"Idol" i "Debiut" – czyli festiwal żenady trwa...

Od razu zaznaczę może, że nie będę się zbytnio rozwodził nas "Idolem" i jego krytyką. (No może odrobinkę! :)). Jak zapewne wszyscy wiedzą, albo i nie, jakiś czas temu zakończyła się druga edycja programu "Idol". W eliminacjach wystąpiło dużo ludu, ale do finału finałów dotarły trzy osoby. Może krótko, dla niewtajemniczonych, Krzychu – to zdeklarowany heavy-metalowiec. Wszystko co robił praktycznie zawsze było podporządkowane jednemu typowi muzyki. Bartek – typ żartownisia i jajcarza... Wprawdzie śpiewać nie umiał i nie umie, ale i tak na finał sobie zasłużył, choćby swymi pomysłami. Mariusz – tu najtrudniej będzie mi cokolwiek powiedzieć... Niby sympatyk rocka, ale wg mnie równie dobrze śpiewałby teksty durnych boysbandów. W moim odczuciu nijaki, choć wiem, że jest to opinia krzywdząca, ale spowodowana właśnie brakiem jednoznacznej deklaracji co do typu muzyki.

Sam finał poprzedziła wielka kampania marketingowa w miastach "idoli". Scenariusz zazwyczaj był podobny... Tłumy dziesięciolatek z balonikami "Idola" i "Polsatu" krzyczące do kamery "X na Idola, X kochamy Cię!!!" itp. Troszkę od tego schematu odbiegł właśnie Krzysiek Zalewski, który zorganizował w swej szkole koncert. Powiem jedno – "Future World" Hellowenu zagrali kapitalnie. Jeśli chodzi o sam koncert finałowy, każdy zaśpiewał wybrany przez siebie song oraz piosenkę wspólną napisaną na potrzeby programu. I tak – Mariusz wcielił się we Freddiego Mercurego - "Show must go on" – "przedstawienie musi trwać" (bo jak nie to Polsat straci dużo forsy). Krzysiek zaśpiewał "Jeremy’ego" Pearl Jamu. Wprawdzie za grungem nie przepadam, ale było całkiem, całkiem... I Bartek... Ten który nie potrafi śpiewać. Co więc zaśpiewał??? "Śpiewać każdy może" śpiewał kiedyś Jerzy Stuhr, śpiewał kiedyś Bartek Hom. W dodatku kapitalna była aranżacja tego kawałka. Finał finałem, wszystko co dobre, szybko się kończy... Wygrał Krzysiek, drugi był Mariusz, a trzeci Bartek... Przed ogłoszeniem wyników zaśpiewała także poprzednia "Idol-ka". Jako że nie przepadam ani za nią, ani za jej twórczością, powstrzymam się łaskawie od krytyki (ale jeśli takowa kogoś by interesowała zapraszam do lektury moich wcześniejszych przemyśleń). Co śmieszniejsze, ten lansowany przez program idol został przez wielce szanowne jury zjechany równo! Co? A jeszcze dwa miesiące temu tak małą Alę chwalili, i już im się nie podoba? Coś tu jest nie tak, tylko pytanie, czy to wina idola czy jury?

Jak sama nazwa wskazuje, tekst nazywa się "Idol" i "Debiut". Czas więc na... (reklamę!) część drugą. "Debiut" - czyli bilet do sławy, a ściślej do serialu polsatowskiego "Samo życie". Jeśli chodzi o jury – jest Mariusz Pujszo znany z roli we francuskim filmie "Królowie życia" i reżyser "Polish Kicz Projekt". Oprócz tego są jeszcze w jury inne osoby, zapewne również związane ze światem filmu {Zonk! Filmu i teatru.}. Bilet do sławy... Jeśli chcecie się pośmiać i zobaczyć, do czego zdolni są ludzie, by zaistnieć w telewizji, to jeden odcinek możecie obejrzeć. Ostrzegam jednak, że oglądanie tego w większej ilości może grozić zachwianiem zdrowia psychicznego. Jako przykład podam fragment jednego odcinka. Przychodzi dziewczyna, rozkłada nogi i udaje, że zaczyna rodzić... Stęka, sapie, słowem siódme poty z siebie daje, a któryś z facetów w jury mówi: "E tam... Poród... Pokaż nam jak Ci było gdy robiłaś to dziecko" albo jakoś podobnie. I dziewczyna zaczyna odgrywać tę scenkę... Zabawne? Nie, tragiczne! Jeśli jednak komuś z was zamarzyłby się "bilet do sławy" to raczej i tak nie macie szans. Czemu? Bo "te" miejsca są już zajęte przez ludzi, którzy próbowali się dostać do innych durnych polsatowskich programów. Pewnie nie wszystkie, ale niesmacznym jest gdy widzę np. gościa który do "Idola" próbował się dostać x razy, a w końcu dostaje "bilet do sławy". Ktoś może mi zarzucić, że moje oceny są pochopne. Przyznaję bez bicia, wytrzymałem 15 minut jednego odcinka. Wiem już, że było to przynajmniej o 15 minut za dużo!!!!

Na dzisiaj to już koniec... "Przecież ktoś musi to oglądać, skoro to kręcą". Kiedyś tak powiedział jeden z moich znajomych... Zwątpiłem, gdy zobaczyłem, który odcinek "Mody na sukces" leci w TV.

Zlotto
zlotto@interia.pl

PS. Nie mogę się doczekać "Big Wiśniewskiego" na TVN!!!