WYDARZENIA JEDNEGO DNIA
22 lutego 2003
Małysz mistrzem świata!! Małysz mistrzem świata!! Hurra! W końcu stało
się coś na co wszyscy czekali. Nasz najlepszy skoczek znów zwycięski!
Wiedziałem że jeszcze kiedyś będzie wielki. Wiedziałem że przyjdzie
dzień w którym wszystkim pokaże. Znowu jesteśmy górą. Wygrał w wielkim
stylu! Gdzie są teraz ci którzy kręcili nosami gdy trener Tajner nie
wystawił Adama do konkursów w Willingen? Gdzie ci wszyscy którzy otrą-
bili koniec Małysza po kilku nieudanych konkursach? Gdzie ci którzy
stracili wiarę w naszego orła? Dziś nie wystawią nawet nosa. A może
też się cieszą, w końcu to wielki sukces. Dla mnie, człowieka który
zawsze ma nadzieję i wiarę, to sukces podwójny. Nigdy nie kibicowałem
Małyszowi przesadnie, na zasadzie: "Dowal wszystkim", tak jak to robi
spora grupa Polaków. Dla nich jest bogiem gdy wygrywa, a nikim gdy
zdarzy się mu słabszy konkurs. Jeden z redaktorów regionalnego
podkarpackiego dziennika napisał kiedyś: "Nie musimy być Małyszami
w swoich dziedzinach bo mamy Adasia". Świetnie to ujął. Jak prosto ki-
bicować gdy jest dobrze. Jak trudno gdy jest gorzej, wtedy wychodzą z
ludzi pokłady złości, frustracji, rozgoryczenia i wczorajszy bohater
staje się antybohaterem. Ale to dziś nieważne, cieszmy się! przecież
znowu jest pięknie. Małysz mistrzem świata!!
22 lutego 2003
Zmarł profesor Lech Falandysz. Wybitny prawnik, karnista, autor wielu
artykułów i felietonów. Świeć Panie nad jego duszą. Choć mnie kojarzył
się tylko z pomrocznością jasną. Ale każdemu zmarłemu należy się sza-
cunek. Jedni mówią że był bardzo mądrym człowiekiem, takim jakich dziś
już mało. Drudzy - że naginał prawo do własnych wizji i celów, sprawiał
że służyło tylko wybranym. Wiele zdań o z pewnością niebanalnym czło-
wieku. Które jest prawdziwe, które najpełniejsze? Tego nie sposób
ocenić. Ja w każdym razie nie byłbym zdania że mądrych jest niewielu.
Spotkałem takich. Jest ich dużo. Są wokół nas, trzeba tylko dobrze po-
szukać. Dziękuję Bogu że ich spotkałem, dają mi wiarę w lepsze jutro.
W to że na tym świecie czeka na nas wielu wspaniałych ludzi, dla któ-
rych honor, godność, wolność, nadzieja to nie tylko puste słowa. Dają
mi wiarę w to że nie każdy musi dać się życiu i stać się szary. Nie
pozwolę im zszarzeć i oni nie pozwolą mnie. Dla nich warto żyć i warto
wierzyć w ideały. Kto wie, może kiedyś boleśnie się przejadę. Omnipo-
tencja i zbytni optymizm są niebezpieczne o czym się przekonałem.
W każdym razie dobrze że ich spotkałem.
22 lutego 2003
Okradli mojego kolegę. W cukierni, gdzie był z dziewczyną. Zabrali mu
portfel i telefon. Zdenerwował się ni na żarty, kopał w śmietnik.
Zareagowałbym podobnie gdyby to mnie okradziono. Kto wie, może nawet
serce podeszłoby mi do gardła. Za wrażliwy jestem. Zacząłbym żałować
że ludzie, w któych tak wierzę, są szujami. Zacząłbym się zastanawiać
skąd na świecie tyle zła, nędzy, chciwiości i żądz. A potem popatrzył-
bym w oczy kogoś bliskiego i powiedział: "To nic, ważne że ty jesteś.
I ważne że oni są". I poczułbym się trochę lepiej.
22 lutego 2003
"Every day for us - something new" - śpiewa James Hetfield. I ma całko-
witą rację. Każdy dzień jest piękny, choć niełatwy - przekonuje nas
Marek Jackowski. I też się nie myli. Każdego dnia człowiek się nad
czymś zastanawia, coś go cieszy, trapi, nurtuje. Czasem nie może oprzeć
się natłokowi myśli. Jako optymista patrzyłem na świat przez różowe
okulary. Jako wrażliwego od zawsze męczyły mnie pewne sprawy, od
których ostatnio uciekłem w ludzi i nadmierny optymizm właśnie. Parę
tygodni temu wszystkie myśli w końcu mnie dopadły. Czułem że tak
będzie, od dawna. Miesiąc temu, w arcie o studentach żegnałem się z
Czytelnikami na jakiś bliżej nieokreślony czas. Biłem się wtedy z hu-
raganem myśli natury sercowej, osobowościowej, egzystencjalnej.
Jednak nie mogę tak odejść, nawet na krótki czas. Byłoby to nie w moim
stylu. Jestem Wam coś winny Przyjaciele. Tyle mówiłem o optymizmie,
wolności i innych hasłach. Przez krótki czas nie potrafiłem odnieść
tego gadania do siebie, zatrzęsło mną poważnie (dość powiedzieć że
potraktowałem Lenina z sierpu). Jednak jest we mnie coś, co nie poz-
wala mi długo się martwić, nawet jeśli mam powód. W tym przypadku
iskrą na prochy okazała się pewna wspaniała dziewczyna, która niestety
ze mną nie będzie. Ona spowodowała huragan myśli i wątpliwości. Okaza-
ło się że optymizm i humor nie opuściły mnie ani na krok, a dziś
każą mi patrzeć nie za siebie, a w przyszłość i bezproduktywnie się
nie martwić. Teraz jestem silniejszy niż kiedykolwiek i jeszcze bardziej
przekonujący w tym jak postępuję. Gdyby cała sprawa mnie złamała,
wyszedłbym przed sobą i przed Wami na hipokrytę i egoistę który tylko
użala się nad własną osobą i nie umie postępować tak jak mówił. Dlatego
piszę ów art i ufam, że Qn`ik zamieści go jeszcze raz. To ostatni tak
emocjonalny tekst w moim wykonaniu. Zbytni ekstrawertyzm jest niebez-
piecznym zjawiskiem. Podobnie jak przesadna wiara w ludzi i świat.
Przesadzałem z tym przez ostatnie miesiące. Teraz trzeba wrzucić na
dystans. Sesja czeka. A ja jestem typem człowieka który nie lubi
poświęcać się czemuś cząstkowo. Dlatego przez następne parę miesięcy
nie ujrzycie mnie tutaj, gdyż poświęcę się nauce. Jak widać z pier-
wszych części tego arta, jadę na emocjach. Każde zdarzenie wyzwala we
mnie rzekę myśli i pytań. Trzeba się uspokoić. Ale i z tym sobie
poradzę, tak jak poradziłem sobie ze wszystkim ostatnimi czasy.
Trzymajcie się i niech optymizm Was nie opuszcza.
Donald
advocat@interia.pl
22-02-2003
Lenina kupię takiego samego jak miałem. Ponadto gorące pozdrowienia
dla Rainmana i wszystkich innych "zakłamanych optymistów" (vide
Piccolo, AM 34, tekst pod tytułem "Syndrom Pinokia"). Może jesteśmy
za młodzi. Twardzielami, jak wierzę, nie jesteśmy, twardziel to ktoś
sztuczny. Może za mało przeżyliśmy. Ale jeśli już znaleźliśmy się na
jakimś zakręcie, to potrafiliśmy do tego podejść prawidłowo, zrozumieć
że każdy dzień, nawet najgorszy, jest pozytywny gdyż wzmacnia, ubogaca
i czyni odpornym. Nie jesteśmy zakłamani. My JUŻ zmieniamy świat na
lepsze, pamiętajcie.