Wstępniak .:. Recenzje .:. Gadanie .:. Stuff .:. TNT .:. Warcraft Center .:. GTA3 Center .:. Konsole Center .:. Redakcja

.::. The Thing

Winix

Film

John Carpenter... Coś wam to mówi? A "Halloween", "Ucieczka z Nowego Jorku", "Łowcy wampirów"? Jeśli nie, to jesteście naprawdę zacofani albo nie znosicie horrorów. Radzę więc od razu przejść do innej reWinix?cenzji, bo tutaj znajdziecie jedynie strach. Ale najpierw chciałbym wam przypomnieć pokrótce fabułę filmu "Coś", gdyż jest ona niezbędna do wprowadzenia was w mroczny klimat tejże gry. Kinowa wersja opowiadała nam o dwunastoosobowej załodze stacji badawczej na Antarktydzie. Wszystko jest pięknie, dopóki Norwedzy nie odkryli w lodzie tego czegoś. "Coś" po powrocie do życia rozpoczyna krwawą rzeź w szeregach polarników. Do walki stają wszyscy, którzy jako tako przeżyli do połowy filmu, w tym pilot śmigłowca (Kurt Russell). Muszę stwierdzić, że film wyprzedził epokę, iż jest to istny kunszt zarówno techniczny jak i aktorski. Chociaż premiera kinowa tego hitu miała miejsce w 1982, efekty specjalne są o niebo lepsze niż te w dzisiejszych badziewiastych produkcjach, które zupełnie mnie nie straszą. "The Thing" to istny przykład, jak wytworzyć genialny klimat i atmosferę grozy. Do tego świetna muzyka. Według mnie jest to najgenialniejszy horror s-f, jaki miałem okazję zobaczyć. Szkoda, że trwa tylko dwie godziny, bo ja takie produkcje mógłbym oglądać w nieskończoność. "Candyman" Caleba chowa się już po pierwszych dwóch minutach "The Thing". No i tyle mam do powiedzenia o tym fenomenalnym, genialnym i naprawdę straszącym filmie.

Dwa miesiące później...

Akcja gry rozpoczyna się w dwa miesiące później po zajściu w filmie. Ekipa ratunkowa przybywa na miejsce krwawej jatki, a na czele nowych bohaterów staje kapitan Blake. Jak się później okazuje, cała baza jest zniszczona (kto oglądał film to wie, co Kurt zrobił :)), a w niej ani żywej duszy, same rozdarte na kawałeczki ciała ludzkie. Później dzielny Blake ma za zadanie uratować swoich kumpli z innego (chyba) oddziału, co jest niezwykle trudne, gdyż "coś" może być każdym z napotkanych w bazach ludzi, co dodaje szczyptę niepewności i strachu przed tym, czy nasz najlepszy przyjaciel nie jest "tym".

Krew, flaki i musztarda

Nieodłącznym towarzyszem naszej podróży jest śmierć i strach. Chodząc po opuszczonych bazach jestem świadkiem prawdziwej rzezi, zmarli ludzie tu już nie są tylko zwłokami, ale czasem nawet Lov?chodzącym mięsem. Mięso, bo tak nazywam to "coś", jest naszym prześladowcą. Nasi ludzie czasem nie wytrzymują napięcia i w chwili twojej nieuwagi strzelają sobie w łeb, by się od tego wszystkiego uwolnić jak najszybciej. Ci bardziej odporni stają się "mięsem", choć wyglądają jak my. Niejednokrotnie przechadzając się po bazie widzę rozbabrane na ścianie mózgi moich byłych towarzyszy. Ja też nie wytrzymuję napięcia, zastrzeliłem mojego kolegę, bo ten zwymiotował mi na buty. Śmieszne, co z człowiekiem może zrobić strach. Czasem się zastanawiam, czy lepiej nie zostawić tego w diabły i nie zagrać w coś innego, ale nie, poczekam, muszę się dowiedzieć, co jest na końcu, co jest rozwiązaniem zagadki. Z moich dotychczasowych spostrzeżeń jestem pewny, że moim największym wrogiem jest strach, a towarzyszem - "coś".

Aż strach się bać

To, co ja osobiście cenię sobie w grach, to klimat, a tego tej grze nie brakuje. Chociaż kto oglądał film ma na pewno spory niedosyt, ja też na początku gry byłem zawiedziony, gdyż to, co czułem podczas oglądania kinowej wersji jest nie do pobicia, a ja spodziewałem się cuda na patyku. Potem jednak zdałem sobie sprawę, że klimatu filmowego "Coś" nic nie prześcignie i doceniłem to, co przygotowali dla mnie panowie z Computer Artworks. Jak to bywa w dobrych filmach s-f dominuje kolor niebieski, co sprawia, że cały obraz wydaje się jakby aż przesiąknięty grozą. Do tego Znacie dobrego chirurga plastycznego - Pamela Anderson bez makijażu ;)niepewność w stylu: "czy ty jesteś człowiekiem?". W niektórych momentach został zastosowany element zaskoczenia, czyli nagle przed twarzą wyskakuje ci "coś" i atakuje cię. Ci z dobrym refleksem powinni sobie poradzić, gorzej z resztą, ale za drugim razem niestety ten element już nie wypala, gdyż wiemy gdzie, co i jak wyskoczy nam przed nos. Wielokrotnie idąc ciemnym, ciasnym korytarzem czułem jakby klaustrofobię, tunel zdawał się zwężać. Gorzej było, gdy właśnie w tym momencie na końcu pojawiało się "coś". Sam nie wiesz, jaką podjąć wtedy decyzję, czy rzucić się na chama z wywalonym jęzorem i ładować w "mięso", czy spokojnie w ciągu ułamku sekundy przemyśleć sprawę i wymyślić jakiś plan działania. Wybrałem to pierwsze i się opłaciło, nie masz czasu na zastanowienie, musisz działać szybko i bezwzględnie - to esensja tej gry. Grając w "The Thing" to tak jak słuchać Mozarta albo Tatu przy obiedzie, zawsze możesz zwymiotować.

Jak na żywo ?

Fenomenalnie jest natomiast z grafiką - jest po prostu świetna. Zdecydowanie z tym elementem najbardziej producenci gry się postarali i wyszło im to na dobre. Jak już mówiłem, w grafice dominuje kolor niebieski i bordowy :) Wiadomo - wiadra krwi. Wszystko jest zrobione bardzo fajnie i realistycznie, baza ma w swoim wnętrzu to, co (chyba) mieć powinna. Grafika słowem jest świetna, ale ma i błędy, choćby ten odwieczny wróg gier TPP, czyli przenikanie obiektów przez tekstury. Chyba autorzy gier TPP nigdy się nie nauczą... ale najgorsze jest to, że "coś" może zabić cię przez ścianę - i to jest jedyna wada tej świetnej grafy. Mogę jeszcze powiedzieć coś o twarzach postaci występujących w grze - wyglądają one czasem nawet jak prawdziwe, wszystko się rusza wtedy kiedy trzeba i jak trzeba, o, i tyle miałem do powiedzenia.

Tuta timens...

Znaczy to mniej więcej: "bojąc się rzecz bezpiecznych". Co mogę powiedzieć o rzeczach? Są rzeczy małe i duże, a wszystkie wyglądają jak mięso. Szczerze mówiąc, "coś" filmowe było straszniejsze, ale każdy zna przewagę kina nad komputerem. Potworności filmowe wydawały się prawdziwe, a przemiana z człowieka w "rzecz" była naprawdę mrożąca krew w żyłach (każda). Niestety w grze tylko za pierwszym razem możesz się przestraszyć przemiany, ponieważ ludzie zawsze zamieniają się w to samo. Natomiast w filmie zawsze mieliśmy do czynienia z czymś innym, jak choćby w scenie z testowaniem krwi. Nie pamiętam dokładnie, ale chyba dwóch z trzech było "mięsem" i każdy zmieniał się w inną okropność. Tymczasem w grze - pamiętacie pierwszą przemianę naszych kumpli? tak, podczas testowania krwi - obydwaj zmienili się w to samo. Niestety, to jest tragiczna wada gry, gdyż odbiera jakiś element zaskoczenia. No cóż, nie ma ludzi doskonałych. Nie było chyba jeszcze gry horrorowej na podstawie filmu, która prześcignęłaby graficznie kinową wersję. W kinach zawsze wszystko jest straszniejsze. Może jeszcze kilka lat i grafika komputerowa będzie mogła się poszczycić jakością na miarę kinowej odsłony, bo jak na razie to robią tylko takie śmieszne "Candymany". Pod spodem macie trzy rysunki, dwa z filmu i jeden z gry, spróbujcie wskazać ten z komputerowej wersji. Podpowiem tylko, że to jest ta najmniej straszna.

 Czy one są niezniszczalne ?

Na początku spotykając dużą "rzecz" można tak pomyśleć, gdyż nie można jej rozwalić normalnie ołowiem. Najpierw trzeba nafaszerować ją ołowiem, a potem sfajczyć miotaczem ognia - inaczej się nie da. Jeśli zapas łatwopalnego płynu się skończy, że już nie żyjesz. Radzę oszczędzać miotacz. Jednak taki problem mamy jedynie z większym "mięsem", małe "rzeczy" można zabić zwykłym karabinem czy pistoletem.

Walcz ! Ale czym... ?

To niewątpliwie arsenał godny żołnierza, poczynając od zwykłego przyrządu do ogłuszenia człowieka prądem poprzez pistolet, karabin, strzelbę o naprawdę dużej sile rażenia, mały miotacz ognia, duży miotacz, granaty, granatnik, karabin snajperski... no i dalej nie pamiętam, ale to chyba wszystko. Warto też dodać o przyrządach, które można zabrać do ekwipunku, a są nimi granaty, apteczki, testery, gaśnice, no i latarka, więcej rzeczy naprawdę nie przychodzi mi do głowy.

Testujemy panowie !

To jest niewątpliwie kolejna wielka wada gry. Po co te testery w ogóle są skoro one nic nie dają? Weźmy taki przykład, przetestowałem gościa, nic mu nie było, później parę kroków dalej zmienił się w rzecz. Nie mogłem uwierzyć i włączyłem ostatnio zachowaną grę. Powtórzyłem czynność, znów nic, zmienił się po przejściu kilku kroków, dziwne. Kolejną wadą gry jest automatyczne celowanie, które psuje jakiś element trudności, chociaż szczerze mówić bez tego elementu pewnie by mi bardzo długo zeszło z przejściem tej gry. Kolejną bardzo istotną wadą jest sprawność fizyczna Blake'a. Nie wyobrażam sobie komandosa, który nie potrafi skakać czy czołgać się, albo chociaż walczyć wręcz. To takie czepianie się szczegółów, ale zawsze.

Bardzo dobrze zrobili...

Po tych paru minusach pora przerzucić się na plusy, których jest ogrom. Na początek zaufanie u kompanów, na które musisz sobie zasłużyć. Dodatkowo ten mróz na dworze, niby drobny szczególik, a cieszy. Kolejny według mnie atut to strzelanie, nie wszystkie kule trafiają do celu, co zapewne jest spowodowane lękiem głównego bohatera. Jest to niewątpliwie plus. Wiadomo oczywiście jeszcze o zapisie gry, który niby jest beznadziejny. Ja jednak uważam, że jest on bardzo dobrze zrobiony. Nudzi mnie już ciągle klikanie F9 na szybki Load i F"coś" na szybki zapis. To staje się nudne, gdy wiemy gdzie, co i kiedy na nas wyskoczy.

Idą po nas, w nogi... !!!

Czuje się świetnie, gdy słyszę, jak wróg umiera, czuję się świetnie, jak strzelam w wroga. Uciekam, kiedy słyszę jego kroki. Nie, to akurat był żart, przeważnie jak usłyszę kroki wroga to biegnę w ich kierunku i trzymam cały czas palec na spuście. Zazwyczaj pomaga, ale kiedyś gdy usłyszałem w tej grze kroki, przykucnąłem na środku pokoju i czekałem, aż te gadziny wejdą przez drzwi, a tu dupa, wskoczyły przez okno. Jak to fajnie wyglądało jak wraz z kumplami z drużyny nawalaliśmy do rzeczy wskakujących przez okno, tyle ich było, później tylko topiły się na podłodze. Naprawdę wszystkie dźwięki w grze są świetne, chociaż w "Sillent Hill 2" lepsze. Do tego przygrywająca w tle muzyka, której tak prawdę mówiąc nie pamiętam :) i w ogóle nie wiem, czy była.

Na koniec

Mógłbym jeszcze długo pisać o "The Thing", ale moim zdaniem wszystko, co miało być napisane, zawarte zostało w recenzjach Caleba i Lov'a. Według mnie "Coś" to naprawdę dobry horror, nie mówię, że jakiś fenomenalny, ale dobry. Warto sięgnąć po ten tytuł, jeśli chcesz się przestraszyć, zrobić niezłą siekę i poczuć naprawdę fajny klimacik. Zachęcam zarówno zagrać, jak i obejrzeć film, no, i oczywiście przeczytać opowiadanie (obowiązkowo), gdyż jest naprawdę świetne, ale filmu nie pobije. Cała seria zasługuje na ocenę 10/10, natomiast gra dostaje ode mnie 9/10. Od razu mówię, że byłem przy zdrowych zmysłach i nie sugerowałem się niczyimi reckami, po prostu gra jest warta uwagi.

Wymagania: P II 400MHz, 64MBRam, Windows od 98 w górę, akcelerator 3D 8mb
Rok produkcji: początek 2003
Producent: Computer Artworks
Internet: www.thethinggames.com

OCENA: 9/10
Plusy:
+ Klimat
+ Grafika
+ Zaufanie u towarzyszy
+ Duże rzeczy
+ Nie zwalnia
+ Wymioty
Minusy:
- Testery nic nie dają
- Dwudziestoletni film był lepszy
- I zawiesił mi się;I

.:. Wyjście do AM .:.