*** Koniec Burzum ***


Dziś, kiedy od wydania "Hlidskjalf" mija już odpowiednio długi czas, w którym wydarzyło się nieco, myślę, że nadeszła chwila, by postawić kilka stanowczych stwierdzeń dotyczących końca Burzum. Piszę ten tekst także po to, by nie dostawać co jakiś czas maili pt "Czy nie wiesz nic o nowym albumie Burzum ?"

Koniec Burzum wieszczył Vikernes już podczas nagrywania "Daudi Baldrs" który początkowo miał być sygnowany jego imieniem i nazwiskiem, jednak wytwórnia uznała, że lepiej będzie opatrzyć to pewnym znanym i lubianym logo. Zresztą bardzo wielu nie uznało tej płyty ani też następnej - "Hlidskjalf" jako albumów Burzum. Po prostu Varg nie chciał ( albo i nie mógł ) nawiązywać muzycznie do gatunku, któremu zawdzięczał wszystko - metalu. Zwracam uwagę na podobną sytuację z Beherit i nieco nawet bliższą z Dissection.

Mimo tego oficjalna dyskografia Burzum zamyka się ostatecznie na wydanym w 1999 krążku "Hlidskjalf". Album ten, w zamierzeniach Bzikernesa miał być drugą częścią trylogii poświęconej mitom skandynawskim. Wkrótce potem upadło Misanthropy records, firma, która od 1993 sprawiała, że płyty Burzum były obecne na rynku a sam Varg funkcjonował jako muzyk. To wydarzenie bez wątpienia nie miało dobrego wpływu na naszego bohatera. W 1993 nikt nie był specjalnie zainteresowany podpisywaniem z nim kontraktu, gdyż w oczach wszystkich był mordercą i nazistą. Dopiero Tiziana Stupia wyciągnęła go z tego. W 1999 sytuacja różniła się o tyle, że kultowego charakteru muzyki Burzum nikt już nie kwestionował. Resztki płyt z magazynów przejęły poszczególne firmy i dystrybucje, jednak nikt nie był specjalnie zainteresowany efektywną promocją i widowiskowym wznawianiem tych wydawnictw. Powód - na zachodzie słowo "Burzum" wciąż kojarzy się z nazizmem i większe firmy raczej niechetnie podjęły by ruch w kierunku, który przeciwnicy łatwo mogli by wykorzystać przeciw nim. I dzięki temu wszystkiemu, jeżeli komuś uda się kupić jakąś płytę Burzum, to będzie ona miała label Misanthropy.

Wszystko to sprawiło, że Varg w oczywisty sposób zniechęcił się do biznesu muzycznego. O ile z Tizianą by zaprzyjaźniony osobiście, tak nie specjalnie chciał oglądać Burzum na świeczniku jakiejś firmy, co do której miał wątpliwości. To doprowadziło do obecnej sytuacji, w której stało się raczej jasne, że o nowych muzycznych dokonaniach Burzum już nie usłyszmy. Przez pewien czas Varg starał sie być aktywny na polu poza muzycznym ale i podtrzymywać swój kult poprzez stronę www.burzum.com. Niedawne zamknięcie tej strony jasno dało do zrozumienia, że o Vargu już nie usłyszymy.

Jest co prawda jedna altrenatywa. W 2016 Vargi wyjdzie z więzienia. Będzie miał wtedy 41 lat. Jak wiadomo, w tym wieku raczej ciężko zaczynać nowe życie. Może więc dojść do sytuacji, w której będziemy mieli do czynienia z "wielkim powrotem legendy black metalu". Pytanie tylko, jak taki powrót będzie wyglądał i na ile zostanie potraktowany poważnie. Jeżeli chodzi o mnie, to patrzyłbym na to sceptycznie. Kiedy na początku lat dziewiędziesiątych miała miejsce próba powrotu Sex Pistols, zakonczyła się ona niepowodzeniam na wskutek działań fanów ( nota bene norweskich ), którzy nie byli szczęśliwi z tego, że ktoś zabija legendę i kult ich ulubionego zespołu. Dlatego też szanujcie muzykę Burzum, ale o samym Vargu lepiej jest myśleć w czasie przeszłym. Tak jak o Euronymousie...


© Darklich <poganie@wp.pl>
www.burzum88.prv.pl