawia publice refren do odśpiewania, a tu cisza! Tylko Anders
się wkurza na nich! Mimo, że chciałbym wystawić płycie In Flames jak najwyższą notę to nie mogę! To, że są świetne kawałki to nic nie znaczy! Przecież to jest to samo co na płytach studyjnych plus krótki przerywnik w Scorn, którym jest riff przewodni z South Of Heaven Slayer'a! Dlatego też ocena jest taka a nie inna... . |