.................|B i u l e t y n|........
..........................|F i l m o w y|.


spis treści | poprzednia strona | następna strona


|Znaki|

"Znaki". Na ten film czekałem od dłuższego czasu. Słyszałem coraz to nowsze nowinki, oglądałem po raz kolejny reklamy w telewizji, czekałem, aż w mieście pojawią się pierwsze plakaty. Spodziewałem się filmu z dużą dawką emocji, dramatyzmu i niebagatelnym tematem.Reżyserem jest w końcu M. Night Shyamalan, odpowiedzialny za "Szósty zmysł". Można było się spodziewać niecodziennej atmosfery. Czas pokazał, że się nie zawiodłem.

Bohaterem filmu jest Graham Hess (Mel Gibson), farmer, były pastor, który odszedł od kościoła po śmierci żony. Razem z dziećmi, Morganem i Bo oraz bratem Merrillem (Joaquin Phoenix) przeżywa niecodzienną sytuację. Odkrywają oni na swym polu tajemnicze znaki, wielkie i dobrze widoczne z lotu ptaka. Są to kręgi i linie tworzące skomplikowane wzory. Na początku Hess uznaje to za dowcipy sąsiadów. Jednak z mediów dochodzą wiadomości o podobnych znakach, które pojawiły się na całym świecie. Ludzi ogarnia panika, spodziewają się najazdu z kosmosu. Graham próbuje uspokoić swoje dzieci, lecz gdy na Meksykiem pojawiają się niezydentyfikowane światła przestaje mieć wątpliwości...

Niepokój. Tak można najlepiej określić ten film. Drugim słowem jest zaintrygowanie. Te dwa odczucia towarzyszą nam przez cały seans. Wciąż czekamy na dalszy rozwój wypadków, ale powoli ogarnia nas strach przed nieznanym. Osobiście nie lubię horrorów, mam do nich za słabe nerwy :). Ten film horrorem nie jest, bynajmniej, do tego mu daleko. Jednak czasem przestraszyć się można. Niemniej jednak na ten film wybrałem się z przyjemnością, spodziewałem się tego i oczekiwałem. Jak dla mnie bomba! Weterani filmów grozy pewnie nie zauważą tu nic niezwykłego, dla nich to chleb powszedni, ale mnie ciągle towarzyszył niepokój, a kilka razy naprawdę krew zmroziła mi się w żyłach. Sceny są świetnie wyreżyserowane, są tak skonstruowane, aby wywrzeć jak największe wrażenie. Niesamowite wrażenie wywiera sylwetka obcego, znajdującego się na dachu. Graham podnosi przypadkowo wzrok, a my przez doskonale wyliczoną chwilę widzimy barczystą postać. Albo transmisja z przyjęcia urodzinowego. Woooooww... Gdy przed oczyma mignął mi Obcy o mało nie spadłem z krzesła! Czego jak czego, ale klimatu filmowi odmówić nie można. Już wiem, dlaczego odniósł taki sukces kasowy.

Aktorzy. Z aktorstwem mamy dość dziwną sprawę. Po pierwsze, w obsadzie mamy kilka naprawdę wielkich gwiazd, czyli wspomniani Gibson i Phoenix. Jednocześnie szybko odczuwamy coś dziwnego. Nie wyzwalają oni zbyt wielu emocji, wymawiają tylko rzeczowo tekst. Na przykład pani policjantka to wygląda, jakby pierwszy raz w filmie występowała (kto wie...). Na początku trochę mnie to wkurzało. Ale jednak... Im dłużej oglądałem, tym bardziej mi się to podobało! Paradoksalnie zwiększało to klimat. Nie wiem, czy było to zamierzone, czy reżyser spartaczył :), ale ma to swój urok! Może tylko ja to odczuwam, nie wiem. Jednak za grę należy się duży plus. Nawet w biały dzień stwarza ona atmosferę niezwykłości.

Muzyka. Tutaj kolejny plus! Zasadniczo nie jest ona tak wspaniała. Porównując ją ze ścieżką LoTRa, jest wręcz uboga. Ale świetnie komponuje się z filmem. Potęguje atmosferę niezwykłości i niepokoju. W dość dużej części filmu się nie pojawia, ale wtedy na dźwięk składają się niesamowicie brzmiące dialogi i odgłosy zewnętrzne. A gdy w uszach zabrzmią już tajemnicze tony...Oooo....

Efektów specjalnych jest niewiele, toteż rzadko się je zauważa. Ale według mnie to kolejny atut. Jeśli się z nich nie zdaje sprawy to oznacza, że znakomicie wtapiają się w otoczenie, są czymś zwykłym i naturalnym. Innym plusem jest znikoma agresja. Brak w ogóle scen erotycznych (eee..:)) i wulgaryzmów (no, prawie...) . Znaleźć też można dosyć dużo scen humorystycznych. Na przykład kiedy Mel wchodzi do domu i widzi na kanapie małe dzieci i dorosłego brata, którzy założyli na głowę foliowe czapeczki (Dlaczego? Aby Obcy nie przejęli ich umysłów :)), to naprawdę rozumie się szkodliwość telewizji :). Jednocześnie dziwi to, że nawet w tych zabawnych sytuacjach klimat pozostaje niezmieniony. Niby bardzo śmieszne, ale jakoś tak niewygodnie się śmiać...

"Znaki" to świetny film, który naprawdę warto obejrzeć. Praktycznie nie ma wad. W dziesięciostopniowej skali dałbym mu solidną dziewiątkę. Dlaczego nie 10? No coż, ta ocena przeznaczona jest dla dzieł naprawdę przełomowych i kultowych, "Znaki" mimo wszystko takie nie są. Bez wahania jednak uznaję, że jest to kawał naprawdę solidnej roboty. Nie przegapcie więc tego!

Burok
burok@go2.pl

28 grudzień 2002



|strona 20|