Wstępniak .:. Recenzje .:. Gadanie .:. Stuff .:. TNT .:. Warcraft Center .:. GTA3 Center .:. Konsole Center .:. Redakcja |
|||
|
.::. The Thing
Film John Carpenter... Coś wam to mówi? A "Halloween", "Ucieczka z Nowego Jorku",
"Łowcy wampirów"? Jeśli nie, to jesteście naprawdę zacofani albo nie znosicie
horrorów. Radzę więc od razu przejść do innej re Dwa miesiące później... Akcja gry rozpoczyna się w dwa miesiące później po zajściu w filmie. Ekipa ratunkowa przybywa na miejsce krwawej jatki, a na czele nowych bohaterów staje kapitan Blake. Jak się później okazuje, cała baza jest zniszczona (kto oglądał film to wie, co Kurt zrobił :)), a w niej ani żywej duszy, same rozdarte na kawałeczki ciała ludzkie. Później dzielny Blake ma za zadanie uratować swoich kumpli z innego (chyba) oddziału, co jest niezwykle trudne, gdyż "coś" może być każdym z napotkanych w bazach ludzi, co dodaje szczyptę niepewności i strachu przed tym, czy nasz najlepszy przyjaciel nie jest "tym". Krew, flaki i musztarda Nieodłącznym towarzyszem naszej podróży jest śmierć i strach. Chodząc po
opuszczonych bazach jestem świadkiem prawdziwej rzezi, zmarli ludzie tu już nie
są tylko zwłokami, ale czasem nawet
Aż strach się bać To, co ja osobiście cenię sobie w grach, to klimat, a tego tej grze nie
brakuje. Chociaż kto oglądał film ma na pewno spory niedosyt, ja też na początku
gry byłem zawiedziony, gdyż to, co czułem podczas oglądania kinowej wersji jest
nie do pobicia, a ja spodziewałem się cuda na patyku. Potem jednak zdałem sobie
sprawę, że klimatu filmowego "Coś" nic nie prześcignie i doceniłem to, co
przygotowali dla mnie panowie z Computer Artworks. Jak to bywa w dobrych filmach
s-f dominuje kolor niebieski, co sprawia, że cały obraz wydaje się jakby aż
przesiąknięty grozą. Do tego
Jak na żywo ? Fenomenalnie jest natomiast z grafiką - jest po prostu świetna. Zdecydowanie z tym elementem najbardziej producenci gry się postarali i wyszło im to na dobre. Jak już mówiłem, w grafice dominuje kolor niebieski i bordowy :) Wiadomo - wiadra krwi. Wszystko jest zrobione bardzo fajnie i realistycznie, baza ma w swoim wnętrzu to, co (chyba) mieć powinna. Grafika słowem jest świetna, ale ma i błędy, choćby ten odwieczny wróg gier TPP, czyli przenikanie obiektów przez tekstury. Chyba autorzy gier TPP nigdy się nie nauczą... ale najgorsze jest to, że "coś" może zabić cię przez ścianę - i to jest jedyna wada tej świetnej grafy. Mogę jeszcze powiedzieć coś o twarzach postaci występujących w grze - wyglądają one czasem nawet jak prawdziwe, wszystko się rusza wtedy kiedy trzeba i jak trzeba, o, i tyle miałem do powiedzenia. Tuta timens... Znaczy to mniej więcej: "bojąc się rzecz bezpiecznych". Co mogę powiedzieć o rzeczach? Są rzeczy małe i duże, a wszystkie wyglądają jak mięso. Szczerze mówiąc, "coś" filmowe było straszniejsze, ale każdy zna przewagę kina nad komputerem. Potworności filmowe wydawały się prawdziwe, a przemiana z człowieka w "rzecz" była naprawdę mrożąca krew w żyłach (każda). Niestety w grze tylko za pierwszym razem możesz się przestraszyć przemiany, ponieważ ludzie zawsze zamieniają się w to samo. Natomiast w filmie zawsze mieliśmy do czynienia z czymś innym, jak choćby w scenie z testowaniem krwi. Nie pamiętam dokładnie, ale chyba dwóch z trzech było "mięsem" i każdy zmieniał się w inną okropność. Tymczasem w grze - pamiętacie pierwszą przemianę naszych kumpli? tak, podczas testowania krwi - obydwaj zmienili się w to samo. Niestety, to jest tragiczna wada gry, gdyż odbiera jakiś element zaskoczenia. No cóż, nie ma ludzi doskonałych. Nie było chyba jeszcze gry horrorowej na podstawie filmu, która prześcignęłaby graficznie kinową wersję. W kinach zawsze wszystko jest straszniejsze. Może jeszcze kilka lat i grafika komputerowa będzie mogła się poszczycić jakością na miarę kinowej odsłony, bo jak na razie to robią tylko takie śmieszne "Candymany". Pod spodem macie trzy rysunki, dwa z filmu i jeden z gry, spróbujcie wskazać ten z komputerowej wersji. Podpowiem tylko, że to jest ta najmniej straszna. Czy one są niezniszczalne ? Na początku spotykając dużą "rzecz" można tak pomyśleć, gdyż nie można jej rozwalić normalnie ołowiem. Najpierw trzeba nafaszerować ją ołowiem, a potem sfajczyć miotaczem ognia - inaczej się nie da. Jeśli zapas łatwopalnego płynu się skończy, że już nie żyjesz. Radzę oszczędzać miotacz. Jednak taki problem mamy jedynie z większym "mięsem", małe "rzeczy" można zabić zwykłym karabinem czy pistoletem. Walcz ! Ale czym... ? To niewątpliwie arsenał godny żołnierza, poczynając od zwykłego przyrządu do ogłuszenia człowieka prądem poprzez pistolet, karabin, strzelbę o naprawdę dużej sile rażenia, mały miotacz ognia, duży miotacz, granaty, granatnik, karabin snajperski... no i dalej nie pamiętam, ale to chyba wszystko. Warto też dodać o przyrządach, które można zabrać do ekwipunku, a są nimi granaty, apteczki, testery, gaśnice, no i latarka, więcej rzeczy naprawdę nie przychodzi mi do głowy. Testujemy panowie ! To jest niewątpliwie kolejna wielka wada gry. Po co te testery w ogóle są skoro one nic nie dają? Weźmy taki przykład, przetestowałem gościa, nic mu nie było, później parę kroków dalej zmienił się w rzecz. Nie mogłem uwierzyć i włączyłem ostatnio zachowaną grę. Powtórzyłem czynność, znów nic, zmienił się po przejściu kilku kroków, dziwne. Kolejną wadą gry jest automatyczne celowanie, które psuje jakiś element trudności, chociaż szczerze mówić bez tego elementu pewnie by mi bardzo długo zeszło z przejściem tej gry. Kolejną bardzo istotną wadą jest sprawność fizyczna Blake'a. Nie wyobrażam sobie komandosa, który nie potrafi skakać czy czołgać się, albo chociaż walczyć wręcz. To takie czepianie się szczegółów, ale zawsze. Bardzo dobrze zrobili... Po tych paru minusach pora przerzucić się na plusy, których jest ogrom. Na początek zaufanie u kompanów, na które musisz sobie zasłużyć. Dodatkowo ten mróz na dworze, niby drobny szczególik, a cieszy. Kolejny według mnie atut to strzelanie, nie wszystkie kule trafiają do celu, co zapewne jest spowodowane lękiem głównego bohatera. Jest to niewątpliwie plus. Wiadomo oczywiście jeszcze o zapisie gry, który niby jest beznadziejny. Ja jednak uważam, że jest on bardzo dobrze zrobiony. Nudzi mnie już ciągle klikanie F9 na szybki Load i F"coś" na szybki zapis. To staje się nudne, gdy wiemy gdzie, co i kiedy na nas wyskoczy. Idą po nas, w nogi... !!! Czuje się świetnie, gdy słyszę, jak wróg umiera, czuję się świetnie, jak strzelam w wroga. Uciekam, kiedy słyszę jego kroki. Nie, to akurat był żart, przeważnie jak usłyszę kroki wroga to biegnę w ich kierunku i trzymam cały czas palec na spuście. Zazwyczaj pomaga, ale kiedyś gdy usłyszałem w tej grze kroki, przykucnąłem na środku pokoju i czekałem, aż te gadziny wejdą przez drzwi, a tu dupa, wskoczyły przez okno. Jak to fajnie wyglądało jak wraz z kumplami z drużyny nawalaliśmy do rzeczy wskakujących przez okno, tyle ich było, później tylko topiły się na podłodze. Naprawdę wszystkie dźwięki w grze są świetne, chociaż w "Sillent Hill 2" lepsze. Do tego przygrywająca w tle muzyka, której tak prawdę mówiąc nie pamiętam :) i w ogóle nie wiem, czy była. Na koniec Mógłbym jeszcze długo pisać o "The Thing", ale moim zdaniem wszystko, co miało być napisane, zawarte zostało w recenzjach Caleba i Lov'a. Według mnie "Coś" to naprawdę dobry horror, nie mówię, że jakiś fenomenalny, ale dobry. Warto sięgnąć po ten tytuł, jeśli chcesz się przestraszyć, zrobić niezłą siekę i poczuć naprawdę fajny klimacik. Zachęcam zarówno zagrać, jak i obejrzeć film, no, i oczywiście przeczytać opowiadanie (obowiązkowo), gdyż jest naprawdę świetne, ale filmu nie pobije. Cała seria zasługuje na ocenę 10/10, natomiast gra dostaje ode mnie 9/10. Od razu mówię, że byłem przy zdrowych zmysłach i nie sugerowałem się niczyimi reckami, po prostu gra jest warta uwagi.
Wymagania: P II 400MHz, 64MBRam, Windows od 98 w górę, akcelerator 3D 8mb
OCENA: |
|||