"Magia trzyma się dobrze."

by

UnionJack

Na początku, gwoli ścisłości, zaznaczę, że mamy wiek dwudziesty pierwszy.

Lista osiągnięć naszego światłego gatunku do krótkich nie należy. Tak się bowiem składa, że odkryliśmy Amerykę, ujarzmiliśmy atom, sklonowaliśmy owieczkę. Byliśmy też na Księżycu, odkryliśmy penicylinę, stworzyliśmy mikroprocesor. Znamy już mechanizm powstawania czarnych dziur, sfilmowaliśmy "Władcę Pierścieni", zbudowaliśmy latarnię na Faros.

Jesteśmy, jak się już rzekło, gatunkiem światłym. Przestaliśmy wierzyć w strzygi, smoki i wampiry, nie dygoczemy już na dźwięk słowa "wiedźma", nie boimy się powiedzieć sześć-sześć-sześć. Przestaliśmy wierzyć w magię, wróżki i chatki na kurzej stopce.

Czy aby na pewno?

Nie dalej jak kilka dni temu moja małomiasteczkowa miejscowość nawiedzona została przez Jego Wysokość, pana Uzdrowiciela. Pan Uzdrowiciel urządził sobie meeting: poopowiadał troszkę, pouzdrawiał telepatycznie, po czym zajął się wreszcie sprawami marketingowym. Sprzedawał cudownie uzdrawiającą słomę (30zł za woreczek - jakieś skojarzenia? ;) i terapeutyczne wahadełko.
I, słowo honoru, utarg starczyłby na dwa tygodnie w Krainie Tysiąca Jezior. W Finlandii znaczy.

Ktoś bardziej spostrzegawczy zwróciłby mi uwagę, że mieszkam w miejscowości małomiasteczkowej, więc nie dziw, że pospólstwo się do cudów garnie. Dlatego przytoczyć muszę argument, że się tak wyrażę, ogólnokrajowy.
A za takowy uchodzić mogą "Ręce, które leczą" i pozytywnie naenergetyzowane przez Zbyszka butelki. Jeśliby kto - za sprawą wyjątkowej ilości dobrego trafu - tegoż programu nie znał, to śpieszę opisać: Zbyszek, swymi leczącymi wszystko Rękoma, zasysał energię z przestrzeni międzygwiezdnej, a następnie - za pośrednictwem Polsatu - przesyłał ją do pozostawionej przed telewizorem butelki wody mineralnej.
Głupota, prawda?

Program nie schodził z anteny przez trzy lata, redakcja zasypywana była listami od "uleczonych", Zbyszek Nowak stał się "doktorem" cenionym - przez przynajmniej niektórych - na równi z profesorem Religą. Sprzedaż wód mineralnych wzrosła o kilka procent.

Czyli co? Postęp postępem, światłość światłością, a w zjawiska paranormalne jak wierzyliśmy tak wierzymy?

Nie, tak naprawdę, to chyba niewielu z nas wierzy w magię i podobne jej zjawiska. Wspomniany już postęp naukowy dostarczył nam przecież dowodów, że jeśli coś jest "nienaturalne", to znaczy, że jeszcze nie umiemy tego zbadać. Udowodniliśmy samym sobie, że magii nie ma, bo jej być nie może.

Ale w umyśle każdego z nas, czai się chyba jednak pytanie: A może, cholera, coś w tym jest?

Gdyby tak nie było, to czy całowalibyśmy się pod jemiołą? Czy doznawalibyśmy tego osobliwego bicia serca wypowiadając przed lustrem po trzykroć "Candyman"? Czy bawilibyśmy się w wywoływanie duchów i straszne opowieści przy ognisku, mówiące o tym CZYMŚ, co czai się w mroku?

Znalazłem swoją odpowiedź na to pytanie: odrobinę wierzymy w magię, bo chcemy w nią wierzyć. Bo potrzebujemy mieć przeświadczenie, że coś jeszcze jest nieodkryte, że na świecie są zagadki, które można (a może raczej: których nie można) wyjaśnić. Potrzebujemy spirytyzmu, by mieć kontakt z czymś nieodgadnionym, z jakąś Wielką Enigmą.
Dlatego człowiek, moim zdaniem, zawsze po cichu będzie pytał siebie "A może jednak czary?". Bo nawet w świecie pełnym nauki jest zapotrzebowanie na Tajemnicę. I dlatego, jakkolwiek wiele byśmy nie odkryli, ile planet nie skolonizowali, ile chorób nie uleczyli - na świecie zawsze będzie miejsce na magię.
Nieduże, ale będzie.

Bo człowiek potrzebuje odpowiedzi. Ale jeszcze bardziej potrzebuje pytań.

UnionJack