|
|Widowiskowy i z przekazem|
Recenzja filmu "Dwie Wieże" by SzU
Na "Dwie Wieże" poszedłem raczej z nastawieniem, iż będzie to film lepszy od części pierwszej, a spowodowane to było moimi wspomnieniami o bitwach z książki. Mimo iż tym razem pojawieniu się filmu na ekranach nie towarzyszyła taka pompa jak rok temu. Wiedziałem jednak, że będzie na co popatrzeć.
I nie pomyliłem się. Zaraz na wstępie zaserwowano piękne, długie ujęcie śnieżnego, górskiego krajobrazu, by po chwili ukazać retrospektywną scenę walki Gandalfa z Balrogiem podczas spadania tychże w głąb przepaści. Zastanawiam się tylko, jak Gandalf dogonił swój lecący równo za demonem miecz, który przecież stawia mniejszy opór niż człowiek czy taki Balrog, który ponadto może hamować skrzydłami (a przypominam, że każde ciało niezależnie od masy spada z taką samą prędkością i przyspieszeniem, liczy się tu więc opór). Po tejże widowiskowej i kłopotliwej dla fizyków scenie mamy tytuł i główny wątek, co przypomniało mi praktyki stosowane w filmach z Bondem (na początek szybka akcja, żeby widz nie wyszedł od razu z kina czy pokoju).
To nie koniec amerykanizacji filmu. Jakkolwiek fabuła pozostała niemal niezmieniona, to połowa śmiesznych gadek Gimlego została mu wsadzona w usta akurat w najpoważniejszych momentach. To samo się tyczy zjazdu Legolasa na tarczy niczym na snowboardzie po schodach podczas bitwy o Helmowy Jar, gdzie dookoła trwa dramatyczna obrona. Niesmaczny efekt potęgują śmiechy widowni w kinie, także w takich momentach, jak szczere rozmowy Froda i Sama ("To ja, Twój Sam"), najczęściej wynikające z nadinterpretacji wypowiedzi. Radzę poczekać na mniejszy tłok albo kasetę.
Wracając do fabuły, bardzo dobrze wybrnięto z podziału miejsca akcji. W książce przez bardzo długi czas nie wiedzieliśmy, co dzieje się z innymi bohaterami, bo przez kilkaset stron poznawaliśmy przygody jednych. Tu przeskoki między akcjami są o wiele częstsze, ale mogą wprowadzić pewien zamęt, gdy ktoś czytał książkę ponad rok temu i tylko raz (jak np. ja). Ogólnie wszystko tworzy jednak spójną całość z trzema kulminacyjnymi scenami na końcu rozgrywającymi się jednocześnie, nie tak jak, to było w oryginale. Wyjątkowo umiejętnie opracowano więc scenariusz i prawidłowo wykorzystano możliwości, jakie daje film.
Dziwne, ale Tolkien pisząc powieść pół wieku temu potwierdził schemat filmowy praktykowany od lat osiemdziesiątych. Otóż nie wiem, czy zauważyliście, ale bardzo często część druga ma znacznie poszerzoną arenę działań, więcej strzelania czy walki w ogóle i jest bardziej widowiskowa w stosunku do części pierwszej (przez co czasem traci klimat) - przykłady można mnożyć: "Gwiezdne Wojny", "Obcy", "Rambo" itp. Ale jeżeli książka została napisana znacznie wcześniej, to nie można posądzać twórców o celowe potwierdzenie tej reguły.
Choć film rzeczywiście jest do oglądania. Nie wspomnę o krajobrazach, pozwalających udowodnić, że nie tylko dzieła człowieka i komputera są piękne. Ze względu na wiele bitew twórcy mieli zaś okazję się popisać, ale nie przesadzono - wszystko wygląda bardzo naturalnie, jakby działo się naprawdę. Nie mówiąc już o stworach, które osiągnęły niewyobrażalny poziom realizmu. Olifanty wyglądają niczym słonie wielkości dziesięciopiętrowego bloku, a Gollum jak mały, nieco zdeformowany chłopiec. Porusza się on wyjątkowo naturalnie - nie aż tak płynnie, jak Yoda w "Ataku Klonów" czy postacie z filmu "Final Fantasy" (co powodowało ich sztuczność). Może ma tylko zbyt ludzkie, jak na taki ich rozmiar, oczy. Mowę odebrał mi natomiast latający potwór wiozący Upiora Pierścienia. Naprawdę budzi respekt i sieje zgrozę. Ciekawie przedstawiono Drzewce - nie były to na szczęście sztywne pnie z kończynami, jak to bywało na różnych rycinach, ale postacie humanoidalne przypominające tylko drzewa. Scena ataku na Isengard dała możliwość pokazania ich siły i zdolności. Zapomniałbym dodać, że twórcy zastosowali pewien ciekawy zabieg, efekt wizualny, nie dostrzeżony zapewne przez wszystkich. Otóż obraz wydał mi się niekiedy szarawy, baz nasycenia kolorami, szczególnie w scenach z Samem i Frodem. W moim przekonaniu symbolizować to miało brak nadziei i ciemność bijącą od Mordoru.
Mimo widowiskowości film nie został zepsuty. Znajdują się w nim ważne i czasem nawet długie sekwencje, gdzie niewiele niezwykłego dzieje się na ekranie, za to dużo dzieje się w umysłach bohaterów. I tak, są to wizje Aragorna po gandzi (dobra, żartuję, sny i wspomnienia), rozmowa Elronda z Arweną o ucieczce do lepszego świata, przemiana króla Theodena (bardzo dobrze pokazano, jak ubyło mu lat po zdjęciu czaru), jego wspomnienia o zmarłym synu, przygotowania do bitwy o Helmowy Jar, gdy nie ma prawie nadziei i za broń chwytać muszą cywile i dzieci, rozmowy Froda i Sama i wreszcie kapitalna, wzruszająca i niosąca nadzieję wypowiedź tego ostatniego przy końcu filmu.
Zauważyłem, że jednym z niewielu współczesnych gatunków muzycznych zasługujących na uznanie jest muzyka filmowa. Tu poziom bardzo często jest wysoki. Szkoda jednak, że w drugiej części nie znalazłem żadnego nowego rzucającego się w uszy motywu, a i jeśli chodzi o instrumenty, to dalej dominuje orkiestra symfoniczna i dęte instrumenty ludowe. Muzyka jest ponadto przez niemal cały czas bardzo niezróżnicowana - ot, taki klimat filmu.
Aktorzy z poprzedniej części raczej nie zawiedli, a nowi dorównali im bez problemu - szczególnie podobały mi się postacie Froda, Sama, Smoczego Języka, Theodena i Eowiny. Aragorn za to wiele stracił, będąc chyba nieco za bardzo zamyślonym przez cały film, a okrzyk rozpaczy i wściekłości po stracie Merrego i Pippina w porównaniu do niezbyt zafrasowanych tym Gimlego i Legolasa wyszedł co najmniej dziwnie. Jakoś nie widzi mi się też takie , jakie zaprezentowano na filmie, zachowanie Gandalfa podczas walki z Balrogiem i bitwy o Helmowy Jar. Raz latając jak strzała, raz atakując z dobrotliwym uśmieszkiem wyglądał wręcz komicznie w porównaniu do sceny, gdy zdejmuje czar z Theodena. Zaś Merry miał tak głupią minę przemawiając do Drzewca w czasie ich narady, że... wolę o tym zapomnieć. To chyba tyle, a i tak za bardzo czepiam się szczegółów. Przy takiej produkcji nie sposób ustrzec się kilku błędów.
Dlatego też, będąc świadomym, jaki ciężar ciążył na twórcach ekranizujących tę wspaniałą epopeję, przymykam oko na bardzo drobne potknięcia i przychylam się do oceny najwyższej. Lepszej adaptacji chyba nie można było nakręcić.
Ocena: 10/10
SzU
WWW.VORTEX.PRV.PL
|