INFORMATIONZ
  • WYTWÓRNIA - ROADRUNNER RECORDS
  • ROK WYDANIA - 1990
  • KRAJ - USA
  • GATUNEK - KLASYKA BRUTALNEGO DEATH
  • GLEN BENTON - WOKALE, GITARA BASOWA, TEKSTY
  • ERIC HOFFMAN - GITARA PROWADZĽCA
  • BRIAN HOFFMAN - GITARA PROWADZĽCA
  • STEVE ASHEIM - PERKUSJA
  • OCENA - 10/10
BLASPHEMIES
  1. Lunatic Of God's Creation
  2. Sacrifical Suicide
  3. Oblivious To Evil
  4. Dead By Dawn
  5. Blaspherereion
  6. Deicide
  7. Carnage In The Temple Of The Damned
  8. Mephistopheles
  9. Day Of Darkness
  10. Crucifixation
DEICIDE "DEICIDE"

Szybko pijcie wino, a potem idźcie spać, śpijcie na zawsze... Muzyka wczesnego Deicide to szybki Death Metal z odrobiną szaleństwa, mocnym brzmieniem i dwoma nakładającymi się wokalami Glena Bentona, z których jeden przypomina blackowy skrzek a drugi coś pośredniego między deathowym growlem a bliżej niezydentifikowanym rykiem. Płyta "Deicide" jest to ich debiut wydany w roku 1990 przez Roadrunner Records. Większość utworów jest już znana z demówek, jakie zespół zarejestrował pod nazwą Amon. Płyta jest krótka lecz treściwa, zawiera około 30 minut szalonej jazdy bez trzymanki na pełnych obrotach. W Deicide nie ma zwolnień, nie ma niepotrzebnych melodii, klawiszy ani innych pierdół, nie ma też jakiś technicznych solówek znanych z płyt Death i Morbid Angel. Za to Deicide jest z tych trzech zespołów zdecydowanie najbardziej szalone i najbrutalniejsze. Najbardziej w muzyce tej bandy podoba mi się wokal Glena Bentona. Dziwny to jest gość, dziwne są i jego wokale. Ten sam pan obsługuje też bas i pisze teksty. Są one bardzo death metalowe, dotyczą one zagadnień śmierci, morderstw i Szatana, ogólnie rzecz biorąc napisane są dobrze i miło się je czyta. Najlepszym utworem na płycie jest "Lunatic Of God's Creation", który jest wręcz huraganem bruatalności, energia wylewająca się z głośników w tym utworze rozpieprzy wam mózgi, na dodatek utwór ten ma doskonały refren. Innym świetnym utworem jest "Carnage In The Tample Of The Damned" z intrem przedstawiającym przemówienie przywódcy jakieś sekty przed zbiorowym samobójstwem, które oczywiście przechodzi w szybki i energiczny Death Metal. Na uwagę zasługują też świetne riffy dwóch gitarzystów, którzy prywatnie są braćmi oraz perfekcyjna perkusja. Reasumując jest to jedna z najlepszych płyt w historii amerykańskiego brutalnego Death Metalu i po prostu klasyka, ale nie jest to najlepsze osiągnięcie. Prawdziwy antychryst dopiero miał nadejść, a imię jego Legion...


© Lord Of All Fever And Plague
TAKE A KNIFE AND KILL A PRIEST -I- TAKE A GUN AND SHOT A NUN