Autentyczna historia

  Opowiem wam historię pewnego chłopca. Autentyczną. Od razu uprzedzam - nie jestem tą osobą.

Chłopiec miał na imię Filip. Urodził się w Polsce, w Krakowie. Jego ojciec był niemieckiego obywatelstwa, ale urodził się w dzisiejszej Polsce - gdzie niegdyś były Prusy. Ojciec łatwego życia za sobą nie miał, ba. Ożenił się z Polką. Żyli przez czas jakiś w Niemczech. W Krakowie narodził się Filip. Było widać że jest geniuszem - 154 IQ. Matka poznała kogoś w Niemczech (zresztą zadała się w ogóle z burdelarzami, prostytutkami itd) owa osoba została jej kochankiem. Matka uciekła z Polski pozostawiając rodzinę (no, ojca i syna) bez pieniędzy. Chciała jednak mieć Filipa dla siebie. Wniosła sprawę do sądu przeciw ojcu, kłamiąc zresztą w Niemczech i w Polsce. Jednak ojciec kochał syna i wiedząc że Filip ma ogromny talent (matematyka, informatyka) walczył o niego. Sprawa była przesądzona jakby na to nie patrzeć - Filip powienien być u ojca.

Ale matka nie płaciła alimentów, chciała ojca do więzienia wsadzić. Polski, jak i niemiecki sąd zwlekał z wydaniem wyroku, przez co dwa "samotne wilki" pozostały bez pieniędzy. Jednak Filip był silny psychicznie (oczywiście chciał być z ojcem) i w szkole "przeskoczył" zdając egzaminy trzy klasy, przez co znalazł się, mając 10 lat w pierwszej gimnazjum - gimnazjum akademickiego (w Toruniu, przy UMK). Na pierwsze półrocze miał bardzo dobrą średnią jak na tą szkołę. Jednak pieniędzy brakowało, matka nie płaciła alimentów a sąd zwlekał. W Polsce nikt nie chciał (a mimo że ojciec wiele razy przedtem ludziom różnym pomagał) pomóc.

Ich celem była Ameryka, Filip miał się dostać na Stanford. Wyprowadzili się do Niemiec. Otrzymali tam "pomoc" na koszt matki, która była już dłużna z alimentów 8000 złotych. Część otrzymali od urzędu. W Niemczech żyli krótki czas, ojciec próbował zajmować się programami telewizyjnymi. Poszczęściło się - zarobił dużo pieniędzy na programach i obaj wyjechali do Ameryki. Co teraz z nimi się dzieje nie wiem. Ale tyle jeżeli chodzi o historię.

Wiadomo, że z tej opowieści (autentycznej zresztą) wyciągnąć można dużo różnych wniosków, które pozostawiam wam do przemyślenia - lub opisania. Na zakończenie powiem jeszcze, że Filip to naprawdę fajny gość. Chodziłem z nim do klasy i odróżnić można go było od nas (wtedy trzynastolatków) tylko po wzroście - choć i tak 153 cm jak na 10-11 lat to nieźle, nie? I nie był żadną maszyną czy jakimś dziwolągiem. Ponadto był jednym z lepszych w sporcie w dwóch klasach pierwszych, mimo różnicy - wieku, wzrostu, doświadczenia i wagi.... i takich dzieci-geniuszów jest dużo... choćby w Polsce. Ba, rodzi się ich dużo, ale wyłapywane są... ech, co tu dużo mówić. A Polacy się dziwią że nauka narodowa w ogóle nie istnieje... Hmm... na koniec pozostało mi jeszcze przytoczenie jakiegoś przysłowia.. hm... niech będzie... coś do matki Filipa...

Primum non nocere
Po pierwsze nie szkodzić


eomer of rohan
www.mplus.prv.pl