.................|B i u l e t y n|........
..........................|F i l m o w y|.


spis treści | poprzednia strona | następna strona


|Atak Klonów|
Recenzja by Dawidos Czarny

O "Ataku Klonów" w kąciku Film napisano wiele (trzy recenzje na jeden film to dość dużo). Postanowiłem dorzucić także swoje trzy grosze. Jak wiadomo "Atak Klonów" to chronologicznie druga część Gwiezdnych Wojen. Od ukazania się niezbyt przychylnie przyjętego przez fanów "Mrocznego Widma" minęły trzy lata. Cześć fanów straciła wiarę w Lucasa, pozostali zaś mieli nadzieję, że sytuacja się zmieni. A teraz właśnie przechodzimy do ważnego pytania tej recenzji: a jak jest z "Atakiem Klonów"? Czy film jest lepszy od poprzednika i czy zasługuje na miano epizodu Gwiezdnych Wojen? Według sondy na stronie Imperial City Online 63% ankieterów uważa, że film jest lepszy niż się spodziewali, reszta natomiast sądzi, że jest taki jaki powinien być lub gorszy niż sobie wyobrażali. Moja skromna osoba zalicza się do tych 63% luda. No, ale teraz do konkretów.

Zanim przejdę do oceniania filmu warto wspomnieć o fabule, ponieważ to ona decyduje w głównej mierze o jakości produkcji. Akcja "Ataku Klonów" toczy się 10 lat po wydarzeniach przedstawionych w "Mrocznym Widmie". Anakin Skywalker jest już 20 letnim chłopakiem, niezdecydowanym i pełnym obaw co do swojej przyszłości, a Padme Amidala senatorem Naboo piastującym ważne stanowisko w debacie senatu nad utworzeniem siły militarnej Republiki. Powodem debaty jest coraz bardziej rosnący w siłę Ruch Separatystyczny. Rządzący nim były Jedi, hrabia Dooku gromadzi wokół siebie wielu stronników. Separatyści wykonują zamachy na ważne osobistości. Kolejnym ich celem jest senator Amidala. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że jest ona najgorętszym zwolennikiem pokojowych rozwiązań z ruchem hrabiego Dooku. Palpatine jako kanclerz, który walczy z ogarniającą senat korupcją przydziela Anakinowi Skywalkerowi i jego mistrzowi Obi-Wanowi Kenobiemu (który zapuścił brodę oraz nabrał powagi i szacunku wśród członków Rady Jedi) ochronę nad piękną panią senator. Anakin zakochuje w Amidali, co prowadzi do dalszych problemów, gdyż miłość dla Jedi jest zabroniona. Obi-Wan zaś odkrywa na odległej planecie Kamino armię klonów, która jest produkowana na potrzebę Republiki. Kto i po co zlecił produkcję armii klonów? Dlaczego nikt o tym nie wiedział? Kim jest tajemiczy łowca nagród wybrany na jej dawcę? Czy Anakin sprzeniewierzy się regułom zakonu? Czy wysłucha rad swego surowego mistrza o lojalności wobec Jedi? Kto i dlaczego czyha na życie Padme? Na te liczne pytanie nie odpowiem, aby nie psuć wam przyjemności z oglądania filmu. Powiem wyłącznie tyle, że nie wszystko jest tu tak proste jak to piszę, a jądro intrygi znajduję się znacznie głębiej.

Według mnie fabuła filmu jest mocną stronę "Ataku Klonów". Ciekawie wprowadza nas w nastrój drugiego epizodu gwiezdnej sagi, który jest bardziej mroczny i klimatyczny niż "Mroczne Widmo". Lucas pomyślał o starych fanach Star Wars, tworząc film poważniejszy od komediowego epizodu I. Co więcej, zdecydował się na zastosowanie chwytu znanego z "Imperium Kontratakuje" polegającego na rozdzieleniu bohaterów, którzy po swoich przygodach spotykają się ponownie, ale w niezbyt miłych okolicznościach (przypominam, że w "Mrocznym Widmie" tego nie było, przez co film był dla niektórych nudny). Nie znaczy to, że nie brak tutaj scen, które nie przypadną im do gustu, ale o tym później. Pierwsze co rzuca się w oczy to nowe lokacje: wodnista planeta Kamino i skalista Geonosis. Bardzo spodobała mi się ta pierwsza: pokryta w całości wodą, nie licząc miast jej mieszkańców robi ogromne wrażenie, tworząc mroczny klimat wokół sekretnej produkcji klonów. Panujące na niej warunki "niosą" ze sobą coś złego, coś co należy ukryć w tajemnicy. Widząc tą planetę czuje się niebezpieczeństwo jakie płynie z użycia klonów w walce. Dobrym pomysłem jest również głębsze przedstawienie stolicy Galaktyki, Coruscant. Widzimy tętniące życiem miasto, okazałe budowle, reklamy na ścianach baru itp. Zaistne scenografia w "Ataku Klonów" jest wspaniała. Każda planeta ma swój specyficzny klimat, począwszy od spokojnej i bajkowej Naboo, a skończywszy na mrocznych i niosących zagrożenie Kamino i Coruscant. Pośrednio między tymi planetami znajduje się Geonosis, która choć na początku "cicha", to potem pokazuje swoje prawdzie oblicze i to właśnie na niej oglądamy najlepszy wizualnie element filmu (o nim później).

Przejdźmy zatem do najciekawszych momentów "Ataku Klonów". Najbardziej przypadły mi do gustu walka Obi-Wana z Jango Fettem, pogoń za łowczynią nagród Zam Weesel i końcowa bitwa Jedi z Robotami bojowymi. Wreszcie ukazano możliwości Rycerzy Jedi, którzy choć silni i świetnie wyszkoleni w technice walki mieczem świetlnym w przewadze liczebnej wroga ponoszą coraz większe straty w swoich szeregach. Świetnie wizualnie wygląda również pojedynek Obiego z Jangiem. Pokazuje nam co Jedi uzbrojony w miecz świetlny potrafi zdziałać przeciwko doskonale wyposażonemu technicznie przeciwnikowi. Naprawdę, teraz w pełni przekonałem się o nadzwyczajnych umiejętnościach Jedi i skuteczności ich broni. Pościg za Zam Weesel choć pozbawiony realizmu jest ekscytujący (aż mi się spociły dłonie kiedy Anakin spadł na ścigacz łowczyni i starał się na nim utrzymać). A co wątku miłosnego ani chłodzi ani ziębi, na szczęście nie przyćmił całego epizodu. Warto wspomnieć o postaciach wystepujących w filmie, zarówno tych nowych jak i starych. Anakin Skywalker jest nieposłusznym uczniem, wahającym się między miłościa do Amidali, a posłuszeństwem wobec zakonu. Widzimy jego pierwsze oznaki buntu: sprzeczanie się z mistrzem, chęć odnalezienia matki, wreszcie uczucia jakim darzy ukochaną kobietę. Na tle postaci Anakina wybija się jego nauczyciel, Obi-Wan, bardziej poważny niz w "Mrocznym Widmie", surowy wobec ucznia dla którego chce dobrze, ale nie potrafi okazać swoich "ojcowskich" uczuć. Podobnie Amidala, rozsądna, nie tak pochopna jak Anakin, uważająca za najważniejszą rzecz swoją misję (bycie senatorem) i wątpiąca w powodzenie związku między nią, a padawanem. Z czasem jednak uczucia biorą górę nad wszystkim innym. Interesująco przedstawionego też relację łączące Janga z jego "synem". Jango Fett stara się wychować Bobę na kogoś idealnego, wyrachowanego i bezwzględnego. Boba choć ma wymagającego ojca kocha go bardzo, uważając go za wzór i czerpiąc z niego przykład. (A tak na marginesie, wkońcu dowiadujemy się o pochodzeniu najlepszego łowcy nagród: Boba to klon; dzięki Lucas wreszcie wiem coś więcej o swoim ulubionym bohaterze ;)). Należy wymienić wśród tej gamy osobowości hrabiego Dooku alias Darth Tyranus, który pomimo nazwy Darth w imieniu sprawia wrażenie spokojnego i opanowanego myśliciela, choć jest wspanialym szermierzem. Wspominając o bohaterach trzeba powiedzieć coś o aktorstwie. Według mnie najlepiej wypadł Ewan Mcgregor, który gra poważnego i przywiązanego do zasad Obi-Wana. Sporadycznie uśmiechnie się, to zażartuje (Good job). Koniecznie muszę wymienić Natalie Portman (zgadzam się z Szu, naprawdę zastanawiam się ile ćwiczyła ten przenikliwy wzrok), piękną ;) i zdolną aktorkę. A co do Haydena nie mam czego chwalić ani karcić. Potrafił świetnie zagrać (scena z matką, rozmowa z Amidalą - tam gdzie mówi o wymorodowaniu Tuskenów) ale zdarzały mu się wpadki (rozmowa z Amidalą na łące), czasem zaś jego wzrok sprawiał wrażenie zboczeńca (widocznie chciał pokazać pożądanie, ale mu to nie wyszło). Natomiast Christopher Lee za bardzo kojarzył mi się z Surmanem we "Władcy Pierścieni", ale ogólny bilans wychodzi na plus. Podsumowując aktorzy lepiej zagrali niż w "Mrocznym Widmie" lecz gorzej niż w trylogii (Harrison Ford the best).

Zajmijmy się w tym momencie efektami specjalnymi. Powiem tak: dla mnie cały film to jeden "efekt specjalny". Olbrzymie wrażenie robi ostatnia bitwa (popisał się tu Samuel Jackson grający Mace Windu), statki i wyposażenie klonów, pościg za Jango Fettem i Zam Weesel, pojedynki na miecze świetlne itd. Jak zwykle w tej kwestii Lucasfilm wywiązał się znakomicie i szczerze nie ma się do czego przyczepić. Po prostu: oby tak dalej. Kolejną zaletą filmu jest muzyka Johna Williamsa z wybijającym się na przodzie motywem "Across the Star". Choć jest to motyw miłosny to słysząc go czuję się jednocześnie wielką groźbę jaką niesie ze sobą ta zakazana miłość. Nie jestem specem od muzyki i nie mogę opisać piękna tego utworu (to po prostu trzeba usłuszeć). Jeżeli John Williams nie będzie kompozytorem Epizodu III (mało prawdopodobne) to osobiście wysadzę w powietrze firmę Lucasfilm. Miły dla ucha jest również utwór z pościgu za łowczynią nagród, pozostałe zaś to udane połączenia starych i nowych utworów. Mówiąc wprost muzyka współtworzy klimat tej wspaniałej produkcji.

Czy "Atak Klonów" nie ma jednak wad? Owszem są pewne momenty, które chciałoby się widzieć gdzie indziej. Są to głównie detale takie, jak: silniczek R2-D2, Jar Jar Binks (dzięki Bogu tylko przez około trzy minuty pojawia się w filmie), błąd w kolorze miecza (Obi-Wan powinien mieć zielony miecz). Do gustu nie przypadła mi walka Yody. Była ona nie potrzebna. Yodę lubiałem jako mądrego i poważnego mistrza, a nie błazna wykonującego akrobatyczne skoki i wymachującego mieczem szybciej niż prędkość światła. Już bardziej podobało mi się starcie na moc między Yodą, a Dooku. Trochę nudno wyglądała scena na taśmie produkcyjnej w fabryce droidów. Szmaczku filmowi dodają zaś takie detale jak: znaczek imperialny na myśliwcach Republiki, statek Slave I i hologram Gwiazdy Śmierci. Zaprezentowano także możliwości mandolariańskiej zbroi Janga Fetta (dotąd znałem je z przewodników).

Podsumowując "Atak Klonów" to wspaniały film, godny miana epizodu Gwiezdnych Wojen. Jest filmem, który zadowoli zatwardziałych fanów SW oraz młodych ich przedstawicieli, którzy pokochali tę sagę, dzięki "Mrocznemu Widmu". Klimat GW, mroczny nastrój, ciekawa fabuła, wspaniała muzyka i oszałamiające efekty specjalne to jego główne zalety. Są rzeczy do których czasem można się przyczepić (wypowiedzi aktorów, sprzeczność z niektórymi faktami), ale ogólnie to nie wpływa na przyjemność z oglądania tego dzieła. SZCZERZE: GORĄCO POLECAM.

Star Wars: Attack of the Clones
Ocena 9/10


Plusy:
-klimat !!
-muzyka
-efekty specjalne
-mroczny nastrój
-ciekawi, nowi bohaterowie
-detaliczne nawiązania do innych epizodów
-aktorstwo

Minusy:
-walka Yody
- niektóre nudne i niepotrzebne momenty
-aktorstwo ( niektóre wypowiedzi)
-Jar Jar ( nawet 3 minuty to bolączka)

PS 1: Zapraszam do dyskusji na stronie Imperial City Online (www.starwars.org.pl) .Dział Holonet-Filmy-Atak Klonów.
PS 2: Pozdrawiam Qn'ika i współtwórców Actiona Maga (robicie kawał niezłej roboty) oraz fanów z Holoneta.
PS 3: Pisząc ten art słuchałem "Across the Stars".

Pozdrowienia
Dawidos Czarny
Dawidos@poczta.onet.pl



|strona 4|