|
"Przygody Sherlocka Holmesa" - A. C. Doyle |
|
Imię Sherlock i nazwisko Holmes kojarzyło mi się zawsze z nudnawym detektywem, który dzięki jakiejś nadprzyrodzonej mocy (czyżby UFO?) rozwiązywał wszystkie zagadki kryminalne, które napotkał na swojej drodze. Kojarzyło mi się zawsze, dopóki nie przeczytałem książki z detektywem w roli głównej. Książką tą były Przygody Sherlocka Holmesa, napisane przez Arthura Conana Doyle'a. Owa książka podzielona jest na 12 rozdziałów, stanowiących oddzielne historie, lecz czasami powiązanych jakimś faktem czy wzmianką. Właśnie takie krótkie historyjki, a nie krążenie wokół jednej zagadki, są (przynajmniej dla mnie) bardzo ciekawą formą książki. Opowiastki napisane są w formie pamiętnika najlepszego (czytaj jedynego) przyjaciela Holmesa - dr Johna Watsona (ha, zrymowało mi się). Teraz może mniej o formie, a więcej o treści. A więc jak pewnie się domyśliliście (a jak uważam, nie trzeba do tego specjalnie wytężać bezużytecznych dla niektórych szarych komórek (nie, nie tych Nokii)), Sherlock Holmes jest doskonałym detektywem i nie podlega to dyskusji. Mieszka on w Londynie, na Baker Street (to tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś potrzebował pomocy). W rozwiązywaniu zagadek pomaga mu znajomość psychologii, prawa, literatury, chemii oraz policyjne kroniki wypadków, nieodłączna fajka, gra na skrzypcach i w szczególności niesamowita spostrzegawczość. Przychodzą do niego ludzie z całej Anglii z różnymi, często bardzo dziwnymi problemami. W ich rozwiązywaniu ich pomaga Sherlockowi też człowiek - wspomniany wyżej dr. Watson. Pierwszy raz spotkałem się z książką, w której każdy fakt byłby tak dobrze przemyślany. Każdy szczegół, błahostka - czy to troszkę smaru na bucie, czy lekko przetarty rękaw koszuli - pomaga detektywowi w dotarcia do finałowej części opowieści - rozwiązania zagadki. Aha, jeszcze jedno - to co w książkach chyba najważniejsze - Przygody Sherlocka Holmesa niesamowicie wciągają. Od lektury książki po prostu nie można się oderwać (to zaleta, czy wada?) i można zaniedbać jakieś swoje obowiązki. Ale czy można porównać niepozmywane naczynia z przeżyciem tak ciekawych historii?! (Dla tych, którzy chcieliby odpowiadać na to bezwzględnie retoryczne pytanie, od razu powiem - NIE!). Książka jest na tyle ciekawa, że trafiła do kanonu moich ulubionych "papierowych przyjaciół" (tu niski pokłon dla pana Doyle'a, za mojego nowego "kolegę"). Mówię wam warto, naprawdę warto przeczytać tą książkę - dowiecie się, kto jest prawdziwym zabójcą... Róża
|
|