XI finał WOŚP czyli jak "Matrix" oszukał chore dzieci...

Wprawdzie od styczniowego finału WOŚP minęło już dość sporo czasu, ale chyba nikt jeszcze nie podjął się tego tematu, będę więc pierwszy...

Tegoroczny finał orkiestry był już jedenastym, zbierano pieniądze na oddziały niemowlęce i dzieci młodszych. Jak zwykle w całym kraju odbywały się setki koncertów, a kwestujących i darczyńców (osoby charakteryzujące się posiadaniem naklejki w kształcie czerwonego serduszko) można było spotkać wszędzie. Przez cały dzień, aż do późnej nocy nadawane były relacje w TV. Według najnowsyzhc wyliczeń, zebrano w tym roku ponad 30.000.000 (trzydzieści milionów nowych złotych)! Jest to suma abstrakcyjna dla przeciętnego zjadacza chleba. Podczas tegorocznego finału nie obeszło się kilku skandali. Oprócz tych mniejszych incydentów (kilkukrotne okradania kwestujących dzieci czy przeganiania zbierających spod kościołów, by nie czynili konkurencji Caritasowi), doszło też niestety do dwóch dość poważnych oszustw podczas internetowych licytacji złotych serduszek.

Serduszko numer jeden zostało wylicytowane przez osobnika o pseudonimie "Matrix" za sumę 5 milionów złotych. Szybko okazuje się, że pod tym pseudo kryje się 17-letni Damian W. z Ustki. Poszukiwany był listem gończym, a obecnie przebywa w pogotowiu opiekuńczym. Według mnie (choć nie jestem psychiatrą) człowiek ten jest chory psychicznie, bo zapytany, czy nie czuje się winny oszustwa, odpowiada, że: "...nie, bo chciał by mówiono o nim w mediach...". Czy tak zachowuje się ktoś normalny...?

Skandal na cały kraj. Na szczęście szybko znajduje się grupa biznesmenów, która robi zrzutkę i deklaruje kupno serduszka nr 1 za wylicytowaną wcześniej sumę.

Na tym jednak nie koniec. Gdy zbliżał się ostateczny termin płatności wyszło na jaw, że również nabywca serduszka nr 2 nie ma zamiaru za nie zapłacić, bo zwyczajnie nie ma takiej kasy. Drugie "poszło" za 3 mln. 400 tys. złotych. Szczęśliwym nabywcą okazał się 30-letni Tomasz K. ze wsi Przywidza w województwie Pomorskim. Cały czas utrzymywał on, że jest w posiadaniu takiej gotówki, którą podobno zarobił podczas pobytu w USA. Również i on został aresztowany.

Jasne jest, że ich zachowanie było wielce nagannym i słusznie, że zostaną za swe "żarty" teraz ukarani. Mam jednak nadzieję, że nigdy nie spotka ich sytuacja, że niezbędny będzie sprzęt do ratowania życia choćby ich dziecku, a lekarz powie: "Mieliśmy kupić coś takiego, ale ktoś najpierw zaoferował nam pieniądze na zakup, a potem powiedział, że żartował".

Tą makabryczną perspektywą kończę króciutki tekścik, pełen nadziei, że tegoroczne próby oszukania Jurka Owsiaka, orkiestry, chorych dzieci i nas wszystkich, którzy wrzucili do puszki choć jeden grosik, były ostatnimi w historii tej fundacji.

Zlotto
zlotto@interia.pl