Bez tytułu


          Czasami bajki nie mają tytułów. Istnieją, ale ich byt jest kulawy, przez to, że nikt nie wysilił się, by nadać im nazwę. Nie są to bajki szczęśliwe, najczęściej wrzucone są do worka z napisem: dramat. Opowiadają o skrzywdzonych kobietach, molestowanych córeczkach, gwałconych i bitych żonach.
          Ich cechą jest nierealność (zresztą czy widział ktoś bajkę opartą na faktach?), cudowna i bezpieczna. Zawsze możemy otrząsnąć się ze zdumieniem i grozą i westchnąć: "Jak to dobrze, że mnie(nas) to nie dotyczy".

          W naszym patriarchalnym świecie nie ma na nie miejsca. My wierzymy na słowo, że gdzieś tam daleko są maltretowane kobiety, ale nas ten problem nie dotyczy. My wierzymy, że odrzynanie łechtaczki jest czymś obrzydliwym, ale takie praktyki nie odbywają się u nas, tylko w tych barbarzyńskich krajach. My wierzymy, że istnieje dyskryminacja, ale tak jakoś się z nią nie zetknęłyśmy.
          A skoro w naszym świecie nie występują takie okropności to po co sobie nimi zawracać główkę...?

          Nasz świat jest cudowny, lepszy. De facto quasi-patriarchalny, bo przecież to kobiety są szyją, która kręci męską głową. (Lubimy się łudzić.) Mężczyzna w tym świecie nie może skrzywdzić kobiety, wszak wszyscy jesteśmy ludźmi. Ludźmi, w naturze których leży miłość. Wzajemna i wszechogarniająca. To oczywiste, naturalne i zrozumiałe. (Jak magiczne jest słowo: naturalne. Sugeruje, że coś zapisane jest w nas i że jest prawidłowe, bo wynika z natury.) I nawet jeśli słyszymy o gwałtach winimy za nie kobietę, nie mężczyznę. "Miała za krótką spódniczkę i buty na obcasie", "Była pijana", "Prowokowała (słowem, zachowaniem)" - lubimy powtarzać takie argumenty, by czasem nie zachwiał się nasz pewny światopogląd ("Mężczyźni po prostu muszą rozładować napięcie seksualne, a skoro okazja sama wchodzi im w ręce... Oni już tacy są i trzeba to zrozumieć...") i byśmy czasem nie stracili gruntu pod nogami. A grunt to natura i miłość.
          Nawet seksizm nie jest niczym złym, może wręcz należy go traktować w formie komplementu? Nie szkodzi, że mężczyzna mi mówi, kiedy coś źle zrobię: "Wiadomo - kobieta", bo przecież prawdą jest, że on potrafi zrobić coś lepiej. Tak napisano w książce "Płeć mózgu", czytaliście to? (Pseudonaukowy bełkot - odpowie ktoś z cywilizowanego świata, a my wtedy będziemy mogli się obrazić, bo u nas ta książka jest biblią. Co on tam wie?! - zakrzykniemy chórem.)
          "Mężczyźni są wzrokowcami i potrzebują popatrzeć na piękną kobietę, a że zdarza im się komentować... Taka ich natura. A dowcipy o kobietach są po prostu śmieszne - najlepsze są te o blondynkach" (Dlatego same kobiety uczą się ich, by potem móc "zakasować" mężczyznę, który opowiada seksistowskie kawały? "Będę równa babka i opowiem mu ostry żart o kobietach" - i nie zauważam, że w ten sposób ja kobieta poniżam kobiety... Poczucie humoru jest wszakże jedną z pożądanych cech...)

          Tak... Nasz piękny, naturalny świat jest najlepszym miejscem na ziemi. Co tam Holandia, Szwecja, Belgia! Co tam U.S.A.! My tworzymy własną kulturę i nie będziemy od nikogo się uczyć. My wiemy lepiej co dla nas dobre. My z radością godzimy się na swoją kobiecość i męskość. My za nasz wizerunek Matki - Polki damy się pokroić.

          Jeszcze Polska...

BrightWitch