.................|B i u l e t y n|........
..........................|F i l m o w y|.


spis treści | poprzednia strona | następna strona


|Okiem konesera|

Konesera ciężko czymkolwiek zaskoczyć i zachwycić. Zresztą jak coś nowego ma zachwycać, skoro zwykle jest albo słabą kopią jakiegoś genialnego prekursora, albo po prostu nieudolną robotą ludzi zaangażowanych w nowy projekt. Tyczy się to zarówno filmów, jak i książek, czy utworów muzycznych. Koneser jest zbyt wybredny, aby mógł się zachwycać byle czym. Projekt musi być perfekcyjny, bo inaczej najzwyczajniej w życiu zawiedzie odbiorcę. Tak było z ostatnimi wielkimi produkcjami polskiego kina - średnie "Ogniem i mieczem", bardzo słaby "Pan Tadeusz", beznadziejne "Przedwiośnie" i jeszcze gorsza adaptacja sagi o wiedźminie Sapkowskiego. Sytuacja przed "Zemstą" - najnowszym dzieckiem rodzimej kinematografii - była więc bardzo nieciekawa. Nie napawała optymizmem również obsada aktorska, nie napawał nawyk polskich filmowców nałogowego wręcz przenoszenia lektur szkolnych na duże ekrany, a i koneserzy skreślili film Wajdy jeszcze przed powstaniem ze swojego kanonu wielkich dzieł kinowych. "Zemsta" jednak Fredry miała zgoła odmienny charakter - optymistyczny. Czy słusznie więc podchodzono do niej w sposób manifestacyjnie wrogi? Otóż nie panie i panowie! Fredro w grobie przewracać się nie będzie!

Film mimo, iż wielkim dziełem nie był, to tytułowi koneserzy powinni chociaż troszkę zwrócić na niego uwagę. "Zemsta" nie jest kolejną kompromitacją polskiego przemysłu filmowego, a wręcz przeciwnie. Wajda w końcu stanął na wysokości zadania i pokazał olbrzymi potencjał drzemiący "nie gdzie indziej" jak tylko w Polsce, a konkretnie w kinie! Do tegoż przychodzi się z obojętnością, a wychodzi z olbrzymim uśmiechem na ustach. Wszędzie zaś da się słyszeć komplementy skierowane w stronę nowej produkcji. Wprawdzie oszczędne, ale nawet oszczędne dobre słówka są lepsze niż cała masa krytyki. Bo przyznać trzeba, że w końcu wyciągnięto wnioski ze swoich błędów. "Lepiej późno niż wcale".

Realizacja typowej sztuki teatralnej jest nie lada wyczynem. Sfilmowanie sienkiewiczowskiej "Trylogii" było banalne dzięki jej epickowości, zaś lirykę pokazać na ekranie jest o wiele trudniej niż w teatrze... Porwano się na coś, czego jeszcze nie było. I co najważniejsze "wszystko gra"! Komedia, choć zbyt śmieszna nie jest, to jednak "rozbraja" odbiorcę swoim unikalnym klimatem, gra aktorska przygniata jeszcze bardziej do ziemi i tak już leżącego z wrażenia widza, a pesymizm zmienia się w optymizm jakby pod wpływem magicznej różdżki! Po "Zemście" tryska się energią, którą ofiarowali nam twórcy. Dawno tak udanego filmu polskiego nie było.

Głodni sukcesów filmowcy stanęli na wysokości zadania. Postarali się, aby wszystkie wady były przysłonięte kurtyną, a na pierwszym planie znajdował się nastrój "Zemsty". A tą ogląda się znakomicie. Po pierwszych kilku minutach widz zaczyna delektować się tym, co widzi, przez co tworzy się bardzo specyficzny nastrój. W miarę oglądania filmu apetyt ciągle wzrasta, a co ważniejsze - jest on zaspokajany! Pomimo to film nie jest arcydziełem. Wiele mu do tego zaszczytu brakuje, co jednak nie zmienia faktu, że "Zemsta" jest milowym krokiem dla polskiego kina i wszystkie inne przyszłe produkcje powinny stawiać ją sobie za przykład. Na dobrą opinię składa się całokształt, bez zbędnego wyróżniania wszystkiego po kolei. Zła strona filmu istnieje i poraża oczy oglądającego. Nie w taki jednak sposób, aby zmienić zadowolenie konesera.

Do złej strony zalicza się nieudolna charakteryzacja, przedstawienie (nie chodzi tu o grę aktorską, ale o wygląd) postaci oraz beznadziejna scenografia. Gdy widzi się Katarzynę Figurę od góry do dołu pokrytą tapetą pudru mierzącego kilka centymetrów, nie sposób jest pokiwać głową z politowania... Fryzura Agaty Buzek jest wręcz nieprzeciętna - w tej negatywnej sferze... Zresztą, czy w czasach "mszczenia się" nie istniały normalnie uczesane włosy??? Bo wybaczcie panowie charakteryzatorzy, ale dam głowę, że skinów w "Zemście" nie było! Za to pochwałę muszę udzielić osobom odpowiadającym za stroje. Były one odpowiednie jak na te czasy, takie mam przynajmniej wrażenie. Scenografia zaś to kilka cegieł, parą szafeczek, stół, para kałamarzy i... nic więcej! Paranoja! Panie Starski, co pan zrobił z pieniędzmi przeznaczonymi na wystrój wnętrza tego paskudnego zamku??? To, że "Zemsta" nie jest amerykańską produkcją, wcale nie znaczy, że jest gorsza i trzeba poczynać popularną w języku potocznym "chałę"! Wstydzić się mogą też ci, którzy dopuścili Romana Polańskiego do gitary! Ten aspekt jednak przemilczmy, gdyż chcę wierzyć, że fragment filmu ze śpiewającym Papkinem miał być humorystyczny. Idąc tym tropem można zauważyć kolejne niedociągnięcie. Muzyka. Horror jednym słowem. Scena, w której Klara rozmawia z Wacławem przy murze, a następnie oznajmia, że słyszy kroki poprzez muzykę stała się beznadziejna. Litości, mamy w Polsce całe rzesze artystów muzycznych z dobrym smakiem, aby zamiast nich zatrudniać człowieka, który z kroków zrobił utwór fortepianowy!

To tyle, jeśli chodzi o wady. Prawda, że niewiele ich? I to właśnie czyni z "Zemsty" film dobry. Zalety zupełnie rekompensują nam niedociągnięcia. A zalety nie są maleńkie, skromniutkie, tylko olbrzymie. Chciałby się rzec: zalety pełną gębą! A największą z nich jest niewątpliwie gra aktorska. Bardziej naturalnego odgrywania swoich ról wśród polskich filmów szukać wypada jedynie ze świecą. Pani Katarzyna Figura, która zwykła pokazywać coś innego zamiast umiejętności aktorskich zmieniła swój proceder. Solidnie napracowała się nad postacią Podstoliny i gdyby nie ten puder wszystko byłoby w porządku. Daniel Olbrychski mimo dużej ilości lat na karku nadal biegle włada szpadą, a i gra w filmach świetnie mu wychodzi! Nawet marginalna kreacja Perełki Cezarego Żaka zrobiła na mnie wrażenie. Klara oprócz felernej fryzury wypadła bardzo dobrze. Z zasady buntowałem się, aby Agaty Buzek nie brać do tej roli, gdyż jest ona bardzo przeciętną aktorką, ale teraz widzę, że stereotypy należy odłożyć do piwnicy. Wacław - trzecia pod względem wybitności rola w "Zemście". Aktor tak cudnie przedstawił tego młodziana, że wypada tylko z radości zaklaskać. Papkin jest kreacją bardzo dobrą, wiarygodną nawet rzekłbym, ale ten śpiew degraduje go przeraźliwie. Miał wyjść dowcip, a wyszło zniesmaczenie, przynajmniej tego konesera, jakim godzien jestem się nazywać. Polański jednak spełnia się nie tylko jako reżyser, ale też aktor. Wprawdzie wcześniej miałem okazję widzieć go w jego własnym filmie "Nieustraszeni pogromcy wampirów", ale wypadł wtedy miernie. Rola w komedii Fredry doskonale go rekompensuje. Doszliśmy do wielkiej dwójki kreacji postaci Cześnika i Rejenta. Najpierw ten ostatni, zgodnie z powiedzeniem "Ostatni będą pierwszymi". Naprawdę Wielka Rola. Andrzej Seweryn tak wczuł się w postać, że nie widzę lepszego Rejenta Milczka niż jego. Oby takich Rejentów więcej! Zaś o Cześniku powiem krótko - panie Gajos, powinien pan tą rolę opatentować!

Na sukces filmu złożyły się także cieszące oko szczegóły. A to gołębie śmiesznie wyglądające przy aktorach w scenach napowietrznych. A to świnki beztrosko dreptające po zamkowym dziedzińcu i wraz z kaczkami jedzące z jednego koryta. A już w ogóle zachwycająca była scena walki na szable. Istny majstersztyk, wyglądała realistycznie i "wyrywała serce z klaty"! Kto lubi pojedynki i broń białą ten niech ochoczo uda się do kina na "Zemstę".
B "Zemsta" jest jednym z wybitniejszych polskich filmów ostatnich czasów. O ile po ww. filmowych porażkach można było zapaść się ze wstydu pod ziemię, to teraz uzasadnione jest trzymanie głowy dumnie w górze. Można także pokusić się o niecodzienne stwierdzenie, że film w reżyserii Wajdy pomścił wcześniejsze kinowe porażki. Może by tak "pomścić się" jeszcze raz? Miejmy nadzieję!

=red HAMter= Członek SMMF
Mitologia oddaje kształty, przez które bezkształtny
kształt kształtów może być poznany. (J. Campbell)
http://ixds.p.lodz.pl/~gmork & http://smmf.rpg.info.pl
http://altar.rpg.info.pl


Słówko od Gregoriusa: a ja się bezczelnie dopiszę i powiem Wam, że ekranizacja "Zemsty" nie trafiła w me gusta, najdelikatniej rzecz ujmując. Pierwsze, co mnie odrzuciło, to sposób gry żeńskiej części obsady. Katarzyna Figura nie zrobiła nic innego, jak tylko powieliła schemat znany choćby z "Kilera" - 'argumenty' na wierzch i byle do przodu. Przynajmniej takie odniosłem wrażenie. Na pewno dużą rolę odegrała tu także charakteryzacja (psując postać, jak zauważył Rheged), jednak nie należy przypisywać temu tak wielkiej wagi. Kobieta, po prostu, wyraźnie rozminęła się z powierzoną jej rolą.

Podobnie sprawa się ma z panną Buzek. Pomijam już fakt, że dziewczyna denerwuje mnie samym widokiem. To co jeszcze w miarę podobało mi się w "Wiedźminie", w "Zemście" po prostu odrzuca. Być może się czepiam, ale to co przedstwiła Agata - zarówno pod względm możliwości aktorskich, jak i charakteryzacji - dla mnie jest poniżej wszelkiej krytyki. Jest sztuczna, sztywna i sprawia wrażenie przestraszonej. Jeśli do tego doliczyć jej aparycję, to... No właśnie - szkoda pisać.

Rzeczą, która ostatecznie dobiła "Zemstę" w moich oczach jest scenografia. Chciałoby się rzec - gdzież są te ciężkie pieniądze? Scenarzysta jeden wie. Wystrój jest biedny, prosty i nie spełnia w żadnej mierze moich wyobrażeń. A już zupełnie dobiło mnie zakończenie filmu. Po co komu ta kurtyna? Nie wiem, może chodziło tu o utrzymanie klimatu przez powtórzenie wzorca "płachta na byka". ALe efekt niestety w moim przypadku był wybitnie chybiony i wprost przeciwny...

Wrażenia, jakie wyniosłem z obcowania z książką o niebo przewyższają to, co zobaczyłem w kinie. A szkoda, bo szczerze mówiąc, spodziewałem się więcej po produkcji z udziałem Wajdy. niektórzy mogą zauważyć, że wady są w sumie niewielkie - szczególnie w porównaniu z niewątpliwymi zaletami wymienionymi przez Rhegeda. Jednak w tym wypadku jest dokładnie tak, jak się często zdarza ze zwykłymi okularami - niewielkie rysy nakładają się na siebie i przez to poważnie wypaczają widziany obraz. A wszystko przez kilka skaz...



|strona 11|