Co
pani z tą strzykawką?
Ach ta nasza służba zdrowia,
nic tylko pije, ćpa i takie inne rzeczy wyprawia. Ostatnio (czytaj:
wczoraj) dane mi było spotkać się z panem w białym fartuchu. Jaki był
powód? Otóż na lekcji W-F-u grałem w piłkę. W jednym momencie tak
niefortunnie się zamachnąłem, że zamiast w piłkę z całej siły
przygrzmociłem stojącej obok ławce. I w taki sposób złamałem sobie
niegroźnie duży paluch. Jako, że była to moja ostatnia lekcja to
pielęgniarki nie było. Toteż stwierdziłem, że najlepiej zrobię jak
pójdę do domu. Cudem przeszedłem 3 kilometry. Zmęczyłem się jak świnia,
ale siedziałem już na łóżku. Po krótkiej konsultacji z rodzicami
zostałem zawieziony do szpitala. W szpitalu stwierdziłem, że widok człowieka
w jednym klapku i adidasie nie jest niczym nadzwyczajnym. To ja byłem
przerażony tym co tam zobaczyłem. Pod ścianami siedzieli ludzie w
dziwnych pozycjach, poowijanymi głowami, nogami i innymi kończynami.
Pierwszy krok to rejestracja. Pani w okienku pytała się mnie o wiele różnych
rzeczy, najczęściej odpowiadałem poprzez wymienianie liczb. Wszystko
było dobrze do póki babka nie zaczęła się pytać o numery książeczki
ubezpieczeniowej, jakieś świstki ze szczepieniami i Bóg wie jeszcze o
co. Po tych wszystkich przejściach, poruszając się tempem żółwia
przemieściłem się do poczekalni. Na ortopedii było dość mało osób
co mnie zadowoliło. Nie czekając długo moim oczom ukazał się
doktor. Zaprosił mnie do gabinetu. Facet był bardzo śmieszny, miał
poczucie humoru, żartował z pielęgniarkami. No nie powiem te to chyba
zaraz po studiach były bo niczego sobie (pewnie dlatego taki wesoły był
:)). Gdy zdjąłem mój prowizoryczny opatrunek doktorek obejrzał
palucha, coś tam pogadał i zaczął obmywać ranę, zawinął go z
powrotem i dał mi świstek bym udał się na pierwsze piętro na RTG
(zdjęcie Rentgenowskie). Jak się spytałem jak tam dotrzeć to mi
powiedział, żebym szedł po strzałkach. W iście powolnym tempie wlokłem
się poprzez korytarze i korytarzyki aż wreszcie trafiłem na windę, a
właściwie to kilka w tym tylko jedna była czynna. Wsiadłem i nacisnąłem
1. Ku mojemu zaskoczeniu pojechałem na dół. Winda się otworzyła i
nikt nie wsiadł za to ja wysiadłem. Moim oczom ukazał się napis
"Niski parter". Trochę podenerwowany udałem się na górę
modląc się żeby tylko nie było czegoś takiego jak "Wysoki
parter" i pilnując by mi klapek z nogi nie spadł. Wlazłem w końcu
na to piętro i dalej poszedłem po strzałkach. Trafiłem akurat na
sprzątaczkę która myła podłogę. Oczywiście wlazłem jej w drogę,
a ta popatrzyła się na mnie jak bym jej co najmniej matkę zabił. Coś
mruknęła, zgrzytnęła zębami i nic nie powiedziała, ale jak już byłem
daleko usłyszałem jak to skarżyła się jakiemuś facetowi, że to
teraz ludzie cudzej pracy nie potrafią uszanować i na świeżo umytą
podłogę włażą jej z buciorami. Ja przepraszam, ale latać jeszcze
nie umiem. Dotarłem do tego RTG i zostałem wprowadzony do dużego,
ciemnego pokoju z dużą ciemną maszyną. Noga na stół i już miałem
dwa zdjęcia, jedno z przodu, drugie z profilu. Za jakieś 5 minut dostałem
zdjęcie mojego palucha. Ciekaw byłem co tam jest i popatrzyłem pod światło.
Nic szczególnego nie zauważyłem. Pocieszając się w duchu, że
chociaż noga nie jest złamana udałem się w drogę powrotną.
Przechodząc obok sprzątaczki tupnąłem kilka razy moim adidasem aby móc
się rozkoszować nerwowymi głosami za moimi plecami. Trzeba powiedzieć,
że gdyby nie te strzałki to nawet w drogę powrotną mógłbym nie
trafić. Pomijając ten fakt dostałem się do gabinetu. Doktorek
zobaczył, pomyślał i powiedział, że złamanie jest, ale nie ma
sensu z powodu palucha wsadzać nogi w gips do kolana. Od tego czasu
zacząłem jedynie przytakiwać i śmiać się na reakcje doktorka.
Trzeba powiedzieć, że mówił fajnie. Uwzględniał przy tym wszystkie
potrzebne rzeczy. W rozmowie z nim nie zauważyłem nawet, że za moimi
plecami skrada się pielęgniarka z igłą w ręku. Zupełnie z
zaskoczenia walnęła mi zastrzyk w rękę. Nienawidzę takich momentów.
Wychodząc z gabinetu miałem lepszy humor niż przed wejściem.
Obecnie mamy nagonkę na
lekarzy. Nagłaśniane są sprawy alkoholizmu wśród "białych
fartuchów". Nie będę się kłócił, że to wszystko jest tylko
winą dziennikarzy. Moim zdaniem dobrze robią nagłaśniając takie
sprawy. Ludzie powinni wiedzieć o tym, ale powinni wiedzieć też o tym
że nie wszyscy lekarze są tacy. Dla mnie króciutki pobyt w szpitalu
był bardzo miły. To nic, że mnie cholernie przypiekało jak mi
oczyszczali nogę, to nic, że musiałem się przejść po kilku
korytarzach, to nic, że w tej chwili siedzę w nietypowej pozycji
odsunięty od monitora o trzy razy większą odległość niż zazwyczaj
i piszę ten tekst 24 punktową czcionką bo w innym wypadku nic bym nie
przeczytał (okularów nie noszę). Odwiedziny w szpitalu wspominam miło
i życzę wszystkim by trafili na właśnie takich doktorków.
Dishman
dishman@poczta.fm