SamplingZ tego, co zdążyłem się zorientować, wynika, iż większość KM-owców bardzo nie lubi muzyki tworzonej w oparciu o sample. A szkoda, bo przez takie uprzedzenia można przegapić całe mnóstwo naprawdę dobrych kawałków. W tym artykule odeprę parę argumentów, jakie mają rzekomo świadczyć przeciwko samplingowi. Już z tego miejsca zapraszam do polemiki, gdyż jestem pewien, że chętnych do tego nie zabraknie. Zarzut pierwszy: tworzenie muzyki z sampli nie jest żadną sztuką, ogranicza się to tylko do poskładania kilku klocków w logiczną całość, bez śladu artystycznej inwencji. Niestety, w wielu przypadkach, szczególnie wśród wykonawców hip - hopowych, powyższe stwierdzenie jest prawdą. Ale, na całe szczęście, istnieją chlubne wyjątki. Noon, Magiera i L.A., czy - z zachodnich autorów - DJ Shadow albo Cut Chemist - ci ludzie są prawdziwymi twórcami! Ich praca nie ogranicza się do zapętlenia jednego fragmentu bez dokonywania w nim jakichkolwiek modyfikacji i dorobienia do tego beatu. Oni rozcinają, zszywają, dodają różnorakie efekty, ogólnie - to, co robią, można z czystym sumieniem nazwać pracą. Jedyne, co zostawiają z oryginalnego utworu, to brzmienie instrumentu. Zarzut drugi: muzyki tworzonej z sampli nie można grać na żywo w czasie koncertu. Jest to nieprawda! Chociaż wiele osób tego nie robi, istnieje przecież możliwość wykorzystania bitmaszyny. Wieczna chwała należy się ludziom takim jak Waco, za to, co robią dla polskiej sceny hip - hopowej! Zgadzam się, że używanie wyżej wymienionego narzędzia nie jest tak skomplikowane, jak choćby gra na gitarze. Mi jednak ta świadomość absolutnie nie przeszkadza. Czy irytuje Was np. fakt, iż Quake został stworzony w C, nie zaś w Assemblerze? Zarzut trzeci: muzyka składana z sampli nie ma klimatu, w ogóle nie czuć w niej duszy twórcy. Z czego niby miałoby to wynikać? Często w poszczególnych utworach hip - hopowych doskonale słychać, kto jest ich autorem. U Deny widoczne jest zafascynowanie przestrzenią, krótkimi, urywanymi dźwiękami, u Noona - najważniejszy element muzyki stanowi melodia, którą to ten pan bardzo lubi bawić się na różne sposoby. Z kolei trzask winylowej płyty i inne zniekształcenia dźwięku, wynikające z jakości nośnika, na którym pierwotnie był on zapisany, budują przyjemną, ciepłą atmosferę. Zarzut czwarty: to przecież nielegalne! I tutaj mnie macie. Niestety, w tym punkcie nie mam za bardzo jak odbić piłeczki. Jedynym, co mogę powiedzieć, jest to, że większość wykonawców i tak bez mrugnięcia okiem zgadza się na wykorzystanie fragmentu swojego utworu. Przekonani? Jeśli nie - piszcie stosowne kontry, wysyłajcie do HEX`a i do mnie. Jeśli tylko znajdę czas, obiecuję, iż poświęcę go na odpisywanie. |