"Hikaru no Umi"

"Hikaru no Umi"
part 1

No, pierwsza część mojego nowego fica^____^mam nadzieję, że komuś się toto spodoba^____^niech się nikt nie martwi, później będzie też wiele dynamicznych scen, po prostu fabuła wymagała takiego przedstawienia tej części^____^Bardzo proszę o krytykę i kilka słów zachęty do dalszego pisania, ewentualnie kubeł zimnej wody między oczęta bym to zakończyła^_____^
PS.podczas czytania polecam słuchać "Crucify my love" X-Japan, albo czegoś podobnego^___^za niedługo sobie przypomnę to może podam adres, gdzie można to ściągnąć, co by wam czytanie umilić^___^

primea(primea@go2.pl)


***
Kwiaty. Wszędzie wokół kwiaty. Zupełnie jak morze kwiatów.... Błękitne.... jak niebo, albo niezapominajki.... takie piękne... i do tego... tak cudownie błyszczące rosą.... jasne... pełne światła... Wiatr... Lekki powiew poruszył kwiatami... wyglądały jak fala na morzu... morzu kwiatów... morzu błękitnych kwiatów... morzu kwiatów, które otaczały jakąś postać... Pomiędzy nimi leżała młoda dziewczyna... Wysoka, szczupła, o długich niebieskich włosach. Miała zamknięte oczy. Wiatr poruszał delikatnie jej spódnicę... była ubrana w szkolny mundurek... granatowy żakiet... niebieską spódnicę... czarne rajstopy... przy białym kołnierzu bluzki była mała, żółta wstążeczka... kontrast na tym błękitnym tle... Poruszyła powoli dłonią i podniosła się. Siedząc otworzyła oczy i rozejrzała się. Kwiaty... błekitne morze kwiatów... Zdziwiła się...
- Gdzie ja jestem?
- Chodźmy. Czekają na nas.
Obróciła głowę do tyłu. Zobaczyła chłopaka, a raczej młodzieńca... Duża, brązowa czupryna opadająca na oczy i zielono-biały strój magów... Kilka razy mrużyła oczy, chcąc lepiej się przyjrzeć osobnikowi... zdawało jej się, że go dobrze zna... usiłowała się skupić...
- Ascot...?
- Chodźmy, nie mamy czasu na rozmowę. Wyciągnął do niej dłoń by pomóc wstać. Skorzystała z oferty. Sama się dziwiła spokojowi, jaki prezentowała... uśmiech na twarzy maga był taki ciepły... wokół było morze kwiatów... morze błękitnych kwiatów...
- Umi... chodźmy... Pozostali są już pewnie na miejscu...
- Dokąd?
- Zobaczysz... =uśmiech=
Maga otoczyła seledynowa poświata... wkrótce także ona się w niej znalazła... spojrzała jeszcze raz na błękitne morze kwiatów... nie mogła zrozumieć, czemu czuła w nim coś niezwykłego... Uścisk na jej dłoni się zwężył... i zniknęła... wraz z magiem... wiatr lekko poruszał kwiaty... wyglądały jak morze... błękitne morze kwiatów... Słońce oświetlało je delikatnie... ledwo muskało wciąż wilgotne płatki, które zdawały się odbijać promienie... świeliste kwiaty... Hikaru no Hana... wiatr nadal lekko poruszał kwiaty... wokół unosiły się błękitne płatki... lekki podmuch... i łąka zamieniała się w morze... morze pełne błękitnych kwiatów... błękitne morze... Aoi no Umi...

***
Promienie wiosennego słońca prześwitywały między gałęziami.... świeża zieleń liści przynosiła uczucie spokoju i radości... Wiatr... szemrał między liśćmi tak pięknie... tworzył wspaniałą muzykę... muzykę natury... radosną, ale nie pozbawioną nuty żalu... prawdziwą, a jednocześnie tak nierealną... piękną... doskonałą... bo czyż natura nie jest doskonała...? Na jednej z wyższych gałęzi siedziała młoda dziewczyna... Falowane, ciemno złote włosy sięgające do ramion... zielony żakiet i spódnica... mundurek szkolny... na nos zsuwały się okulary... miała zamknięte oczy... jakby spała... Wiatr szeleścił liśćmi... Otworzyła oczy... powoli zaczęła orientować się gdzie jest... drzewo... piękne wysokie drzewo... zawsze marzyła, by znaleźć się w tak cudownym miejscu... szelest gałęzi... piękny... uśmiechnęła się lekko...
- Pięknie...
- Rzeczywiście.
Z wyższej gałęzi zeskoczył młody chłopak... wywołał w ten sposób odlot kilkunastu ptaków z korony drzewa... kiedy odlatywały, być może przestraszone, pozostawiały po sobie piękną smugę światła... jak ogień, biały ogień świecący się na złoty kolor... Feniksy? Może... Zielony włosy czesane wiatrem i wesołe oczy nadawały chłopakowi raźny wygląd... Spojrzała na niego i zarumieniła się lekko, gdy ten przykucnął tuż przed nią.
- Ferio...
- Tak. =uśmiech= Poznałaś mnie?
- =kiwnięcie=
- Chodź ze mną, wszyscy czekają =uśmiech=
- Wszyscy?
- Potem zrozumiesz.
Wyciągnął zza pasa jakiś amulet. Włożył go w dłoń dziewczyny i zacisnął na niej swoją.
- Więc lecimy, Fuu =uśmiech=
Amulet przez moment dawał zielono-białe światło by po chwili zamienić oboje w małą, świetlistą kulkę, która rozprysła się na deszcz malutkich, świetlistych kropli. Wiatr szumiał cicho wśród liści... śpiewał swoją pieśń... Ptaki wróciły na drzewo... znowu pozostawiły za sobą ogniste światło... światło, które zdmuchiwał wiatr... wiatr, który wywołały podmuchy ich skrzydeł... świetlisty wiatr... Hikaru no Kaze... wiatr rozmył świetliste ślady na niebie... lecz nadal szeleścił wśród liści... muzyka przyrody... muzyka wiatru i światła... ona jest taka piękna... jak przyroda... jak Feniksy... szum liści... tak bardzo podobny do szumu morza... pięknego szumu morza... liście... oświetlane przez jasne promienie wyglądały jak szmaragdy... morze szmaragdowych liści... drzewo... drzewo to takie małe, szmaragdowe morze... Midori no Umi...

***
Polana... zielona trawa... w oddali widać skrawek lasu... Niebo ma szkarłatny kolor... podobnie jak trawa... jak wszystko wokół... Słońce jest złote... złoto-żółte... zachód... to zachód słońca... ta pora dnia zawsze tworzy niesamowitą atmosferę... atmosferę czułości i bezpieczeństwa... wszystko oblewający szkarłat nie przypomina krwi... jest na to zbyt ciepły i delikatny... jest zbyt piękny by być tak okrutny... jednak ma w sobie ledwo wyczuwalne... ale istniejące... uczucie obawy... jest piękny... lecz zawiera w sobie obawę... bezpieczny... i mogący przestraszyć... czuły... i taki okrutny... jednak piękny... nadal piękny... Młoda dziewczyna próbuje otworzyć oczy, lecz razi ją blask tarczy słonecznej... Ubrana w mundurek... czarną spódnicę i czerwoną bluzkę, pod którą jest podobna, biała... z ogromną kokardą... czerwono-różowe włosy splecione w warkocz sięgają pasa... wygląda na filigranową... i taka jest... ale ma w tym swój własny urok... usiadła, zasłania dłonią oczy... złote promienie na tle szkarłatnego nieba... one też dają szkarłatny blask... Nadal trzyma rękę nad oczami... w pewnej chwili czuje nad sobą cień, ktoś przed nią stanął...
- Czy teraz... nadal razi cię w oczy?
Spojrzała w górę... młody mężczyzna... o pięknej twarzy i krótkich czarnych włosach... ma na sobie zbroję wojownika-maga... płaszcz skutecznie tamuje światło... Dziewczyna uśmiecha się wesoło... zna te rysy... są jej w końcu tak drogie...
- Dziękuję Lantys... =uśmiech=
- Nie ma za co, wstań.
- Co to za miejsce?
- Wstań i chodź ze mną. Czekają na ciebie.
Wstała posłusznie. Była znacznie niższa niż młodzieniec... Zmrużyła oczy... Szkarłatny blask ponownie przeszkadzał jej... tym razem w patrzeniu na wojownika... który ujął dłoń dziewczyny i wyszeptał coś. Nie wiedziała, co się dzieje, gdy zostali otoczeni przez świetlistą kulę. Pewnie trzymana dłoń dała jej poczucie bezpieczeństwa... wkrótce kula zniknęła pozostawiając jedynie swietlistą mgiełkę... oni także zniknęli... promienie słońca lekko przenikały pozostałą smugę... zachód dawał takie piękne światło... szkarłatne światło... Akai no Hikaru... poczucie bezpieczeństwa mieszane z obawą... każdy może mieć przewagę... ale nigdy jej nie utrzyma... to piękne... promyki szkarłatnego światła nadal padały gładko na powierzchnię polany... mgła już zniknęła... wiatr wciąż czesał trawę... falujące morze szkarłatu... Szkarłatne morze... Akai no Umi...

***