"ŻYWCEM ZAMUROWANA" WRAZ ZE SWYM KRZYŻEM

Siedzi na ławce przed starą kamienicą - kobieta obdarta z uczuć. Jednak to nie jest jej Dom... to tylko dom. Budynek, w którym mieszkała przez ostatnich dwadzieścia lat. Miejsce, gdzie się nie wspomina, tylko rozpamiętuje.

Siedzi wśród kurzu miejskiego podwórza. Jej zniszczona twarz skierowana jest w kierunku otwartego okna na jednym z pięter jej... domu. Czy ktoś tam na nią czeka? Już nikt. 

Zwykła kobieta, przez społeczeństwo określana jako "czterdziestolatka bez wyższego wykształcenia", swoimi bladymi oczami spogląda w przeszłość... nigdy bowiem nie odważyła się spojrzeć w przyszłość. Czemu? Bo była dla niej oczywista: mąż, którego kochała, Dom, którego jednak nie miała i dziecko, które było częścią niej samej.

Dawała z siebie to, co najlepsze... czuła, że taka jest jej powinność. Dostawała od życia to, czego potrzebowała... i nic poza tym. Miała tak niewiele... teraz nie posiada już niczego. On był jej oparciem, a ono jej spełnieniem... odbiciem ich miłości... fundamentem następnego pokolenia. Nie można jednak budować tego, co będzie, na tym, czego już nie ma. 

Niegdyś postanowiła sobie: będę ich kochać bardziej niż siebie - to było jej jedyne postanowienie, przy którym trwa do dziś. To prawda, że miłość przezwycięży wszystko... nawet śmierć.

Kobieta, która nie ma już imienia, siedzi na ławce przed budynkiem, który miał być jej Domem. Siedzi i patrzy w okno... patrzy w przeszłość. Mogło być inaczej. Chciała zostać "kimś", ale to było dawno. Potem dostała prezent będący tym, czego młode studentki starają się uniknąć. Dla niej jednak ono okazało się pełnią szczęścia. On ciężko pracował, a ona starała się przelać wszystkie swe uczucia na małe zawiniątko o niebieskich oczkach. Chciała, by ono zostało "kimś", by było tym, czym jej zostać nigdy nie było dane. Bolało ją, gdy ktoś nazywał jej dziecko "upośledzonym"... wiedziała, że było "inne", ale było też najukochańsze na świecie. 

Czy czuje żal, że poświęciła swe życie? Nie. Czy chciałaby zrezygnować z czegoś, co miała? Nie. Czy chciałaby coś zmienić? Być może. Czy potrafiłaby dokonać tego, czego nie chciała dokonać kiedyś? Może jest ktoś, kto zna odpowiedź.

Kobieta, która wylała wszystkie swe łzy, płacze już tylko w duchu. Tak bardzo pragnęła mieć dom, w którym myślałaby jedynie o przyszłości... wtedy to byłby prawdziwy Dom. Miała przecież ich... dla nich żyła, nigdy dla siebie. A teraz? Teraz pozostało jej już tylko czekanie na to, aż połączy się z nimi w krainie, która leży gdzieś po drugiej stronie. Teraz pozostało jej rozpamiętywanie...

Nie ma dla kogo żyć. Kiedyś była dla nich... teraz, kiedy już odeszli, nie potrafi być dla siebie. Kiedyś cierpiała za nich... teraz pozostało jej już tylko cierpieć za siebie. Dwadzieścia lat... to było ich dwadzieścia lat... a teraz zaczyna swoje, ostanie, gorzkie - bolesne dwadzieścia lat, które podczas oczekiwania na kres istnienia, przedłużać się będzie o kolejne dwadzieścia.

Znam tę historię. Znam tę kobietę. Ona wciąż cierpi, a ja współczuję. Chciałabym zrobić "coś", jednak mogę jedynie zrobić "nic".

Kobieta ze swym krzyżem, czarnym od zapłakania.
Kobieta ze swym krzyżem, jej oczy blade od rozpamiętywania.
Kobieta ze swym krzyżem, "żywcem zamurowana".

----

"Ratuj nas żywcem zamurowanych,
Na wiecznie to samo skazanych,
W każdym oknie zapatrzonych,
W każdej ulicy zgubionych,
Szalonych i obłąkanych
Od tylu dni."
*

----

vene

 

 

* Wierzyński: "Pieśń ze środka miasta" (fragment)