ZNUDZIŁO MI SIĘ ŻYCIE …
 

Znudziło mi się życie. Po prostu. Mam go dość.
Jednak nie mam na tyle odwagi, aby się go pozbyć. Czytacie to. Myślicie: „ Ile ten gość ma lat???”, ”Co to za bzdury??” Mam 15 lat. To mało. Może to ten bunt młodzieńczy. Wszyscy teraz o tym gadają. To ostatnio modna wymówka na wszystkie kaprysy młodzieży. Mam tego dość. Zmęczyło mnie to życie. Jedyne, co jeszcze sprawia mi radość to muzyka. Słucham jej prawie bez przerwy. Poza szkołą, oczywiście.
Szkoła.
Nie jestem kujonem, ale uczę się dobrze. To podobno moja przyszłość. To mnie wkurza.
Te lata, które powinny minąć beztrosko, dla niektórych są prawdziwą szkołą życia…

A w TV w kółko gadają o zamachach, o wojnach, o końcach świata, o naszych popieprzonych politykach. To mnie słabi. Przytłacza. Bez przerwy to samo. Nie chcę się dogłębnie wypowiadać na ten temat, bo został on poruszony w wielu innych artach.
Codziennie rano wstaję, idę do szkoły, wracam do domu, śpię, wstaję…. I tak w kółko. Wszystko takie monotonne i …. Normalne…. Żadnych odskoczni od rzeczywistości…
I to chamstwo w szkole…. Kiedyś niechcący „wpadłem” na jakąś dziewczynę:
- O kurczę, sorry, nic Ci nie jest ?
- Spier##$aj.
Za co mnie wyklęła ?? Za to, że ją przeprosiłem i spytałem czy nic jej nie jest ? I tak wszędzie. Na każdym kroku ktoś przeklina, wyzywa i nie przejmuje się nikim i niczyimi uczuciami…
Inny przykład.
Jest przerwa. Goście z naszej szkoły wychodzą przed budynek i .. palą !!! Przed szkołą lub trochę obok za jakimś drzewem. To nie są jacyś szesnastolatkowie. Niektórzy z nich chodzą do 6 klasy !!
Stoją, trzęsą się jak gówna na mrozie, zamiast przecinka, mówią kurwa, ale słowo PRZEPRASZAM nie przejdzie im przez gardło…
W końcu piątek, po lekcjach. I weekend. Wszyscy wokół mnie snują plany na te „ niezwykłe” dwa dni.
A ja ?
Nie.
Kiedyś, gdy nadchodził piątek byłem zadowolony, radosny, nie mogłem się doczekać końca lekcji. A teraz ?
Nawet mnie to nie rusza. Nic. Wcześniej umiałem sobie zorganizować czas. A teraz ?
Te dwa dni spędzam nudząc się niemiłosiernie. Nie robię nic. No, może poza słuchaniem muzyki. To czasem pozwala mi się odprężyć. Jednak ostatnio coraz rzadziej…
Może chodzi o kontakty towarzyskie ?
W klasie jest pełno kumpli, pełno kumpeli i… ONA …
Na pierwszy rzut oka niewyróżniająca się z tłumu. Jednak coś przyciąga moją uwagę.
Doszła do naszej klasy z niewielką grupką innych szarych ludzi. Normalna, jak już mówiłem niewyróżniająca się z tłumu. Tak było cały czas.
Jednak później zmieniła się. Zwróciła moją uwagę. Dziwiłem się sobie. Zakochałem się. Tak mi się wydawało. Wydawało mi się to głupie. Mam w końcu tylko 15 lat. Co ja mogę wiedzieć o miłości??
Starałem się do NIEJ jakoś zbliżyć. Nasze stosunki układały się całkiem dobrze. Jednaki to mi nie wystarczało. W końcu próbowałem z NIĄ o tym pogadać. Nie dało się.
Wokół kręciło się od innych „lepszych” adoratorów. Każdy dowcipniejszy od drugiego. Każdy coraz bardziej żałosny.
Dowiedziałem się, że ma chłopaka. I wtedy się zastanowiłem:, Co ja od NIEJ chcę??
Nie chciałem z NIĄ „chodzić”. To słowo mnie wkurza. Chciałem być blisko NIEJ, pomagać JEJ w trudnych chwilach, wspierać…
W końcu pogadaliśmy o tym. Efekt?? Zgadnijcie. Kosz.
Właściwie się tym tak nie przejąłem. Byłem jednak pełen podziwu dla NIEJ i JEJ zachowania.
To ONA pierwsza zaczęła tą, tak trudną dla mnie rozmowę. Zrobiła pierwszy krok. Coś, czego nie mogłem zrobić przez ponad 1,5 roku.
W końcu poddałem się. Nie miałem już siły. Jednak nadal wierzę, że coś się zmieni…
Powyższe wydarzenia tylko bardziej utwierdziły mnie w moim przekonaniu „ Nie chce mi się żyć.”
Nie, nie z powodu dziewczyny. Z powodu wszystkich. Wszyscy są tacy sztuczni, każdy patrzy tylko na siebie…
A moje marzenia?? Fantazje??
Kiedyś chciałem zaistnieć w AM. Napisałem kilka artów. Jednak nie wysłałem ich. Dlaczego?? Po co?
Żeby spotkały się z krytyką Eddiego, Pasibrzucha??? Żeby zrównali je z ziemią?? Czy w ogóle byłyby zamieszczone? Po co?
Widzicie??
Boję się nawet głupiej krytyki. Krytyki obcych mi ludzi. Więc po co piszę ten art ?
Chcę komuś o tym opowiedzieć. O tym, co czuję, co przeżywam, co tłumię głęboko w sobie.
Ale to nie to samo, co rozmowa. Ale, z kim mam rozmawiać??
Z kumplami ??
Ich interesują tylko fajki, wóda i „laski”, czyli dziewczyny.
Czy ja jestem znowu taki świętoszek??
Nie.
Wiem jak smakuje alkohol. Piłem go. Nawet często. Dlaczego??? Bo tak. Inni pili to ja też. Poddałem się „presji otoczenia”.
Ale to było kiedyś. Teraz nawet tego mi się nie chce.
 

Nawet ten art jest taki nieskładny…

Naczytaliście się tyle o samobójstwach, depresjach … itd....
Ten jest na pewno podobny. Nie wyróżnia się niczym. Teraz nawet śmierć nie robi na nikim wrażenia. Ludzie ją zaakceptowali.
Czytając to myśląc, że ja jestem taki. Grzeczny??
Nie.

Czym się kierowałem, pisząc to??
Niczym.
Chciałem się po prostu „wygadać” …
 

......