.................|B i u l e t y n|........
..........................|F i l m o w y|.


spis treści | poprzednia strona | następna strona


|Ponownie Władca pierścieni|
Z nawiązaniami do listu Hafy

Zacznę standardowo, lub nie :). Film, który będę opisywał - mianowicie Władca pierścieni - [trzymajcie się krzeseł i foteli :] nie spodobał mi się. Pewnie część z was usłyszała obok suche blach! Tak drogie foteliki, czytelnikowi na ziemię, i nam lżej :). Jako, że mam nawiązywać do listu Hafy zacznijmy od Matrixa. Obejrzałem ten film jeszcze zanim zacząłem pisywać do AM. Moja opinia na jego temat była, powiedzmy taka bardziej pozytywna, teraz z perspektywy czasu dziwię się dlaczego? Teraz, za przeproszeniem Troy'a (teraz to już Gregoriusa :)) stwierdzę, iż większość filmów to szmiry. Jedne są bardzo dużymi szmirami, inne mniej, a jeszcze inne - bardzo nieliczne - wymykają się tej skali. :).

Niestety i Matrix i Lord of the rings nie wymknęły się pierwszej skali. Każdy z tych filmów nie podoba mi się, powtórzę to jeszcze raz. Filmy produkcji amerykańskiej urzekają mnie tak jak te południowe wyciskacze łez. FE!

Heh, kiedyś miałem zamiar oponować przeciw opinii Hafy, ale namyśliłem się, uszanowałem jej zdanie, bo każdy ma prawo aby posiadać swoje, choćby było zgoła odmienne i niespotykane. Teraz cieszę się iż odczekałem, tekst przepadł i złość też, Matrixs'owskie zauroczenie także, no ale trudno nie będę płakał :).

Kiedy LotR ukazał się w kinach ja czytałem książkę, postanowiłem odczekać, aż wszystko ucichnie, ochy i achy i podobne opinie. Przeczytałem książkę, która mi się bardzo spodobała i polecam ją każdemu - choćby nie lubił czytać. Ta wspaniała powieść pozwala oderwać się od rzeczywistości. Prawdą jest zdanie Hafy, która twierdzi iż film nie zachęca do lektury, argumenty podam nieco niżej. No więc kolega dostał film (DivX rulez :), opierał się pokusie przez chyba 2 tygodnie, bardzo fajnie - bo nie czytał książki. W ogóle jeżeli istnieje możliwość to najlepiej najpierw przeczytać książkę, a następnie obejrzeć ekranizację, tym sposobem na bieżąco rozpatrujemy błędy twórców filmu. No więc kolega mój zachęcał mnie do obejrzenia filmu, skorzystałem z początku. Widziałem tylko kwestię wierszyka, kawałek bitwy no i oczywiście przybycie Gandalfa. Dalej zrezygnowałem bo po, co oglądać film gdy następnego dnia szykuje się kartkówka z polaka? :). No właśnie.
Mój więc kolega obejrzał najpierw film, następnie zaczął czytać książkę, może lepsze jest określenie 'uczyć się' powieści, czytając po 20 stron dziennie? Heh :), dla mnie to bardzo krótki czas, ale przejdźmy do rzeczy, mianowicie film.

Film obejrzałem w tegoroczne wakacje (czyt. 2002 :), kiedy powtórnie zacząłem czytać książkę. Hmm, pierwsze co uderza to Frodo [jak wspomniał OldEnt :] chudziutki. Nie wyobrażam sobie jak będzie wyglądał pod koniec filmu - jako zmęczony i wychudzony powiernik? Lepiej nie mówić :). Gandalf, ten spodobał mi się z postawy i wyglądu, acz jego ubranie nie za bardzo mi przypomina te wyobrażone. Hm, Bag End i Pagórek. Szkoda gadać, jakieś wzniesienie ledwo odrastające od poziomu rzeki ;). A i jeszcze przedtem sztuczne ognie, skąd reżyser wytrzasnął pomysł aby wystrzeliły. W książce tego nie było!
Bilbo, szkoda gadać- miał podobno się nie zmienić od czasu znalezienia pierścienia, patrzę a tu głowa jak u bałwana! (czyt. biała!). [Z tego co wiem Bilbo wyruszył z krasnoludami w tym samym wieku, w którym Frodo odchodzi z Bag End, jednakże dzięki działaniu pierścienia nie zmienił się. Chociaż takie drobniutkie zmiany na białe mogą być, np. na rachunkach telefonicznych lub kartkówkach z jedynkami :]. Jeśli tak wg twórców wygląda bez zmian to strony w książkach nie powinny mieć liter..

Szkoda się rozpisywać nad błędami, każdy rozsądny czytelnik, który przeczytał książkę powinien od razu dostrzec przepaście różniące film i książkę. Jak wspomniał OldEnt; jedno i drugie łączy tytuł i nazewnictwo. Szczera prawda, i proszę nie burzcie się fani filmu, ponieważ uratowanie Froda przez Arwenę, podczas gdy sam dojechał do Rivendell, sama Arwena, elfy, orki, hobbity, Smeagol - wszystkie te postacie pozostawiły we mnie niechęć do filmu. Nie będę rozpatrywał po kolei każdej rasy, jednak jak wspomniał OldEnt elfy [pięknie uczesane ze zwykłymi oczami], wydają się ludźmi ze sterczącymi uszami- gdy tak nie powinno być. Orki (lub gobliny), ponownie jak wspominał OldEnt [ukazane jako bajkowe stwory], sam ich wygląd budzi niechęć, wydawało mi się iż powinny być bardziej szare i mniej brudne- nie zapominając o Uruk-hai. Reżyser zrobił z nich jakiś kanibali z 'Trzynastego wojownika', niedorzeczność i tyle!

Co do opini Hafy 'idą, idą, idą i idą', prawdę przyznam Ci [jakoś sądownie to brzmi :], pierwsza część istotnie skupia się na wędrówce, ale w filmie obciętym do cna bohaterowie tylko idą, następnie co jakiś czas podbiegają. Heh, tutaj całkowicie się zgadzam :(.

Jeszcze coś miałem wspomnieć, mianowicie ten tego [piwsko kurna - tyskie rulez :]. Dobra, już dobra :), kraje. Wydaje mi się, iż [Nowa Zelandia to piękny kraj :], jednak w moich oczach zróżnicowanie w książce było większe - pomimo iż wędrówki w powieści są możliwie skracane przez Tolkiena. Że tak powiem do niezbędnego minimum - w filmie zastajemy minimum wycięte z kontekstu, nie ma za wiele dialogów - które umknęły zapewne gdzieś podczas sklejania taśmy, nie ma nic wartego uwagi.

Efekty specjalne, za które wszyscy tak chwalą film. Uwierzcie mi podczas czytania potraficie wytworzyć lepsze sceny, wystarczy chcieć i na chwilkę zamknąć oczy.. Muzyka, owszem jest dobra, jednak w książce jej nie ma i bardziej mnie przyciąga, ot taki mankament między filmami i książkami. :). Lotherien, czy jak to się pisało (no co? zapomniałem troszkę :), szkoda gadać, brak sporu między krasnoludem i elfami, heh :), to była akcja i dialog, tymczasem w filmie znowu coś wycięto podczas klejenia taśmy.

O właśnie co uderza mnie najbardziej w tym filmie; to iż autorzy, nie nie autorzy twórcy wyssali sobie z palca niektóre epizody, a inne - te bardziej ważne pominęli, skandal i na prawdę marnotrawstwo naszego cennego czasu. Trzy godziny to za mało aby ukazać ponad 530 stron! Zresztą co mi tam, opinia końcowa.

No więc idąc za ciosem. Film ten nic a nic ze sobą nie wnosi do gatunku, być może troszkę 'ucukierkowia' fantasty po to, aby zaraz nadrobić wszystko na okrótnych scenach walk i orkach. W pierwszej części książki byłem jakby z drużyną, podczas filmu tylko biernie spoglądałem na monitor - więcej z ciekawości o otoczenie niż ciekawości samej w sobie co niesie akcja. W filmie spodobał mi się najbardziej Gandalf oraz świat po założeniu jedynego pierścienia, początek i kwestia 'Trzy pierścienie..'. Bardzo negatywne odczucia budzi już dalsza część filmu - jest ona moim zdaniem niedopracowana. Zgadzam się prawie w zupełności z opinią Hafy i w stu procentach z OldEntem.
Lepiej nie oglądać tego filmu, radzę póki co przeczytać książkę, następnie pomyśleć czy nam się spodobała. Jeśli tak filmu nie oglądajcie, ponieważ popsujecie sobie wrażenia. Jeśli książka nie spodoba się tobie czytelniku (lub nie spodobała w co wątpię :) film już nic nie poprawi. Jest to tylko bardzo marna namiastka tego co oferuje książka.
Strach pomyśleć co Oni zrobili z Minas Tirith, Rohanem, Faramirem i całą resztą książki- nie wspominając już o entach [i o OldEn(t)'cie, stary trzymaj się! :]

W kali szkolnej film zasługuje na 3- [podczas gdy książkę oceniłem na 7+] Odradzam i nie zachęcam do zbliżania się w pobliże tego filmu, lepiej obejrzeć już kreskówkę, nie psuje ona przynajmniej wyobrażeń.

Troszkę rozkojarzony Splatch



|strona 12|