*** Radośnie o Mayhem ***
Z racji zbliżającej sie Metalmanii w najnowszym numerze pisma z Katolic - Metal Hłamerze znalazł się artykuł, w którym przedstawiono dzieje zespołów bioracych udział w tym Święcie Metalu. Mamy więc także historię MayheM. Jeżeli ktoś jej nie zna, to polecam poszukać jednego ze starych numerów Morbid Noizz, gdzie została ona dobrze opisana, jeżeli jednak dzieje MayheM są wam znane, to zapraszamy do lektury naszej Biblii Metalu. Oto czego można się dowiedzieć (biografia została przepisana w całości):
"Powołany do życia w 1984 przez Oystina Aaersteha, który przemianował się później na Euronymousa i Necrobutchera (kurwa, cud! Z jednego zrobiło się dwóch! - przyp Darklich) rozpoczynał jak każdy zespół - od przeróbek Venom i Celtic Frost. Początki były trudne, jednak zespół był zdeterminowany w swym działaniu. Późniejsze zmiany w składzie, których nie będę tutaj wymieniał, doprowadziły do tego, że w grupie pojawił się niejaki Dead (wokale) i Hellhammer (bębny). W takiej postaci zespół zaczyna koncertować, przygototwywać materiał na płytę. Już wtedy widać wyraźnie, w jakim kierunku szły zainteresowania zespołu. Satanizm, okultyzm, tajemne sztuki były czymś oczywistym. W czasie kiedy Hellhammer dołączył do zespołu wokół grupy zaczęła wytwarzać się bardzo niebezpieczna otoczka. Przed koncertami Dead zwykł zakopywać swoje ubranie tak by śmierdzieć adekwatnie do swej ksywki. Zespół utrzymuje też, że jako pierwsi zaczęli używać makijażu. Zespół w tym czasie przenosi sie do małego domku na obrzeżach lasu, niepodal miejscowosci Krakstad. Już po krótkim czasie zaczęły rozchodzić się pogłoski, jakoby dom był nawiedzony. Miejscowi ludzie omijali te okolice z daleka. Można się dziwić, skąd ta psychoza, jednak wystarczy zastanowić się nad fenomenem MayheM. Scena black dopiero się rozwijała i ekstrawagancje zespołu były wtedy czymś absolutnie normalnym. MayheM rozpoczyna też prace nad pierwszą płytą zatytułowaną "De Mysteriis Dom Sathanas" (Sekretne Obrzędy Lorda Szatana). I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie pewien drobny incydent. W 91 roku Dead stwierdził, że musi zrobić coś znacznie większego, by sprostać swemu pseudonimowi... Samobójstwo w ciekawy sposób wpłynęło na resztę załogi. Euronymous, zamiast zawiadomić policję, poszedł spokojnie do sklepu aby nabyć aparat fotograficzny. Po tej swoistej sesji zdjęciowej muzycy robią sobie z kawałków kości Dead'a amulety (a mi się wydawało, że gotują sobie żurek z jego mózgu - przyp Darklich). Co można powiedzieć o takim zachowaniu? W zasadzie nic nie przeczy teorii, że tego typu obrazki są tylko zagrywkami pod publiczkę, mającymi na celu wzmożenie zainteresowania i stworzenia jeszcze bardziej chorej otoczki wokół muzyków. Po kilku latach wszystko wygląda pieknie, jednak na linii Varg - Euronymous dochodzi do coraz większych spięć i nieprozumień. Chodzi o przywództwo sekty, o wpływy, o dziewczynę... W zasadzie powodów mogło być wiele, zaś odpowiedzi znają tylko sami zainteresowani. 9 sierpnia 93 Varg z kolegami udaje się do domu przywódcy Inner Circle i pozbawia go zycia 23 pchnięciami nożem."
Oto cała historia MayheM wg niejakiego Arka Lercha. Interesujące nie? Metal Hammer to do tego stopnia ortodoskyjne pismo, że dla nich True MayheM skończyło się z Euronymousem! A może nie? Debilizmu szkoda komentować, ograniczyłem się do dwóch przypisów, choć właściwie to przypis można by dorzucić do każdego zdania. Pozwolę sobie tylko dodać, że ów "guru black metalu" dostaje orgazmu nad każą płytą hardcore'ową. Oto trzy cytaty, każdy otwierający osobną recenzję
- "Na płytę zespołu Tomahawk czekałem z drżeniem serca..."
- "Długo czekałem na tą płytę" (Antigama)
- "tyle miesięcy oczekiwania, denerwowania się, że jeszcze nie ma..." (Dillinger Escape Plan)
Może w końcu od tych nerwów jego serce szlak trafi i będzie spokój, bo póki co, p. Lerch wpisuje się w chlubną tradycję Bartów Gabrieli, Łukaszy Dunajów, Dariuszy Świtałów i Arturów Jastrzębskich, czyli ludzi, bez których krajowa prasa muzyczna byłaby piękniejsza.