Oddychać głęboko
Moja ulubiona płytka...
Piosenki grane w losowej kolejności
w moim pokoju pusto, zimno mi
nie ma tutaj nic
wracam znów nad ranem
nie wiem skąd
muszę gdzieś się skryć
Wspaniały jest moment, gdy minie już ten
deadline. Świadomość, ze jest już po. Gdy nie
można już patrzeć w stronę komputera, przy którym
spędziło się kilka ostatnich dni. I przychodzi
ochota, by zająć się czymkolwiek, tylko nie
tym. A najlepiej niczym specjalnym, niczym
konkretnym, niczym. Oddychać.
Można zjeść już połowę czekoladek z pudełka
i właśnie sięgać po następną, albo liczyć
listki na gałązkach paprotki i doszukiwać się
w abstrakcyjnych wzorkach na dywanie jakiejś
symetrii i logiki. I oddychać głęboko. Albo wsłuchiwać
się w dźwięk ciszy, długi i kojący, albo
lepiej w piosenki z ulubionej płytki puszczane w
losowej kolejności...
to wszystko czego chcę
to wszystko czego mi brak
to wszystko czego ja
nigdy nie będę miał
Herbata smakuje jak herbata. Zawsze. Hmm... a mi
się wydaje, że za każdym razem inaczej. Gdy
pije się ją w takich ilościach... połową
smaku staje się aktualny nastrój. Jakbym wypijał
go razem z herbatą. Czasem rozluźniający,
czasem rozgrzewający, pobudzający, czasem, dziś...
przepełniony oddechem. Swobodnym głębokim
oddechem chwilowej, może kilkudniowej wolności.
Raczej kilkudniowej. Ten stan na to zasługuje,
by go rozciągnąć, przedłużyć. To uczucie,
że nie trzeba się nigdzie spieszyć, za niczym
gonić. Zapomniałem już, jak to jest, ile błogiej
przyjemności czerpać z niego można. Ile
spokoju.
Potrzebowałem tego. Bóg jeden wie, jak bardzo
potrzebowałem, jak tęskniłem. Za chwilą
nicnierobienia, ciszy, oddechu. Tak odmienną od
ostatnich tygodni, miesięcy. Od zabieganych,
nieprzespanych i z zaległościami, zapracowanych.
Nie myśli się o odpoczynku, bo brakuje czasu,
by odpocząć i na to, by o tym pomyśleć...
Gdy nie masz czasu by choć na kilka chwil,
niewymuszonych, przystanąć i przemyśleć to
wszystko, coś zaczyna się w tobie psuć. Gdy
nie znajdujesz chwili, by odetchnąć, zaczynasz
się dusić. Nie wytrzymujesz narzuconego sobie
tempa. Bez powierza wzrok zachodzi ci mgłą.
Przestajesz dostrzegać to, co sprawiało ci
zawsze radość. Zbytnia intensywność rozstraja...
Paradoksalnie ta intensywność, do utraty tchu,
tempo, które sam wdrożyłem włąśnie po to,
by czerpać więcej radości...
Popełniłem błąd?
tak zawsze genialny, idealny muszę być
i muszę chcieć super luz
i już setki bzdur
i już to nie ja
Stworzyłem sobie ideał. Co ciekawe nieoparty na
żadnej konkretnej osobie. Nie. Wykreowany z własnych
pragnień. Znaczyłoby to, że robię postępy.
Gdybym tylko jeszcze nie stworzył go podświadomie,
nie mając o tym pojęcia...
Pewne inspiracje mimo wszystko jednak były. Pamiętam
imponowali mi ludzie wiecznie zajęci, zalatani,
którzy zagadnięci "Część", odpowiedzą
"Nie mam teraz za bardzo czasu..." Dziś
wydaje mi się to absurdem, ale tak właśnie było.
Zapatrzenie, idealizm, tacy to muszą być szczęśliwi...
Jak wielu ludzi narzeka, że ich życie jest
takie szare, bez wyrazu. Doświadczyłem czegoś
odwrotnego. Stało się naraz tak kolorowe,
nasycone, że aż zrobiło mi się niedobrze.
Zbyt kolorowe, a przez to rozmazane, bez wyrazu.
Z jednej skrajności w drugą. Odpowiadając "Nie
mam teraz czasu" nie czułem się wcale szczęśliwy,
nawet nie próbowałem sobie tego wmawiać.
i nagle skończy się to wszystko w co wierzysz
co kochasz zasypie śnieg
dziki uniesie Cię wiatr
upuści Cię nagle
uderzysz
ufałeś mu tak
Coś się wtedy wydarzyło. W zasadzie nic szczególnego.
Parę drobiazgów nastąpiło dość szybko po
sobie. Osobno zdawały się bez znaczenia, ale
konkluzja płynąca z całokształtu dawała do
zrozumienia tak silnie... Tak dobitnie jak nigdy
dotąd, ze "w razie czego" liczyć mogę na
siebie. TYLKO NA SIEBIE. Założenie, idea
obdzielania optymizmem, entuzjazmem, energią
wszystkich wokoło, każdego, a jeśli jej
zabraknie, oparcie, zwrócenie się, zaczerpnięcie
i odzyskanie wielokrotnie więcej.... Ale nie...
Masz swój rozum? Polegaj na sobie. Tylko. Co?
Nie dasz rady?
A do tego jeszcze nasilające się zmęczenie,
brak czasu, sił i środków. Zdany na siebie.
Urwała się motywacja, dezintegracja, umarł
idealizm.
ja, jeden z was
uśmiech skrada się przez twarz
ja, namiętnie gram
wiesz inaczej nie mam szans
ty...
Doczekałem się. Chwili na oddech. I znów
potrafię widzieć, słyszeć, czuć, złapać
rytm. Dostroić się. Ustalić to swojego głosu
i nie pozwoli, by rozdzielił się na mniejsze
szepty, słabe, fałszujące, które zaraz zagłuszy
szum ulicy. Nie rozmieniać się na drobne. Nic
ci to nie da.
"Nie wszystko możesz mieć". Ale dostaniesz
to, co obierzesz sobie za najważniejsze. Jeden
cel zamiast dziesiątek, ale ten najistotniejszy,
ten twój, tylko twój. Uwierz w niego. Zobacz go.
Idź. I nie bój się popełnić błędu. Popełnisz
z pewnością, niejeden. Nie bój się wątpliwości.
Na pewno się pojawią. Ale nie bój się.
wiedz
wiedz że nie poddam się
dopóki czuję gdzieś
płynącą we mnie krew
póki smak życia w ustach mam
póki zapach traw wciąż ogłusza mnie
Ważne jest aby oddychać. Wydaje się taka
prosta czynność. Taki naturalny odruch. A tak
ławo o niej zapomnieć. Nawet nie zauważasz,
kiedy nie płynie już życiodajny tlen. Kiedy
jego miejsce zajmą spaliny, zatrują organizm,
stopniowo aż do utraty przytomności. Czujesz,
że coś w tobie umiera. Jak we mnie umierało
przez ostatnie tygodnie. Spostrzegłem się jak
zwykle za późno. Trochę tak jakbyś chciał
poruszyć ręką i odkrył, że nie masz w niej
czucia. Jakbyś spróbował posłać ciepły uśmiech
i odkrył...
Zwrócić życie martwym tkankom, wartościom
ideałom i poglądom. Czy to w ogóle możliwe.
Jeśli one pierwsze nie wytrzymały braku
powierza, to czy nie poddałyby się prędzej,
czy później. Nie wiem. Wiem, za to, że nadwyrężona
psychika będzie to odchorowywać.
A jest teraz słaba. Skąd ta pewność. Taki
miernik odkryłem, specyficzny. Poznaję, widzę
po tym, jak piszę i czy w ogóle mam na to ochotę.
Po prostu, im lepszy nastrój, silniejsze
poczucie własnej wartości, tym lepiej, trafniej
myśli zawierają się w słowa. A gdy jest
odwrotnie... No właśnie. Poczułem nieodpartą
chęć zrobienia sobie paromiesięcznej, bo teraz...
Teraz wróciłem do sytuacji sprzed pół roku, z
początku. Znów nie mam pojęcia, czy te ślady
ołówka są coś więcej warte. Czy ktoś, oprócz
mnie je zrozumie.
Ale ciągle chcę coś powiedzieć. Dlatego po
następnym kawałku bęą zyste myśli,
kwintesencja.
otwórz oczy zobacz sam
przed nami mgła
Ten jeden powód, ten jeden cel. On ci kiedyś
zniknie z horyzontu. Kiedy spuścisz go na chwilę
z oczu. Wtedy nie idź z przyzwyczajenia dalej w
tamtą stronę licząc, powtarzając sobie "bo
coś tam kiedyś świeciło"
Nie gnieć, nie depcz swoich wątpliwość. Są
zbyt cenne. To właśnie znaki, ze cel znajduje
się już gdzie indziej. Wątp. I wątpiąc
koryguj woje ambicje.
Ni bój się bać. Bądź świadom, czego się
boisz, tego drugiego dna. Istoty. Poznaj ją,
zaakceptuj, pokochaj, nie bój się.
Popełniaj błędy. Od tego w końcu są.
Korzystaj z nich. Ucz się.
Zrozum siebie Poznaj siebie. I bądź
autentyczny, mów sobie prawdę.
O sobie o świecie.
Ni wmawiaj sobie, sztucznie, co czujesz, jak
czujesz.
Gdy czujesz, nie definiuj, nie szufladkuj, nie
nazywaj, nie myl, nie myśl o tym
Tylko czuj, autentycznie, szczerze, głęboko.
Oddychaj głęboko.
zamykam oczy
nie chcę widzieć
nie chcę czuć
czy to koniec już
to koniec już
Odezwę się jeszcze.
(obiecuję)
Rainman
luty 2003
shappy_rainman@gazeta.pl
PS. Czytajcie Kącik Opowiadań :-)))
PS2. Pisane kursywą fragmenty piosenek pochodzą
z płyty Myslovitza "Miłość w czasach
popkultury" (kolejność losowa)
PS3. Union Jacku - Czemuś, a czemuś mi nie
powiedział, że mój kawałek w "Dlaczego
piszemy" jest parokrotnie dłuższy od reszty...
Napisał bym jeszcze raz, krócej i bardziej z
sensem...
PS4. Chciałbym podziękować osobnikowi ukrywającemu
się pod wieloma ksywkami i pod jedną obiegową
("Pewien Gość") za zjechanie od góry do dołu
mojego arta (nareszcie ktoś!)
Krytyka jest mi potrzebna, bardzo.
Jeśliby ktoś miał ochotę przejechać się po
tym arcie, nie bronię
PS5. Tylko ręce precz o Myslovitza, bo...
|