Wczoraj dopiero natrafiłem w AM Książki na recenzję "Lalki" autorstwa Łukasza "Splatcha" Dywickiego. Sumienie nie dałoby mi chyba spokoju, gdybym jakoś nie zareagował, Splatch bowiem w tekście ocenił tę wybitną powieść zupełnie
niesprawiedliwie. Pragnę więc napisać od siebie słów kilka wyjaśnień tudzież kontrargumentów. Aby ułatwić sobie pisanie, a czytelnikowi lekturę, fragmenty recenzji
Splatcha potraktowane zostały z kursywy.
Z początku Splatch mówi, że go niektóre akcje bawiły, inne mniej, i tych co bawiły mniej jest w książce więcej. I to już jest trochę absurd, bo ta książka nie jest ani komedią, ani sensacją, w związku z czym ona nie ma bawić ani dostarczać szybkiej rozrywki. Tego się nie czyta przy obiedzie. Podobnie jak trudno śmiać się czy podskakiwać z podniecenia przy Dostojewskim. To nie Clancy.
Dalej Splatch przytoczył nam fragment "Pamiętnika starego subiekta", po czym stwierdził, że chwalić na siłę książki nie będzie. I bardzo dobrze. Najważniejsze, żeby mieć własne zdanie, choćby nawet było sprzeczne ze zdaniem większości. Zauważyłem, że wszyscy uczniowie w swych pracach przed tytułem jakiejś lektury doklejają różne przymiotniki typu "świetna, cudowna, wybitna", jak gdyby obecność książki w spisie lektur szkolnych świadczyła o jej geniuszu. A może chcą się
przypodobać polonistce? Ładnie to tak być jak jakaś krowa, bez poglądów, rozumku i własnego zdania?
Pierwszym rażącym defektem tej książki jest fakt, iż opowiada ona o wielkiej, niespełnionej miłości pomiędzy człowiekiem z romantyzmu-pozytywizmu, a salonową damą. Jeneczki, czasami to miałem ochotę odrzucić tą książkę, kiedy Wokulski dawał się tak omotać.
Nie rozumiem co jest złego w tym, że książka jest przede wszystkim o miłości? Co druga książka jest o miłości - czy to do kobiety, czy do ojczyzny, czy tam jeszcze czegoś innego. W "Lalce" miłość odgrywa rolę pierwszoplanową: jest tym, co Wokulskiego zmusza do społecznego awansu. Ale ta książka to naprawdę nie tylko historia miłosna. To również, jak już zauważył Phnom Penh, wybitne kreacje psychologiczne (przed Prusem w polskiej literaturze nikt tak nie pisał!), to świetne dialogi oraz masa różnych smaczków: pojedynczych zdań, pomniejszych wątków, w których każdy znajdzie coś dla siebie.
No więc fakt - nie podziewajcie się czegoś nadzwyczajnego - troszkę z romantyzmu, trochę pozytywizmu - a w sumie nic specjalnego. Wydaje mi się to nudne w obie strony, tym bardziej, że książka skupia się głównie na tej miłości. Nie, abym miał coś przeciw temu, ale.. no ale nie podoba mi się taka kombinacja.
Rzec by można, że Wokulski, idąc za tą tak odrażającą dla Ciebie miłością, przemierza całą Polską XIX wieku - żaden podręcznik historii nie da ci tego, co da dobra książka z tamtych czasów. I tu nie ma suchych faktów, tu masz ludzi: ich nadzieje, ich obawy, ich lęki.
To nie jest tak, że Prus wziął troszkę romantyzmu, troszkę pozytywizmu i zrobił z tego książkę. Nie oceniaj tego jako lektury, bo jeśli myślisz w kryteriach stricte szkolnych typu "w tym zdaniu widać wpływy filozofii Nietzschego, a tutaj mamy odniesienie do Mickiewicza", to faktycznie nic ciekawego z tej lektury nie wyniesiesz. Należy
jednak docenić powagę tego dzieła: to jest faktycznie historia człowiek schyłku dwóch bardzo sprzecznych ze sobą epok, który nie potrafi sobie znaleźć miejsca w świecie.
Drugim mankamentem może być sposób prowadzenia narracji - kiedy czytamy pamiętnik starego subiekta czasami pojawiają się wydarzenia, których Rzecki nie mógł wiedzieć. Logicznie rzecz biorąc Prus popełnił kilka takich wpadek, niestety przykładów nie mogę podać, ponieważ książka wróciła do biblioteki.
Bardzo proszę o konkrety, bo ja żadnych wpadek nie zauważyłem. Zauważył je też kiedyś Świętochowski (czy jak mu tam było), ale Prus szybko je nadpobudliwemu i czepialskiemu krytykowi objaśnił. Pisanie "gdzieś tam coś tam było, że ktoś tam coś tam..." nie jest żadnym argumentem.
Co do stylu narracji, to Prus wyprzedził nieco swoją epokę ludzi ograniczonych i zastosował jej dwa rodzaje. Jednym się podoba, drugim mniej, wiadomo - kwestia gustu. Mnie się podoba. Natomiast jeśli ktoś narzeka, że ta książka trąci dziś myszką, że nieładny język, to proponuję spojrzeć na Sienkiewicza: styl wręcz archaiczny, jakby z XVII wieku. Prus był naprawdę nowoczesny pod względem językowym.
Trzecim i ostatnim punktem mojego narzekania będzie fakt, że bardziej polubiłem Rzeckiego niż Wokulskiego, a przecież ten drugi jest głównym bohaterem! Tutaj mi coś nie gra, bo przecież powinienem bardziej interesować się losami Wokulskiego, a nie jego pracownika.
Ależ broń Boże, nigdy w życiu, skąd!!! Lektura książki jest czymś w 100% indywidualnym, jeden lubi
tego bohatera, a drugi kogoś innego! Nie ma w tym absolutnie nic dziwnego, jest to nawet zaleta książki, gdyż jak widać postaci nie są nakreślone jednoznacznie, budzą mieszane uczucia. A Rzeckiego nie można nie lubić.
Wygląda mi to troszkę hm.. jakby Wokulski był tłem dla Rzeckiego. Niestety odniosłem takie wrażenie i dlatego polecę po ocenie.
A mi to wygląda, jak gdybyś chciał oceniać tę książke w oparciu o jakieś schematy. Że skoro Wokulski tłem dla Rzeckiego, to źle, że skoro tematem przewodnim miłość, to też źle, bo nieoryginalnie, itd. Rzecki to hołd Prusa dla ideałów romantycznych, jak również krytyka pewnych zachowań charakterystycznych dla romantyków. Jest to postać dla powieści niezwykle istotna i nie ma w tym nic złego, że dla Ciebie jest to postać najistotniejsza.
Jednym aspektem, który może przemawiać na plus książki jest odpowiedź na "wielkie pytania epoki" - pozytywizmu. Może, ale nie musi, ponieważ wątpię aby jakiegoś ucznia zachęcała objętość książki.
Pewnie, to nie lektura na jedno popołudnie. Gwarantuję jednak, że jeśli podejdziecie do lektury z odpowiednim nastawieniem, to po "Lalce" będziecie naprawdę mądrzejsi. To jedna z tych Książek, po których nic nie będzie takie samo.
To co mnie pocieszyło i najbardziej podobało w całym utworze było na końcu. "No omnis mori"- czy coś podobnego, zacytowałbym to dokładnie, ale jak wspomniałem nie mam już książki. Zapewne nie wszyscy wiedzą co znaczy ten łaciński zwrot - "Nie wszystek umrę" - lub coś bliskiego, bo tłumaczę to sam i z pamięci.
No widzisz, jednak Ci się coś podobało. Mnie tam końcówka raczej zdołowała.
Bardziej pesymistycznie na przyszłość patrzyli chyba tylko dekadenci, samobójcy, itd.
Oceniając książkę biorę pod uwagę wszystkie wady książki, jednak nie zapominam o tej jednej zalecie. Książka może i niedoskonała, jednak nie najgorsza - dlatego dostaje czwórkę z minusem [4-]. Kto będzie chciał przeczytać zrobi to, jednak jeśli ktoś się waha to radzę mu nie zabierać się do tego tytułu. Jest długi i zawiły, a przyjemność z czytania jest nikła.
Cóż, kwestia gustu. Rozumiem, że "Lalka" może podobać się mniej od kiczowatego, pełnego zawrotnej akcji "Potopu", nie pojmuję natomiast jak mogłeś wyżej od dzieła Prusa ocenić "Nad Niemnem". Ten twór Orzeszkowej moim zdaniem jest poniżej wszelkiej krytyki: puste powtarzanie tych samych
pozytywistycznych haseł, niemiłosiernie nudne opisy przyrody (i oni "to" porównują z Mickiewiczem??? ROTFL!!!), banały na miarę dzisiejszych telenowel. To jest dopiero NUDNE.
I jeszcze coś do Phnoma Penha. Po pierwsze dzięki, że trochę obroniłeś pana Bolesława, a po drugie muszę przyznać, że nigdy nie zrozumiem fascynacji ludzi Dostojewskim. Ot, fajna książka ze świetną psychologią, może i lepszą niż u Prusa - nie przeczę (za to Prus przewyższał Fiodora pod innymi względami), ale żeby ten kryminał nazywać najwybitniejszą powieścią wszechczasów?
{No cóż, sprawa się jak zwykle sprowadza do kwestii gustów. Dla mnie "Zbrodnia i kara" jest wybitna właśnie z powodu świetnej psychologii. Poza tym czyni z czytelnikiem niespotykane rzeczy: strasznie wciąga, odpychając zarazem, skłania do przemyśleń na temat najciemniejszych zakamarków własnej duszy, zmusza do stawiania sobie niełatwych pytań... Choć nie ukrywam, że czytałem niejedną książkę, które podobała mi się bardziej - choćby "Braci Karamazow", również autorstwa Dostojewskiego. Polecam Ci ten tytuł, o którym Vonnegut napisał, że jest w nim wszystko, co można wiedzieć o ludzkiej psychice. Może on Cię zachwyci tak, jak zachwycił mnie. - Phnom Penh}
Za uwagę dziękuję, pozdrawiam serdecznie.
Ubique
PS. Phnom Penh - wiem, że to jest miasto. Tylko nie wiem gdzie. :( Byłbym wdzięczny, gdybyś zaspokoił moją ciekawość (nie mam w domu podręczników z geografii).
{Zajrzyj do Listów... - PP}
|