Ból samotności...

...czuję, zimno mi, jeśli czuję, to znaczy, że ciągle żyję, ale czy warto? Czy na prawdę, dlaczego?

Deszcz, który spada z góry, jak słowa obarczające mnie winą, jest ciepły, dzięki temu świat wydaje mi się lepszym, chociaż czy na pewno? Krople deszczu spływają po mojej twarzy, dobrze, że pada, przynajmniej przechodząca obok, młoda kobieta, nie będzie widziała moich łez. Ale dlaczego ja płaczę? Przecież Samotność, nie jest warta łez, a tyle już się ich wylało, że niejeden Ocean Samotności został już nimi wypełniony. Płaczę, czy to ze Szczęścia? A może Ból wywiera na mnie presję, którą chcę odreagować płaczem...zbliżam się do celu, most jest już o kilka metrów ode mnie, co mnie ciągnę w jego stronę? Dlaczego idę w to miejsce? Czy aby to na pewno mi pomoże? Mnie może tak, ale co będą czuli przez to znajomi? Nie wiem, nie chcę o tym teraz myśleć, już parę kroków dzieli mnie od schodów, prowadzących, w moim mniemaniu, do Szczęścia, do Krainy Bez Bólu - Samotności...Deszcz, pada coraz mocniej, czuję go na całym ciele. Stoję już na moście, z tego miejsca świat wygląda inaczej, moje plany co do mostu, również... wiem, mogę zrezygnować, nie muszę skakać, ale rezygnując z tego, rezygnuję ze Szczęścia, Miłości..... chociaż wmawiano mi, że tylko tchórze, osoby bezradnie rozkładające ręce, decydują się na samobójstwo, ja takim nie chcę być ! Tylko dlaczego jest tak, że na świecie Miłości nie wolno szukać, tylko trzeba na nią czekać? Tak wiem, wydać się może śmiesznym, że ja dopiero mam całe życie przed sobą, ale nie wiem za którym zakrętem, za którym domem, za którą ulicą spotkam LOS, PRZEZNACZENIE, tego nie wiem, nie chcę wiedzieć...mam jeszcze dużo czasu, rodzice nie wiedzą, że jestem teraz tu, myślą, że siedzę z przyjaciółmi, w domu, że oglądamy film, bawimy się razem, że jesteśmy weseli, że na twarzach naszych gości uśmiech, którego coraz mniej na tym świecie, ale nie, nie jestem tam, z Nimi, nie, bo muszę coś zrobić, ciągle nie jestem pewien, czy aby na pewno powinienem? Wiem, że mam przyjaciół, doszedłem nawet do wniosku, że póki się jest młodym, to powinno się przebywać w ich otoczeniu, bawić się, bo na miłość przyjdzie czas, dla każdego z nas przyjdzie.... tylko dlaczego ci, którzy mają tych "bliskich", wokół siebie, mówią, że ich kochają, a tak na prawdę, to są z nimi, może nieświadomie, bo wydaje im się, że się "kochają", czyli oznacza to, że do końca życia będą już ze sobą? nie, przecież, to nie jest zbytnio realnym stwierdzeniem.... mniejsza o to, to ich życie, ja mam swoje, trudno, jeszcze nie napotkała na mnie Miłość, za to widzę już w oddali Śmierć, idzie wprost do mnie, wiem, że tu przyjdzie, a może z Nią pogadam? może coś da się załatwić? nie, w to też nie wierzę, tak samo jak w Miłość? ale przecież mam dowody, wiem, że Ona istnieje, może ze mną jest coś nie tak, może za mało się starałem, nie, to głupi powód, bo o Nią nie można się starać, Ona musi sama wyskoczyć z ciemności, przeskoczyć do naszego, ciemnego świata i swym blaskiem rozpromienić nam spojrzenie na świat, wtedy dostrzeżemy piękno, a teraz? teraz jest zbyt ciemno, bym mógł cokolwiek zobaczyć, przynajmniej nie widzę, Szczęścia, Miłości... jedyne co widzę, odczuwam, to Ból, przychodzi zawsze wtedy, kiedy siedzę z przyjaciółmi, kiedy to widzę, jak są wtuleni w szczęście miłości... wtedy to smaga mnie biczem, który jest upleciony z wspomnień i smutku, czuję każde smagnięcie, które po sercu ślizga się niczym moje myśli po głowie, wiem, że krew cieknie, znowu będą plamy na sumieniu, znowu będę musiał się obmyć, który już raz, żeby zapomnieć o krwawiących ranach, a może postąpić powinienem inaczej? może by tak wziąć do ręki Sól Samotności i posypać nią rany? może ten ból, to cierpienie, przyda się w późniejszym czasie? może, kiedy już napotkam na Miłość, docenię jej bliskość?..... czas biegnie, staję na poręczy, szumi mi w głowie, myśli uwijają się w ukropie, by odwieźć mnie od tej decyzji, ale nie, postanowiłem już, nawet one mi nie pomogą... spojrzenie w dół, ciemno, spojrzenie w górę, ciemno, spojrzenie przed siebie, jasno ! może jest jakaś nadzieja? ale zaraz odbiegam od tej myśli, to tylko błyszczy kosa śmierci, odbijająca moje myśli, które wracają do mnie z większą mocą, myśli o Szczęściu... nie mam się nad czym zastanawiać, przecież i tak zaszedłem już daleko, chociaż wiem, że mogę zrezygnować, a może by tak... tak ! przecież to, że nie napotkałem jeszcze na Miłość, że nie potknąłem się o Kamień Szczęścia, lądując w ramionach Tryumfu, nie znaczy, że nie spotkam Jej nigdy ! przecież zawsze mogę liczyć na przyjaciół, oni mi pomogą, zawsze pomagali, dzięki nim nie myślałem o tym, tak, oni są dla mnie ratunkiem, z nimi przejdę przez Busz Młodości, a później przez Pustynię Starości, ale wiem, że nigdy nie będzie mnie suszyło, bo wiem, że będę miał przy sobie manierkę, z Miłością, zawsze będę mógł, dzięki Niej, iść dalej.... ach, czuję się lepiej, myślę, że dobrze postąpię, nie skoczę, widzę, jak pustym wzrokiem spogląda na mnie Śmierć, próbuję się uśmiechnąć, przekazać Jej, że na mnie jeszcze nie czas, wtedy Ona otwarła swe usta i wydała dźwięczny, gardłowy, śmiech, uszy me przeszył przeraźliwy dźwięk, a chwilami muskane były Szeptem, który wypowiadał: "Skacz...", ale nie mogę, podjąłem decyzję, nie skoczę... Śmierć zawraca, wokół robi się cicho, słyszę, słyszę śpiew ptaków ! A może to moje wnętrze? Z nieba spada na mnie, już nie deszcz, a promień słońca, który liże mnie po skroniach, myślę w głębi, że dobrze postąpiłem, pora wracać do domu, do przyjaciół, spoglądam raz jeszcze w dół, oczami wyobraźni widzę w dole siebie, swoje ciało, w ekwilibrystycznym ułożeniu, mało krwi, tylko wokół głowy, ale nie ma co, muszę wracać, odwracam się na poręczy..... cisza, ciemność, głuche jęki wdzierają się w moje wnętrze, które napełniło się nadzieją, teraz jest zajęte strachem, wiatr huczy, nie, to Ona, Śmierć, śmieje się, drwi ze mnie, tak to Ona, Ona mnie popchnęła..... spadam ! Dlaczego? Ja chcę żyć ! Chcę pokonać Ból ! Nie ! Nie ! Nie ! Nie mogę umrzeć, ciągle spadam, ile to można spadać? Świat cały wiruje, już nie słyszę ptaków, już nie ma promieni słońca...... już nie ma mnie...... oczy, choć otwarte, już nie zapisują obrazu świata, teraz są drzwiami, którymi umyka dusza, spoglądając na ciało, w którym to, jeszcze przed chwilą, toczyła walkę ze Śmiercią, z Bólem, walka była nierówna, Śmierć okazała się bardziej podła.... ciągle jeszcze spogląda na ciało.... z kieszeni, na wpół wytartych spodni, przypominających wycieczki w gronie przyjaciół, wychyla się na świat mała, biała, pomięta karteczka....

Przy ciele chłopaka, który skoczył z mostu, znaleziono kartkę, na której ofiara napisała:

"Zrobiłem to, bo chciałem się przeciwstawić Bólowi, który dręczy nie tylko mnie, ale i wiele innych osób, nie chodzi o ból fizyczny, chodzi o uczucia. Oddałem się w ręce Śmierci jako ofiara, może będzie to przestrogą dla innych, że nie powinno się podejmować takich decyzji w tak młodym wieku, bo nie wiemy czy jutro nie spotkamy Miłości. Uczyniłem to, może tyle wystarczy, aby Śmierć nie przychodziła już po zrozpaczonych brakiem Miłości?

Ps.

Przepraszam Was, rodziców, znajomych, przyjaciół.... dziękuję Wam, wiem, że zawsze byliście ze mną, pomagaliście mi, byliście podporą, nie doceniłem tego? Proszę innych, zrozpaczonych, aby korzystali z rąk, wyciągniętych ku nim, bo to są ręce, które chcą Was wyciągnąć z ciemności..."

 

Zwariowany, ale oddany - eSiu