Tom #1   "Slayers"  (Sureiyaazu)

Autor - Hajime Kanzaka
Pierwsza publikacja - 2 luty 1990
Tłumaczenie na angielski - Yuu-chan
Tłumaczenie na polski - Sara
Materiały pobrane ze Slayers Universe wraz ze zgodą na publikację.

Rozdział 3
"Kłopoty... Zostałam porwana! Żałosne..."

str.9

"Ha!" Dilgear odskoczył w bok, tuż obok kamiennego słupa i uderzył w niego mieczem. A że był on stworzony dzięki magii - nie był zbyt trwały. Pękł z łatwością wywołując deszcz kamyków i skałek lecący wprost na Zelgadissa.

"Ach!" Szybko odsunęłam się, kiedy trzeci słup został rozwalony zamieniając się w dym, kurz i pył. Dilgear kontynuował swój pomysł. Zel został zakryty przez kurz i pył, a wilkołak wciąż powiększał chmurę dymu.

Zakaszlałam. Będąc obserwatorką musiałam wdychać ten kurz. Wstrzymałam więc oddech i zatkałam nos oraz usta. Aaaach, oczy również zaczęły mnie boleć. Kiedy ja zajmowałam się sobą tamta dwójka wybiegła z chmury, która zaczęła się już rozpraszać. Pomysł Dilgeara, by schować się w popiołach i kurzu najwidoczniej nie okazał się zbytnio skuteczny. Mocne mięśnie, zero mózgu. Jakże pospolite...

"To było śmiechu warte... Nie mogę uwierzyć, że jesteś tak pewny siebie. To godne podziwu."

"Zamknij się!" Dilgear ponownie natarł na Zela, który przez to, iż do tej pory się śmiał - potknął się. Zderzyli się, a miecz Zelgadissa liznął ostrzem ramię wilkołaka. Zorientowałam się dopiero po chwili co się stało... Kiedy Zel potknął się, korzystając z faktu, iż jego druga połowa była niewidoczna dla przeciwnika przez chmurę dymu, kopnął kamyk w Dilgeara. Oczywiście nie zadało mu to żadnych obrażeń, lecz był wystarczający, aby wilkołak stracił równowagę.

"Co się stało, nie masz zamiaru mi się za to odpłacić?" Zelgadiss rzucił w stronę nieprzyjaciela, z którego lewego ramienia wydobywała się strużka krwi.

"...Powinienem chyba zrobić najpierw to?" spytał z uśmiechem. Zelgadiss i ja gapiliśmy się na to, jak rana wilkołaka zaczyna się zamykać. W tym czasie głęboka rana całkowicie się zagoiła. "Zapewne zapomniałeś, że tylko połowa mnie jest wilkołakiem. Drugą część stanowi troll. Jeśli masz zamiar pokonać mnie za pomocą miecza musiałbyś odciąć mi głowę... A to jest raczej mało prawdopodobne." Skoro jest w połowie trollem to faktycznie _jest_ to jedyny sposób na zabicie go mieczem.

"Faktycznie, całkowicie zapomniałem." Odrzekł, lecz jego głos nie zdradzał żadnej zmiany tonu, jak gdyby w ogóle się tym nie przejął. Ostrze błysnęło światłem, gdy natarł na przeciwnika ze złowieszczym krzykiem. Podniósł wysoko rękę z mieczem. Kurcze! Przecież to całkowicie odsłoniło jego brzuch, a Dilgear najwidoczniej nie chciał przepuścić takiej okazji...

Głębokie cięcie wzdłuż brzucha Zelgadissa. Tryskająca krew...

... Albo i nie. Jedynie słychać było ostry, szorujący dźwięk.

Zelgadiss stał tam uśmiechając się ciągle. "Najwidoczniej ty również zapomniałeś, że jestem w jednej trzeciej golemem. Jeśli chcesz mnie pokonać mieczem, lepiej żeby był to legendarny Miecz Światła... Bez względu na to jak bardzo będziesz się starać - nie możesz mnie w obecnej chwili zabić, ani nawet zranić..." Twarz Dilgeara nabrała purpurowego koloru. "Co w takim razie zrobisz? Będziesz kontynuował walkę i zginiesz, czy wrócisz wyć dla Rezo? Wybór pozostawiam tobie."

"A niech to...!" Wilkołak uciekając w las wziął coś do ręki i rzucił w stronę Zelgadissa. Jakkolwiek Zel odsunął się o jeden krok w bok, dzięki czemu obiekt ominął go i wpadł do rzeki. "Pamiętaj!" Dilgear krzyknął i całkowicie zniknął w ciemnościach lasu.

Zelgadiss nawet nie próbował go ścigać. "... Jakże groteskowe..." Powiedział przeczesując palcami włosy.

  <==Powrót

<==Poprzednia strona |