 |
Dlaczego staję w obronie pana Davida Gilmour'a? I przed kim chcę go bronić?
Otóż w ostatnim wydaniu kącika muzycznego pojawił się pewien artykuł pt. "High Hopes". Autor tamtego tekstu opisywał swe doznania
z odsłuchiwania ostatniej studyjnej płyty Pink Floyd (chodzi oczywiście o "The Division Bell"). Poniższe punkty kieruję do autora arykułu "High Hopes":
1. Chciałbym wytłumaczyć dla tego człowieka, że nazwisko teraźniejszego lidera grupy pisze się nastpująco: Gilmour, a nie: Gilmoor :(.
2. Dave znowu takim dziadkiem nie jest. Co prawda przeżył 59 wiosen, ale trzyma się nieźle, a muzyka płynąca z jego rąk nabiera z biegiem lat jeszcze
słodszego posmaku. Jest bardziej wyważona, wprost doskonała - liryczna. Czy nie oglądałeś jego albumu DVD? Utwory tam zagrane są wprost powalające. Początek
koncertu, Gilmour stroi akustyczną gitarę - za chwilę zacznie grać. Melodia jakby znajoma, tak na pewno gdzieś się to słyszało. Następnych kilka dźwięków,
wszyscy są wsłuchani, teraz podnoszą się oklaski - to początek Shine On You Crazy Diamond. Ależ on to pięknie gra, teraz cała sala krzyczy z radości, ale poczekajmy.
Kolejne akordy, otwieram usta, język mi wysechł - brak mi słów.
Następne piosenki także zapierają dech w piersiach. Ale nic, przeczytajcie mój werdykt o tym albumie.
3. W żadnym wypadku Gilmour nie leci na szmal. Człowieku na jakiej podstawie żeś takie głupoty powipisywał? Jeśli uważasz, że ten człowiek ubóstwia mamonę,
w moich oczach (sorki) jesteś debilem. Na pewno kasa nie jest na pierwszym miejscu, w 2002r. niejaki David Gilmour sprzedał swój skromny dom za bardzo dużą kasę. Z tego
5,7, tak 5,7 mln funtów oddał dla fundacji na rzecz bezdomnych. Z pwenością nie zrobił tego z pazerności i łapczywości.
4. Ja też uwielbiam "High Hopes". Spośród wszystkich piosenek Pink Floyd (mam prawie wszystkie płyty) ten utwór jest jednym z ulubionych. Szczególnie przepadam
za wykonaniem z solowego konceru Gilmour'a w Royal Festival Hall. Zdjęcie z koncertu obok.
|