Cała plaża wyspy Tahemio była we krwi. Brutalnie rozwleczone po piasku ciała ludzi współgrały groteskowo z kilkoma ogromnymi zwłokami Snorlax'ów,które wyglądały jak Lanturn'y wywleczone na brzeg. Ilex stał pośrodku pobojowiska z Golduck'iem u boku. Nie udało mu się powstrzymać rzezi jaką urządziły tu wściekłe Pokemon. Snoreking w bitewnym szale prawie wszystkim ludziom wraził swoje połamane pazury. Pozostali też nie próżnowali. Brabinsen i jego żołnierze zrobili błąd wysadzając ścianę góry proto na sad jabłkowy. Nic tak nie denerwuje Snorlax'a jak utrata jedzenia. Wszystkie białe, kopulaste domki i namioty leżały w gruzach. Samice opłakiwały poległych. Kule odbijały się od brzuchów,ale trafienie w głowę raczej dla każdej istoty oznacza śmierć. Dainties chciał zapobiec tej jatce,ale biegając pośród rozjuszonych Pokemon'ów mógł się sam przyprawić o wcale duże obrażenia. Udało mu się ocalić tylko Brabinsena. Czarnoskóry leżał nie związany,bo i tak nie miał dokąd uciec. Wszędzie krążyły żądne zemsty Snorlax'y. Ilex podszedł do niego kiwając ręką na Snoreking'a. Golduck przyczłapał ciekawie za nimi.
- Znów się spotykamy,Brabinsen.
- Tak - z nienawistnym spojrzeniem mężczyzna mierzył trenera.
- Plan wysadzenia tej góry wymyśliłeś z pomocą swej głupoty,ale jakim sposobem dowiedziałeś się,że w środku ktoś jest?
- Spójrz na to,dupku - wysunął przed siebie dłoń,na której leżało urządzenie podobne do busoli. Czarna przestrzeń pod szkiełkiem pełna była zielonych kropeczek. Wszystkie punkty mieściły się w jednym miejscu. Ilex szerzej otworzył oczy. To coś pokazywało pozycję Snorlax'ów.
- Wykrywa Pokemon? - mówiąc to Ilex wsunął sobie aparacik do kieszeni spodni.
- Nie tylko. Te dwie mniejsze kropki to my. Ta największa to ten tutaj - rzekł wskazując na Snoreking'a.
- Słuchaj,Brabinsen... Nie dam rady cię uratować,choćbym chciał. Te Pokemon chcą cię zatłuc i nie dam rady cię chronić.
- A dlaczego być chciał,co?
- Mógłbyś mi powiedzieć wiele o swojej cywilizacji,skąd przybywasz i takie tam. Wymyśliłbym jeszcze dużo pytań,a ty byś mi na nie grzecznie odpowiedział,ale...przykro mi - teatralnym gestem Ilex zebrał się do odejścia. Snoreking zbliżył się do Brabinsena z głuchym pomrukiem i szczękiem pocieranych o siebie szponów.
- Czekaj! - wrzasnął czarnoskóry - Cholera,człowieku,nie zostawiaj mnie tu z tymi potworami!!!
- Kto tu jest potworem,CO? ŚMIECIU? - ryknął władca Snore Village i uniósł człowieka za mundur do góry,co wywołało natychmiastowy aplauz zgromadzonych w pewnej odległości Snorlax'ów - Czy my przyszliśmy do waszego obozu i zniszczyliśmy cokolwiek? Myślisz,że nie wiedziałem,że tu jesteście? Wiedziałem! Ale nie przyszedłem do was ze śmiercią.
- Ty...ty mówisz? - zająknął się Brabinsen nerwowo łykając ślinę.
- TAK! - wrzasnął mu w twarz Pokemon - Potrafię też zabijać,ale nie zrobię tego z tobą.
Brabinsen upadł na piasek upuszczony przez Snoreking'a.
- Dam ci pamiątkę - jednym ruchem zdarł z mężczyzny górę munduru ukazując białe kropy - To jest ślad po jakimś Pokemon?
Tamten trener opowiedział mi o kłamstwach,jakie mu opowiadałeś. To jest blizna po dotknięciu jakiegoś Pokemon?
- Ta...tak,to...
- TO jest ślad po Pokemon - ze spokojem stwierdził Snoreking i wbił połamane pazury potęznej prawej łapy w bark Brabinsena. Mężczyzna wrzasnął,ale władca spokojnie prowadził trzy równoległe linie aż do drugiego ramienia - Teraz możesz chwalić się,że wyniosłeś życie ze spotkania ze Snoreking'iem po ówczesnym odebraniu mu braci - wskazał palcem na zwłoki na plaży. Brabinsen zachwiał się i padł na piasek. Całą pierś i brzuch zalewała mu krew. Rana wyglądała grożnie, ale taka nie była. Duży efekt,mały skutek,ale blizny pozostaną do końca życia. Ilex podszedł do klęczącego mężczyzny. Pochwycił go silnie za przedramię i powlókł na skraj lasu,gdzie stały samoloty. Czarnoskóry wczołgał się na siedzenie przy sterze jednego z nich i odpalił pospiesznie silnik.
- Ilex'ie Dainties...Wrócę tu i zmiotę was z powierzchni tej planety. Za pięć lat przybędę i zaleję wasze zafajdane kontynenty całymi rzekami krwi. Nie wiecie do czego służą Pokemon,nie potraficie dobrze ich wykorzystać,a nie chcecie dzielić się nimi z mądrzejszymi. U mnie nie mamy takich stworów. Przybyliśmy tu,żeby nałapać sobie taniej siły roboczej,a żeby tego dokonać musieliśmy pozbyć się kilku najsilniejszych trenerów. Nie udało się,ale nie możesz spać spokojnie Dainties,ty i twoje głupie stwory,to byłby wasz błąd. Wrócę tu i...
- Lepiej już leć,Brabinsen,czy jak cię tam zwać...Będę czekał. Za pięć lat,jeśli nie stchórzysz,poznasz prawdziwą potęgę Pokemon. Jeśli przybędziecie ze swoimi prostackimi wynalazeczkami - poklepał drwiąco burtę samolotu - my pokażemy jak walczy się mocą. Myślisz,że bedziesz miał przeciw sobie pospolite ruszenie? Nie. W kilkoro rozniesiemy was w pył.
- Żegnaj,Ilex!
- Uciekaj Brabinsen. Lepiej nie wracaj,ale jeśli będę czekał.
      Pojazd oderwał się od ziemi wzniecając mały tuman piasku i igliwia. Po chwili znikł za horyzontem,gdzieś daleko na południu. Trener odwrócił się do stojących za nim murem Snorlax'ów. Jeden z nich wystąpił i podał mu jego plecak. Skinął głową w podzięce i wydobył z niego dwa ItemBall. Rzucił nimi i wciągnął pozostałe samoloty. Schował kule z maszynami z powrotem.
- Snoreking'u...
- Może i będę trochę niegrzeczny,ale... odejdż stąd. Potrzebujemy trochę czasu...
- Rozumiem.
- Ilex... PokeGod...Ona nie pomogła nam w tej walce. Nie pomogła mi podczas meczu. Był remis ze wskazaniem na ciebie,a wygrałbym spokojnie gdyby była ze mną. Mam nadzieję,że kiedyś staniesz się nowym bogiem tej ziemi. Trzymaj...
Ilex z zaskoczeniem odebrał z łap Snorlax'a naszyjnik ze świątyni. Klenoty pokryte patyną zaświeciły lekko jakby na znak sprzeciwu,ale zaraz przygasły.
- Przybędę wam pomóc,królu - Ilex uklęknął na jedno kolano,to samo uczynił Golduck. Obaj wstali po chwili i odeszli w las.       Snorlax'y powróciły do swojej góry,która teraz osłaniała je tylko z trzech stron. Żaden,nawet najbardziej zapalczywy Pokemon,nie poszedł dewastować resztek obozu na plaży. Na małej polance w lesie Ilex wypuścił z ItemBall samolot. Boski wisior miał w plecaku. Golduck siedział już w swym PokeBall. Smutny chłopak wsiadł do maszyny i odpalił silniki. Pionowy start wyniósł go wysoko...

      Po dwóch tygodniach od bitwy na plaży Ilex powrócił na wyspę Tahemio. Pidgeot wyleczony w Centrum Pokemon leciał teraz jeszcze szybciej niż zwykle. Trener dokładnie przestudiował radar Brabinsena. Aparat wykrywał po prostu wszystkie żywe istoty w promieniu kilku kilometrów. Miał zmienną skalę i po kilku udoskonaleniach Ilex mógł już policzyć,ile Pokemon żyje całym lesie Ilex. Razem z Bill'em - znanym na cały świat Pokemaniakiem i świetnym wynalazcą wprowadzili radar do PokeGear'a. Teraz Dainties miał te dwa urządzenia w jednym. Pidgeot był bardzo radosny. Po raz pierwszy od kilkunastu lat przegrał walkę i był podniecony na rychłe spotkanie z Pokemon'em,który go pokonał. Ilex wiedział o tym i chętnie rozprawiał z ptakiem o błedach jakie popełnił i co powinien jeszcze dopracować. Ilex pomyślał,że w tak sielankowej atmosferze bedą latać tylko przez najbliższe pięć lat. Potem być może nastanie obiecana przez Brabinsena wojna. Ale na razie chłopak starał się być optymistą. Może facet gadał tak tylko żeby wyjść z godnością? Lecz z drugiej strony musiał mówić prawdę o swoim państwie bez Pokemon'ów. Bo niby skąd wzięliby się żołnierze na plaży i dziwne,obce Ilex'owi samoloty?
      W końcu wylądowali na Tahemio. Już z daleka dostrzegli,że resztki obozowiska są uprzątnięte,a na plaży usypano wysokie kurhany obsiane gęsto mlodymi drzewkami grapefruitowymi. Tylko w ten sposób mogli godnie pożegnać zabitych braci.
      Po wylądowaniu natychmiast wyległy z góry Snorlax'y. Na ich czele szedł Snoreking z odnowionymi,błyszczącymi w słońcu pazurami. Powitali się trochę smutno. Widać było,że w Pokemon'ach wciąż żywa jest pamięć zniszczenia jednej ze ścian ich góry i śmierć ziomków.
- Po prostu nie możemy się otrząsnąć. Mimo,że teraz mamy więcej światła i rośliny rosną szybciej i lepiej. Zawsze bylismy chronieni przez płaszcz góry wyniesionej przez PokeGod,a teraz...? - opowiadał w marszu ku wiosce władca. W końcu dotarli do centrum Snore Village i tam obaj się zatrzymali. Wszystkie pozostałe Snorlax'y rozeszły się do jedzenia i snu.
- Drogi królu,nie martw się,bo mam tu coś co wam pomoże! - rzekł Ilex sięgając do plecaka - Spójrz.
Na wyciągnietych dłoniach człowieka Pokemon dotrzegł wiele małych kuleczek. Wszystkie Ilex ustawił w rządku przyciskiem do góry. Po kolei wszystkie nacisnął powiększając je. PokeBalle wydały przy tej czynności charakterystyczny pełgot.
- To mój prezent ode mnie Snoreking'u. Rozpakuj.
      Gigant podszedł do leżących kul i wszystkie zagarnął łapami. Po chwili milczenia wyrzucił je w powietrze. Wszystkie otworzyły się wypuszczając Pokemon'y. Przed trenerem i zdumionym grubasem stało kilka Sunflore'ów, Sunkern'y, Bellossom'y,Gloom'y,Vileplume'y,Bellsprout'y,Hoppip'y i w końcu jeden jedyny Pupitar. Roślinne Pokemon rozbiegły się po całej osadzie wiedzione myślą Ilex'a,że mają pielęgnować sady i krzewy cierniów. Jedynie larwa Tyranitara nie ruszyła się z miejsca. Trener podszedł do niej i podniósł z niejakim trudem. Twardy,prawie już stalowy pancerz Pokemon'a był diabelnie cięzki.
- On odbuduje ścianę góry.
- To maleństwo?
- Tak. Pozwólcie mu się zadomowić na gruzach,a już niedługo powinien ewoluować w młodego Tyranitara. Te Pokemon'y zmieniają rzeżbę terenu. Ale kiedy już się przemieni może sprawiać pewne problemy jako mroczny Pokemon. Wtedy skontaktujcie się ze mną,a ja go odwiozę gdzieś w góry,gdzie bedzie szczęśliwy. Chociaż nie sądzę,żeby było aż tak żle.
- Dziękuję ci mistrzu Pokemon.
- Mam do ciebie pytanie,Snoreking'u. Czy staniesz u mego boku,jeśli ludzie pokroju Brabinsena wrócą tu z wojną?
- Tak,stanę na polu bitwy.
- Wstępnie romawiałem z liderami stadionów na Kanto i Jotho i obiecali pomóc. Także wszyscy trenerzy,którzy zdobyli puchar jakiejkolwiek ligi zgodzili się walczyć. Pozostała tylko jedna osoba... Moja stara przyjaciółka. Będę teraz do niej leciał. Trzymaj się,królu. Życzę powodzenia. Za pięć lat pojawię się tutaj i rozwinę wici na waszą górę. Mam nadzieję,że stawisz się na wezwanie.
- Na pewno. Do zobaczenia.

      Ilex znów leciał na swym Pidgeot. Bezkresne morze pod nim napełniało go pewnym lękiem. W końcu doleciał do celu. Zawrócił ptaka i ruszył przed siebie. Kiedyś,kiedy był jeszcze naprawdę młody przemierzał równiny na Kanto. Pomiędzy Saffron City,a Fuchsia były rozległe sawanny obfitujące w wiele rzadkich Pokemon,a jeszcze dalej zaczynała się już strefa safari.
      Na skraju wilgotnego lasu deszczowego napotkał dziewczynę. Wszystko byłoby w porządku,gdyby nie siedziała z zamkniętymi oczami oparta o pień drzewa. Cała jej twarz była pokryta zadrapaniami od gałęzi,a szara suknia poszarpana. Rozległe sine połacie pod oczami świadczyły o jej skrajnym wyczerpaniu. Gdy Ilex uklęknął przy niej spostrzegł,że chłodne krople potu zasnuwają jej skronie i moczą włosy. Gorączka trawiła ją od środka. We krwi krążył jad. Nieprzytomną wziął na ręce i ledwo doniósł jakieś pół kilometra od lasu wgłąb suchych równin. Tam złożył jej ciało i napoił ją olejem z Kabuto. Oczywiście mikstura odniosła porządany skutek. Wszystkie ranki na twarzy zagoiły się,puls uspokoił się. Po chwili dziewczyna obudziła się. Minęło wiele lat. Zostali serdecznymi przyjaciółmi. Ilex zdradził jej sekret swego długiego życia. Uczył ją Pokemon. Okazało się,że dziewczyna wyglądała na jakieś osiemnaście lat,a tak naprawdę miała już trzydzieści. Oczywiście eliksir z Kabuto odmłodził jej ciało,tak jak utrzymywał Ilex'a w wieku młodzieńczym przez całe setki lat. Nazywała się Scathach. Nigdy praktycznie nic o sobie nie mówiła,ale Ilex zakochał się w jej pięknej twarzy,spokoju bijącym od jej osoby,w jej oczach,tak przepastnych,że nigdy nie można odkryć co naprawdę myśli. Z biegiem czasu zauważył,że dziewczyna nie jest zwykłym człowiekiem. Wkrótce odkryła ciemną stronę takiej długowieczności. Gdy rodzina umarła ona wciąż była piękną,młodą dziewczyną. Odeszła od Ilex'a i wkrótce dała o sobie słyszeć. Wielokrotnie zwyciężała w finałach Ligi Błękitnej. Prowadziłą ostrą walkę,nie wahając się używać najpotęzniejszych technik. Wielu przeciwników pozostawiała nad przepaścią śmierci. W końcu zestarzała się. Jednak wciąż zakochany w niej Ilex nie chciał stracić Scathach. Podstępem napoił ją olejem i przywrócił ją młodości. Wściekłość kobiety była ogromna i chłopak ledwie uniósł życie. Póżniej na przestrzeni setek lat dochodziło do tego samego. Dainties przybywał i jakimś sposobem sprawiał,że była wciąż młoda, nieśmiertelna. Ilex wybrał długie życie ze świadomością,że nie będzie mógł mieć rodziny. Teraz,wraz ze Scathach, pojawiła się szansa na kogoś takiego jak on i nie zamierzał stracić tej okazji. Jednak ona szybko zaczęła go za to nienawidzić i zgorzkniała,cyniczna zaszyła się tutaj. W rubieżach między Saffron,a Fuchsia. Na białej plamie mapy strefy safari. Ilex nie widział jej od dobrych czterdziestu lat. Nie miał pojęcia jakie będzie powitanie. Na pewno nie padną sobie w ramiona.

      Nagle Ilex zatrzymał się w marszu. Wszędzie naokoło panowała cisza. Tak niezwykła tu,w strefie safari,w której żyły całe setki hałaśliwych Pokemon takich jak Mankey,czy Pidgey. Zrobił jeszcze krok i poleciał do góry. W ciało wpijały mu się twarde liny siatki. Wisiał sobie dyndając na boki pod poziomym konorem omszałego drzewa. Około pięciu metrów nad ziemią. Oddalony od pnia nie mógł go złapać,a nie miał czym przeciąć sznurów. Teleportacja nie wchodziła w grę,bo miał ze sobą tylko Pidgeot. Nie tak miało być! Wściekły na siebie,że dał się złapać w taką prostacką pułapkę,nie zauważył kilku cieni przemykających po gałęziach nad nim. Na cichy syk odwrócił się gwałtownie rozhuśtując siatkę.
- Sssspin...
-Ssss...
- ...pinaraaak...
- rak. Rak. Spina!
      Wrzask nie był tak głośny dla Ilex'a,który lekko ospale próbował wyrwać sobie z przedramienia i szyi malutkie stożkowate ciernie. Pająki stukotały o drewno swymi włochatymi łapkami. Jeden z nich opuścił się na lince,aby zobaczyć co z więżniem.
Na odwłoku widniały dwie czarne kropki i pozioma linia. Obrazek imitował twarz. Teraz wyglądała na uśmiechniętą.
- Spinarak! - zawołał Pokemon.
- Scathach? - zapytał niewyrażnie bełkocząc Ilex.
- Spi! Nara - i opuścił się gdzieś w dół. Schwytany w sieć trener nie spał,ale był całkowicie sparaliżowany. Nie mógł ruszyć nawet końcem palca u nogi,a co dopiero myśleć o poradzeniu sobie z pułapką. Szczególnie,gdy na pewno pilnowały go całe gromady Pokemon. W umyśle błądziły mu małe kłębki mgły,które gasiły wszelkie procesy myślowe w zarodkach. Otępiały Ilex gapił się bezmyślnie w liście.

      Manto szedł pewnie przez wilgotny las deszczowy. Nie przybył tu po żadne Pokemon,chociaż nie ukrywał,że potrzebuje ich. Miał zamiar stanąć w tym roku na stadionie ligowym,ale do tego potrzebował jeszcze jednej odznaki,a każdy na Kanto wiedział,że o odznakę ziemi jest cholernie trudno. Jednak nie szukał tu nowych sił dla swej drużyny. Przybył tu wiedziony uczuciem. Kiedy obozował tu kilka dni temu zobaczył piękną dziewczynę o cudownych oczach i zakochał się natychmiast. Szara,skromna suknia,czarne włosy z refleksami księżyca,delikatna twarz,małe usta,cudna linia podbródka... Zjawisko urzekło mlodego mężczyznę,mimo że w swoim życiu widział wiele piękności. Znał się na urodzie i rozpatrywał każdy jej szczegół,ale czegoś tak cudownego jeszcze nie oglądał. Taka wymiana spojrzeń nie wystarczyła mu - musiał spotkać tą dziewczynę.
     Poza tym,że znawcą kobiecej urody,Manto był też trenerem Pokemon. Miał teraz około 20 lat. Do siedemnastego roku życia uczył się w PokeTech School. Tam zdobył z wyróżnieniem dyplom uprawniający do wystąpienia w rozgrywkach ligowych bez konieczności żmudnego zdobywania odznak. Zadowolony z siebie szedł ze swoim papierkiem,a po drodze rozegrał mecz. Jego wspaniałe Pokemon przegrały. Siedemnastoletni prymus elitarnej akademii przerżnął z zielonowłosym chłopcem. Przeciwnik przedstawił się jako A.J. i rozgromił go używając tylko jednego jedynego Sandshrew. Bat w ręku przeciwnika i spojrzenie przeciwnika uświadomiły Manto,że zwycięzyć można tylko nabywając doświadczenia. podczas realnych starć. Jego podopieczni byli wychowani na symulatorach i teoryjkach wpajanych przez profesorów,a życie okazało się o wiele trudniejszym egzaminem od końcowego testu w szkole. Przez te trzy lata,aż do teraz zawzięcie trenował,zdobył siedem odznak Kanto i był gotów stanąc do walki na stadionie Viridian. Jego Pokemon były teraz silne,a sam Manto zmężniał i z uczniaka przeistoczył się w młodego mężczyznę. W jego wędrówce przeszkodziła mu ta dziewczyna. Musiał nadłożyć drogi,mimo że mógł nie zdążyć na otwarcie ligi za niecały miesiąc. Droga z safari do Viridian była daleka,
a pozostało jeszcze zdobycie odznaki.
Przywołując wspomnienie twarzy ślicznotki Manto nie zuważył,że śledzi go kilka pająków. Prawie,że nadepnął na podobnego do drzewa Pineco. W końcu dotarł do jakiejś polanki i usiadł na zwalonym pniu. Podniósł wzrok do nieba
i oniemiał. Wysoko pod koroną drzewa wisiał w sieci chłopak.
- Hejo! - wrzasnął machając do niego Manto.
- U...uważaj... - słabo odpowiedział nieznajomy.
Wiedziony tym ostrzeżeniem i przeczuciem odwrócił się i zauważył kilka par jasnych ślepi w mrokach lasu. Natychmiast odskoczył bliżej środka polany. Wyjął PokeBall.
- Wyłażcie! - zawołał w kierunku oczu.
Odpowiedziały mu syki i klikanie. Nagle spomiędzy pni wyprysnęły sieci i oplotły mu nogi. Manto wrzasnął i przewrócił się machając rekoma.
- Cholera! - darł się jak opętany próbując uczepić się trawy. Czepaił się paznokciami ziemi,ale wciąż go wciągało. Upuścił PokeBall.
- Idż!
Z przerażliwym wyciem Arcanine przeciął sieci. Nastroszył wąsy i podszedł do swego trenera. Manto oparł się o jego grzbiet. Gdy wstał,Pokemon i tak go przewyższał.
- Dobrze Arcanine! Teraz użyj ognistego podmuchu. Wygnamy te stwory na otwartą przestrzeń.
      Płomienna gwiazda uderzył w ścianę drzew zapalając suche liany zwisające z konarów. Cztery Spinaraki wybiegły klikając na polanę,a za nimi panicznie tarzając się w trawie pokazał się duży Ariados. Jego włochaty odwłok był osmalony. Miotał się,aby ulżyć poparzonym członkom.
- Arcanine,uderz żarem.
      Cała ściółka leśna pod odnóżami pajęczaków zajarzyła się pomarańczowo i buchnęła czarnym,wilgotnym dymem. Z sykiem Pokemon'y uciekły,a na polance został tylko Ariados. Wściekły przywódca pająków klikał grożnie swymi szczypcami. Nagle rzucił się do przodu próbując ugodzić Arcanine'a w łapę rogiem na łbie. Chybił i wszystkimi sześcioma łapami odbił się od podłoża i wyprysnął w górę. Zwarł żuwaczki i otworzył je z impetem. Dwie grube strugi pajęczej nici oplotły kark Pokemon'a. Arcanine szarpnął silnie. Fioletowe oczy pająka otworzyły się szerzej,gdy zrozumiał swój błąd. Potężnym szarpnięciem Arcanine posłał Ariadosa na pień drzewa. Dopiero teraz sieci opadły z pyska pajęczaka. Manto podrzucił w reku kulę i zamierzył się na oszołomionego przeciwnika.
- Pędż,GreatBall! - zamieniony w czystą energię Pokemon próbował się wyrwać,ale nie miał sił. Czerwonawe światełko zapaliło się trzy razy i zgasło. Chybotanie ustało. Usatysfakcjonowany młodzieniec podszedł do kuli i podniósł ją. Z dumą przytroczył sobie do pasa i poklepał po szyi Arcanine'a,który już zdązył sobie zerwać nici.
      Po kilku minutach Manto z nożem w zębach. wspiął się na drzewo,na którym wisiał Ilex. Odciął sznur i w ostatniej chwili złapał chłopaka za ramię. Sieć opadła. Prymus PokeTech School podniósł uśmiechniętego błogo nieznajomego i przerzucił go przez grzbiet wielkiego Arcanine'a. Ujął brodę chłopaka w dłoń i zmusił go do spojrzenia sobie w oczy.
- Ko cię tam zawiesił? Sieć jest ze sznura,nie z pajęczej nici.
- Za...zabierz...mnie stommd - wybełkotał skołowaciałym językiem Ilex.
- Dobra,ale najpierw odszukam pewną dziewczynę,którą widziałem w nocy. Idziemy Arcanine.
- Nie...Mu...siiimy stommmd odiejść,boo nie...
- Bredzisz jeszcze,ale niedługo ozdrowiejesz. Ona musi gdzieś tu być,a sądzę,że te pająki nie wrócą. Jakby co,to Arcanine spali kilka drzewek.
- Nie wyjdzie...stommmd...zaabiją nasz...
- Zobaczmy co nasz chłoptaś ma w plecaku...Idż lekko Arcanine,zeby nie wytrzęsło naszego księcia. Musisz nam jakoś zapłacić za ratunek. A,tylko jeden Pokemon? Cieniutko,ale może pieniążki po kieszonkach pochowaliśmy,co?
- Nie...zzzz...

<--- Poprzednia strona    Kolejna strona --->

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ