|

Burzum, śmieszny to zespół - wszyscy o Burzum czytali, połowa krzyczy, że Vargi to pedał, druga połowa go kocha tak mocno, że oddała by za niego zycie, a wszystkie porządne płyty Burzum (do "Hvis Lyset Tar Oss" włącznie) słyszała... mniej niż połowa tych wszystkich krzykaczy. Nie mówię, że żeby dostać takiego "Det Som Engang Var" trzeba jechać do Norwegii, albo zastawić pół mieszkania staremu, siwemu metalowi z brodą, co to Burzum słucha od kiedy nastał chaos, oczywiście, że nie - lecz płyty Burzum nie leżą w każdym sklepie, na dodatek digi-packi są piekielnie drogie a na kasecie znaleźć można tylko "Hvis Lyset Tar Oss" i nowsze, ambientowe wybryki Wilka. W każdym razie mam to tam, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę, kto ma digipacki pierwszych płyt Burzum, to pewnie nie żałuje, a kto nie ma to niech se kupi a potem krzyczy. Zanim przejdę do recenzji właściwej wyjaśnię wam, kochani czytelnicy czemu ja właściwię recenzuje starą płytę Burzum, którą posiadam od czasów niepamiętnych oraz czemu tam hen po prawej stronie jest zdjęcie pewnego brutalnego barbarzyńcy z dużym kijaszkiem, wymalowanego babciną kredką do oczu. Otóż płytę "Det Som Engang Var" recenzuję dlatego, że mimo, że jest jedną z najlepszych płyt Burzum, nikt do tej pory nie pokwapił się jej zrecenzować (stan do wczoraj, gdyż w trzydziestce pojawiła się recenzja), biorąc na warsztat płytę "Hvis Lyset tar Oss" poraz któryśtam, poaztym chciałem się pochwalić ludziom, że mam digi-packa, co niniejszy czynię : "LUDZIE MAM DIGI-PACKA TRALALALA". Sprawa druga - to mroczne zdjęcie w wykonane w cornych odmętach pokoju, którego ściany przyozdobione są pentagramami zamieściłęm po to, by pokazać Perkunowi i paru innym kolesiom, co było inspiracją Burzum - popatrzcie na jego bluzę : nie jest napisane na niej "nie cierpię komunistycznych świń", nie jest na niej także napisane "Euronymous to złamany kutas i ogólnie gaj", jest na niej napisane natomiast proste i zwykłe "Mayhem". Widzicie, taka prawdziwa i mroczna persona jak nieświety Vargi herbu Dębowa Wierzba nosił bluzy pozerskich i komunistycznych, pseudo-blackmetalowych zespołów jak Mayhem. A w sumie mam to w dupie, ważne że stare Burzum się fajnie słucha a stare Mayhem jeszcze lepiej. Niniejszym kończę ten przydługawy wstęp i przechodzę do recenzji właściwej. Varg na swoich płytach w tamtym okresie czasu zamieszczał dwa rodzaje utworów - proste, ale zajebiste utwory stricte black metalowe oraz różne przerywniki tworzone na kaybordzie marki casio, które mimo słabego brzmienia były urocze, w pewnych momentach wywoływały na twarzy uśmiech, ale były fajne (może poza "Tomhet", bo ten kawałek był NAPRAWDĘ mroczny). Na płycie "Det Som Engang Var" (co ciekawe utwór o takim tytule trafił dopiero na następną płytę Burzum), znależć można mniej więcej po równo takich i takich. Intro i outro składają się z ciekawych, dziwnych dźwięków - buczenia, szeleszczenia i ogólnie są ciekawe, na dodatek "Svarte Troner" znaczy Czarny Tron, natomiast utwór piąty jest raczej śmieszny niż mroczny, na keyboardzie Varg robi coś w stylu beatów i wesołego motywu przewodniego, jeżeli słyszeliście "Tomhet" to powiem wam, że gdyby tamten utwór brzmiał bardziej wesoło, melodia smutna zamieniłaby się w wesołkowatą i dołożyło by się "pii pii pii pii" to właśnie wyszedł by kawałek #5 z tej płyty. Nie jest on tragiczny, ale po prostu jakiś taki śmieszny. Jest też kilka dobrych numerów black metalowych i dwa, że tak powiem "hity" Burzum - utwory zdecydowanie lepsze od innych, ze świetnymi liniami melodycznymi i brzydko mówiąc po prostu przebojowe! Gdyby Burzum grało koncerty to były by to dwa najbardziej oczekiwane przez gawiedź kawałki - "Key To The Gate" oraz "Lost Wisdom". W pierwszym z tych kawałków możemy usłyszeć melodyjną solówkę oraz kilka niekontrolowanych wyć i jęków Varga, a w drugim możemy podziwiać pełne bólu wokale. Słowa "Our world - our reality" brzmią w wykonaniu Varga jak "Aałułaałaułałuałity", czyli ogólnie zajebiście. Varg był jednym z najlepszych i najbardziej ekspresyjnych blackowych wokalistów, przemycał w swoich obłąkanych (moim zdaniem nawet niekontrolowanych) wokalach bardzo duży ładunek bólu i bezsensowanej nienawiści tak porządanej w black metalu. Podsumowaując jeżeli lubisz black, to ta płyta jest bardzo sensownym wyborem, jak nie lubisz to raczej po nią nie sięgaj, gdyż jest ona przeznaczona dla ludzi, którzy takiej muzyki słuchają od jakiegoś czasu, możesz się przez nią nie "przegryźć".
|