Powiem Wam jedno. Sesja uniwersytecka to niezbyt przyjemna rzecz. W czasie semestru jest różowo (przynajmniej na moim kierunku). A teraz? Trzy tygodnie kucia non stop. Taki to jest ciężki los studenta. Piszę te słowa właśnie w czasie sesji. Na dziś rzuciłem skrypty w kąt i usadowiłem swój tyłek przed moim ulubionym ekranem, by skrobnąć te parę słów. To była taka mała dygresyjka, wstępik albo coś podobnego. Przejdźmy zatem do rzeczy...
Kilka dni temu w me łapska wpadł całkiem
przypadkiem miesięcznik samorządowy mojego miasta. Czytam go bardzo nieregularnie,
bo prawde mówiąc nie ma tam nic ciekawego, oprócz strasznej wazeliny oblewającej
aktualnie rządzącą władzę. Naprawdę; teksty typu : burmistrz otworzył bla
bla bla, wizytował bla bla etc.. itd. Ale ten numerek był zaskakujący.
Po szybkim przekartkowaniu wpadł mi w oko arcik typu: Promujmy Unię! Szansę
dla Polski. Artykuł równie beznadziejny, jak sam tytuł, ale nie w tym rzecz.
Jakoś tak mam, że zanim zapoznam się z treścią artykułu swój wzrok kieruję
w kierunku autora. I co widzę? Pewną osobę płci żeńskiej, z którą miałem
nie(przyjemność) pracować w tygodniku, zanim wylądowałem na bruku bez słowa
"dziękujemy". W sumie najlepsze zostawiłem na koniec.... Na samej górze
tekstu przeczytałem, co następuje (przytaczam słowa z pamięci)
"od bieżącego numeru będziemy prezentować
mieszkańcom miasta wiarygodne informacje o Unii, autorstwa RED. Tu imię
i nazwisko autorki."
Najpierw zaniemówiłem, a potem zaniosłem się rzęsistym śmiechem. Widać redakcja wyznaje zasadę, że każdy, kto okaże się godny publikacji nawet w najbardziej włazidupskim, darmowym (a jak! Praca tam odbywa się dla idei i sławienia w władz miasta. To ja już wolę dla idei udzielać się w naszym AM) ma prawo nazywać się REDAKTOREM!!! Moje teksty też były publikowane parę razy w formie papierowej, lecz sam nie uważam się i nigdy nie miałem zamiaru tytułować się jako redaktor. Jak to nazwać? Pycha, gigantomania czy zwykła głupota???
A zatem... jeżeli publikacja w gazetce,
która dotrze do najwyżej kilku tysięcy ludzi uprawnia do takiego tytułu,
to ogłaszam: wszyscy Amagowcy są redaktorami! A nawet dziennikarzami!!
Wszak czyta nas paredziesiąt tys. ludzi!!!!
I co? Podbudowani??? ; )))))
210319 z Brixton
(Ciekawe, czy skojarzcie moją wcześniejszą ksywę. To nie mój debiut...)
[Eddie: Wlasnie na koncu jezyka mialem Twoja ksywke, ale skoro chcesz byc enigmatyczny, to niech tak zostanie. Pozory czasami tez bywaja przyjemne :) ]
PS. Kilka spraw organizacyjnych. W przeciwieństwie
do obywatela 7-mały-7 nie złożę samokrytyki i nie będę się kajał za moje
"polemiki do polemiki", ponieważ nie będę zaprzeczał samemu sobie i w imię
poprawności politycznej wypierał się swych poglądów. Łatwo dajesz się przekabacić,
Mały.... Cóż... piszesz prawdę a potem się jej wypierasz?? Czemu???? Errare
humanum est?? Kpiny....
I jeszcze jedno. Zawsze będę bronił tezy:
"Jeśli będziesz miał dużo forsy, to o ostatniego skręta się założę; NIGDY
nie będziesz samotny! Gwarantuję. Tym krótkim PSem chciałbym zakończyć
ten ciekawy problem.
Poza tym pozdrawiam MiSZCZa. Jesteś jednym
z najlepszych writerów i mam wielką nadzieję ujrzeć Twe następne teksty.
Rzadko ktoś nie jest ogłupiony przez medialną propagandę i ma odwagę pisać
prawdę. Pozdrowienia!
PS.2. Soundtrack - Kazik, Urszula, Lady Pank