Zespół: Emperor
Album: "IX Equilibrium"
Wydawcy: Candelights Records / Mystic
Rok wydania: 1999
Ilość utworów: 9
Czas trwania: 43:58'
Ocena: 8
Emperor to dla mnie zespół wielki. Taką ocenę mógłbym wystawić Norwegom opierając się nawet tylko na jednym albumie - "In The Nightside Eclipse. Tak więc, skoro poprzednie płyty były wspaniałe, czemu nie miało by być tak samo i w tym wypadku? Nie zastanawiałem się długo, popędziłem do sklepu i zamówiłem sobie IX Equilibrium. Po prawie dwóch tygodniach (!) czekania zgłosiłem się ponownie po odbiór. 

Mym oczom ukazała się wspaniała okładka w kolorach: złotym, brązowym i czarnym. Zdjęcie na niej jest dość klimatyczne. Mamy tu jakby jakieś wrota ozdobione różnymi figurami, w tym... obliczami muzyków. Po otwarciu pudełka ciągle mi towarzyszą obrazy niemal "sodomii i gomori". Nie wiem za bardzo co to ma przedstawiać, może zezwierzęcenie człowieka? Cholera wie.

W końcu wsadzam płytę do mojego CD, kładę się wygodnie na kanapie, po to by przenieść się do krainy wytworzonej przez muzyków. Po pierwszych minutach słuchania można dojść do wniosku, że "ciężkość" muzyki granej przez Emperor'a słabnie. Nie jest to już ten pęd i siła co na "In the Nighside Eclipse", różni się także od "Anthems...". Mam wrażenie, jakby na IX Equilibirium Ishan i spółka bardziej postawili na technikę i różnorodność. Cała płyta jest dość zróżnicowana. Wokal Ishana to nie jest już ten prawdziwy Blackowy skrzek, stał się tu o wiele bardziej czytelny. Nawet jeśli nie masz przed sobą tekstu piosenek, a znasz choć trochę angielski zrozumiesz co się do Ciebie "mówi". Płyta jest dość melodyjna, co prawda nie będziesz sobie nucić piosenek, jednak nie jest to ściana dźwięku. Jak na każdej prawdziwej płycie Blacku "symfonicznego", oprócz gitary (Samoth) i perkusji (Trym), możemy się dopatrzeć dość dużej "ilości" klawiszy, obsługiwanych przez Ishana. 

Utworów na płycie jest dziewięć, w tym króciutkie "outro". To wszystko trwa prawie 44 minuty, co stanowi trochę ponad przeciętność jeśli weźmiemy pod uwagę inne płyty z gatunku. W przeciwieństwie do poprzednich albumów, nie mogę powiedzieć, by wszystkie utwory trzymały równy poziom. Bezsprzecznie, najlepszy jest "An Elegy Of Icaros", który jest jakby wołaniem o wolność (?); tuż za nim, uplasowałbym "Nonus Equilibrium". Natomiast najgorszą kompozycją jest "Decrystalizing Reason", które działa mi na nerwy jak mało co. Szczególnie to "tyryryryryryry" :), przy tym chyba mało kto wyrabia.

Na koniec powiem, że się trochę zawiodłem. Już po "Anthems To The Welking Of Dust" było widać w jakim kierunku zmierza Emperor, niestety - mnie ten kierunek nie za bardzo się spodobał. Nie powiem, że mi się płyta nie podoba, bo bym skłamał, ale jest dużo gorsza od wspaniałego debiutu Norwegów. Uważam więc, że ósemka będzie jak najbardziej zasłużoną oceną.


Lord of Gondor