Hamburgery, futra, hodowla
Czyli o zwierzętach

 
 

No więc ostatnio w AM zaroiło się od tekstów na temat tragicznych losow zwierząt. Ja w opozycji postanowiłem przedstawić Wam drodzy czytelnicy sytuację rzekomych, potencjalnych (czyt. chodzących) hamburgerów i schabowych. Mowa tutaj o:
a) świniach => wieprzowinie => świntuchach
b) bydle => wolowinie => bydlakach
Obiektywnie rzecz biorąc w Polsce jako w kraju słabo rozwiniętym pod względem rolniczym takie hity jak hodowla na mączce zwierzęcej dopiero wchodzi na rynek. Afery z chorobą wściekłych krów skutecznie opóźnią tą nowość.
Teraz troszkę o losach takiej świnki w polskim gospodarstwie. Ci, ktorzy twierdzą, że w Polsce świnia od urodzenia jest faszerowana anabolikami są w błędzie.
Otóż. Gdy mama świnia zaczyna rodzić (czyt. prosić się) przeważnie pilnuje jej jakaś osoba. Zdziwieni? Wytłumaczę to tak:
strata prosiaka = strata pieniędzy
Zatem każdy dobry gospodarz pilnuje mamy świni przy porodzie. Gdy nie uważna mamusia siądzie na prosiaku (uwierzcie mi to się często zdarza) mobilizuje ją do wstania. Przeważnie środkami są krzyki bądź mało brutalne kopniaki w pupsko. Gdy mama świnia się prosi gospodarz idzie spać. Na jego zmianę przychodzi ktoś inny. Po co? prosta odpowiedź - podsadza prsiaki do cyca, aby te mogły się nachłeptać do woli. Taka scenka wygląda mniej więcej tak: o północy ktoś idzie i wpuszcza prosiaki na pół godziny. W tym czasie walczy z snem (życie na wsi nie zaczyna się o 8:00) i pilnuje maciory (zapomiałem powiedzieć, że tak się mówi na mamusię), aby ta nie siadła na prosiaka, lub go nie przygniotła. W dzień, lub dwa po narodzinach prosiaki tracą kły (takie ostre zęby) aby nie kaleczyły maciory przy jedzeniu. Są one obcinane przy pomocy kleszczyków. Są to bardzo ostre narzędzia, a prosiak po 5 minutach wraca do cyca.
Prosiaki rosną bardzo szybko i nierzadko zdarza się, że chorują. W takim przypadku gospodarz dzwoni do weterynarza i go wzywa. Weterynarz na miejscu stwierdza co jest grane i przepisuje leki (zazwyczaj ma je przy sobie) i dużo sobie liczy z tego tytułu. Nie uwierzycie, że taki weterynarz potrafi wziąść za 10 minut gadania sto złotych. Rzetelnym odzwierciedleniem jego zarobków jest jego samochód (nie widzialem jeszcze weterynarza, który jeździłby maluchem lub innym polskim samochodem - zadziwiające?).
Prosiaki po pewnym czasie są odstawiane od cyca, aby maciora powtornie mogła się oprosić idzie/jedzie do pana świnki i on tam robi co trzeba. W tym czasie prosiaki przyzwyczajają się do paszy. Wierzcie mi lub nie, ale takie male prosiaki po dwóch dniach bez cyca oswajają się z warunkami (czytaj: karmik, poidło) czyli logicznie rzecz biorąc bierząca woda i jedzenie. Prosiaki takie są hodowane w buhtach. Nie wiem jak to się pisze, ale w każdym razie można powiedzieć zagroda.
W zagrodzie mają sporo miejsca.
ruchliwa świnka = mięsna świnka
Co za tym idzie? Taki prosiak lubi sobie biegać i wyrabia sobie mięśnie - ma więcej mięsa niż tłuszczu - dostaje się więcej kasy. Teraz bardzo ważna sprawa - za tłustą świnkę dostaje się mniej pieniędzy niż za mięsną. Zatem w interesie zwykłego polskiego gospodarza jest, aby świnki biegały sobie gdy są małe.
Kolejnym stadium życia świni jest zmiana zagrody na większą. Wiadomo:
świnki rosną = świnki są większe
Dlatego potrzebują więcej miejsca, aby się mogły pomieścić. W takiej zagrodzie mają bierzącą wodę i paszę więc mogą jeść do oporu. Wierzcie mi świnie układają sobie plan. Rano jedzą te świnie co spały w nocy, a te co jadły w nocy śpią. takie cykle powtarzają się przez cały czas. Załużmy, że:
w zagrodzie jest 40 świń
katmik ma 8 miejsc
świnia je 2 godziny
Z tego wynika, że świnia może jeść dwa razy dziennie i zostaje jeszcze do podziału sporo czasu. Więc nie można narzekać, że jest źle. Oczywiście zdarza się, że miejsze sztuki rosną wolniej, ale i na to jest lekarstwo. Największe sztuki co jakiś czas wyjeźdzają w podroż - oczywiście jednostronną. Tak przedstawia się życie takiej świni w Polsce. Teraz czym są karmione zwierzęta w Polsce.
Skład paszy dla prosiąt:
prefiks dla prosiąt (ok. 10 kg na tonę paszy)
kreda (wapień)
zborza (taka mąka tylko, że inaczej mielona) - jakieś 95% paszy
jeśli zachodzi potrzeba lekarstwa
Nie dostają dodatków typu mączka zwierzęca.
Skład paszy dla tuczników:
prefiks dla tucznikow (ok. 20 kg na tonę paszy)
kreda (wapień)
mączka zwierzęca (pół worka na tonę) - tylko bogaci pozwalają sobie na ten luksus
śróta rzepakowa i/lub sojowa (resztki po wyciśnięciu oleju roślinnego)
zborza (taka mąka tylko, że inaczej mielona) - jakieś 90% paszy
Jak zauważyliście w obydwu przypadkach pjawiło się słow prefix. Jest to skondensowana chemia - tzn. witaminy i stymulatory wzrostu. Co ciekawsze prosięta mają mocniejszą paszę niż tuczniki (więcej witamin) i pasza prosięcia potrafi zabić tucznika (w skrajnych przypadkach). Dalej zwracam wam uwagę na fakt, że zawsze conajmniej 900 kg na 1000 to zborza czyli mieszanka, żyto itp., dodatkowo świnie nie tolerują wszystkich zbóż. Np. po świerzej mieszance potrafi zdechnąć, bo nie może jej w całości strawić. Widzicie więc, że w Polsce świnie nie są szprycowane antybiotykami lub sterydami. Są hodowane jak dawniej, tylko dodane są małe bajerki typu prefiks czy mączka zwierzęca.
Dla tych, którzy nie wiedzą co to mączka: są to zmielone kości i resztki zwierzt, które były wysuszone lub. Jest to proszek o konzystencji mąki i kolorze cynamonu. Mamy kilka gatunków mączki: min. kostną, mięsną i mięsnokostną.
Za kilogram świni można dostać maksymalnie 3 zł 50 groszy. Podkreślam maksymalnie. Do czerwca może coś się zmieni, ale uwierzcie mi na słowo pisane, że kilogram mięsa w skupie kosztuje około 2 zł i 20-30 groszy. W porywach można dodać 2-5 groszy. Kilogram kiełbasy w sklepie kosztuje zazwyczaj jakieś 10 zł. Więcej - kilogram najtańszej kiełbasy tyle kosztuje, podczas gdy szynka potrafi kosztować jeszcze więcej. Teraz powiedzcie mi ile włożył w hodowlę gospodarz i czy mu się zwróciło i ile włoży w to pracy rzeźnia i ile ona zarobi, i czy im się opłaca? Bez komentarza.

Losy bydła w Polsce.
Hodowla bydła w Polsce jest gałęzią raczej słabo rozwiniętą. Większość gospodarstw wyposażona jest w urządzenia z czasów PRL-u. Niewielu z was zapewne wie, że za skupiony litr mleka płaci się jakieś dwadzieścia groszy. Wielu nie opłaca się nawet dowozić mleka samochodem do meczarni! W sklepie litr mleka kosztuje conajmniej 1 zł i 30 groszy, z czego przetwórstwo to połowa ceny. Komu się opłaca? Bez komentarza.
Alternatywą jest hodowla wielkiej ilości krów, które dają wielki ilości mleka.
Teraz o wołowinie jakko mięsie. Taki cielak przychodzi na świat przeważnie przy pomocy gospodarza.
strata cielaka = strata pieniędzy
Raz sam pomagałem nacierać cielaka denaturatem aby go rozgrzać, po tym jak pomagałem mu się wydostać na świat. Bardzo rzadko zdarzają się przypadki, kiedy krowa ma więcej niż 1 cielaka. Taki cielak jest chory na punkcie mleka, he, he - pij mleko będziesz duży. Potem taki sobie meczy cały dzień: nie chce mi się z wami gadać, co oczywiście musi rozgłosić całej okolicy. W przeciwiństwie do prosiąt cielak od razu jest odstawiony od cyca, z tym, że jest on pojony dwa, trzy razy dziennie. Z czasem cielak dostaje do jedzania siano a potem paszę, kiszonkę, kartofle, buraki, wysłodki pulpę. Cielak rośnie stosunkowo długo - bo aż/tylko dwa lata. W tym okresie znacznie przybiera na wadze. Rekordowym bydłakiem, jaki do tej pory widziałem był ponda dziewięćsetkilowy olbrzym. Co dziwne był bardzo spokojny (utrzymaj na 4 nogach taką masę..). Nie mam co za wiele pisać o bydle, bo każdy chyba coś wie o krowie. Dodam, ż w większości przypadków bydło ma bierzącą wodę i dostaje 2 razy dziennie dużo jeść, a 3 razy skromniej (siano możliwe, że same kartofle).
Skład paszy dla cieląt:
prefiks dla cieląt (ok 15 kg na tonę)
witaminy (5 kg)
kreda (wapień)
mleko w proszku (10 kg)
zborze (cała reszta czyli jakieś 950 kg)
Widać, że na tonę przypada 50 kg 'dodatków'. Lekarstwa dla cieląt rzadko się zdarzają - cielęte zazwyczaj nieczęsto chorują.
Skład paszy dla bydła:
prefiks dla bydła (ok 20 kg na tonę)
kreda (wapień)
zborze (praktycznie 97%)
Widać, że bydło rośnie tylko na zborzu. Dodatkowo może dostawać min:
wysłodki (resztki po burakach cukrowych)
pulpa (resztki chyba od mączki kartoflanej - nie jestem pewien)
kiszonka (min.):
- liście buraków
- kukurydziana
- sianokisznka
kartofle (surowe) - lubi ;)
buraki (surowe) - wprost uwielbia ;)
siano - pytanie siano=trawka czyli przepada! :D
itp.
Widać gdzieś tu coś chemicznego? Uwierzcie mi prefiks ulega takiemu rozproszeniu, że jego zawartość procentowa to maksymalnie 2%. To tak jakby pić bardzo rozrobiony syrop.
Teraz o skupie bydła - za kilogram dostaje się jakieś 2 zł. W sklepie kilogram w sklepie kosztuje 14 zł. Widać rużnicę? A z jednego bydlaka można zrobić jakieś 50 hamburgerów (minimalnie)! Komu sięopłaca? Bez komentarza.

Teraz nawiążę do teksty "Dzidka Mroza" [Masz ochotę na hamburgera] czyli "O nieludzkim traktowaniu świnek w Ameryce słów kilka". Po pierwsze popełniłeś duży błąd - zdaje mi się, że hamburgery nie są robione z wieprzowiny, a z wołowiny. Ta oczywiście jest hodowana w wielkich ilościach w Ameryce, ale w nieco inny sposób. Często zdarza się, że bydło ma wypalone rogi (aby nie mogło się nawzajem pokaleczyć) i pasie się na pastwiskach o rozmiarach takiej powiedzmy Warszawy. Owszem, zdaża się, że zwierzęta są hodowane w ogromnych fermach, w których nie mają żadnych możliwości ruchu, ale jest 'ale'.
Popełniłeś kolejny błąd. Sam widziałem projekt takiej ogromnej chlewni i jest ona wyposażona w szambo. Do tegosz szamba spływają jak nazwałeś "fekalia". Błędnie spostrzegłeś, że sąto ruzty. Są to na tyle drobne siatki, które umożliwoają przeniknięcie fekaliom, ale nie tak duże, aby zwierzęca noga w nim utknęła.
Fakt faktem - fekalia w takich ilościach są bardzo szkodliwe, ale zwierzęta nie czują nawet własnych oparów - po pierwsze chlewnie/chale są dobrze wentylowane.
niewentylowane pomieszczenie = zagazowane pomiwszczenie => śmierć dla ludzi i zwierząt.
Ja na twoim miejscu nie zajmowałbym się zwierzętami a tym, co się dzieje w rzeźniach pracujących dla wielkich koncernów. W tych właśnie rzeźniach powstaje większość złych historii. To tutaj mają swoje początki bakteryjne zarażenia, które mogą doprowadzić do śmierci. Polecam Ci książkę pt. "Toksyna", której autorem jest Robin Cook. Jej recenzję możesz przeczytać w AM -> Książki -> nr 28. Własnie w niej jest przedstawiony dokładny opis pracy rzeźni. Gdy ją przeczytasz [do wszystkich piszę] nie będziesz musiał się zastanawiać czy zrezygnować z fast food'ów.

Nie mniej dołączam się do twojego apelu - Hamburgerom gromkie NIE!

Posołowie:
Sam byłem obecny przy świniobicu i widziałem jak się zabija świnię. Wierzcie mi zwierzę po uderzeniu w głowę nie czuje już nic. Nie zdąży nawet poczuć bólu - po piwersze uderzenie zawsze jest silne, po wtóre rzeźnik ma zawsze wprawę. Nie będę wam pisał co się dzieje potem, ale wierzcie mi - jestem bardziej przekonany do swojskich wyrobów (zwłaszcza mięsnych), słowem są lepsze. Wiem co w nich jest i nie boję się ich spożywać czy jest to schabowy czy szynka (swojska szynka nie ma sobie równych - trzeba jej posmakować, aby to potwierdzić) czy zwykła kiełbasa. Dlatego jestem zwoleninikiem ekologicznej żywności - nie do końca, ale wolę zjeść sobie szynkę, na którą musiałem nieco zapracować niż kupić ze sklepu namoczoną w wodzie i dwa razy przetoczoną po podłodze w rzeźni/chłodni/magazynie/sklepie.
 

Łukasz 'Splatch' Dywicki
splatch@wp.pl
 
 

Dodatkowo: a nie mogę póki co przejśćna wegetarianizm bo chodziłbym ciągle głodny! Wierzcie mi, lub nie, ale w wieku 17 lat potrafięzjeść więcej od taty, który waży ode mnie 1/4 więcej. Dziwne, ale nie widać po mnie ile zjem chyba, że się spojrzy w górę - i zauważy jaki jestem wysoki. A to nie koniec (kiedy dorosnę do 2 metrów to napiszę ;).
Nie krytykuję wegetarian, ale ja poki co nie potrafię się najeść bez mięsa. Wiem, że jest soja, ale mogłbym zjeść ze 2 paczki tych zagryzek i jeszcze mógłbym być głodny (zależy co byłoby przypięte do tych sojówek), bo same są mało energetyczne.
A i raz moja pani od polskiego powiedziała prawdę! Na mnie stwierdziła - wolałaby mnie ubierać niżjeść (he he naiwna ;). A ryby to też mięsco prawda? zwierzę = mięso??
Na PS. Dziadka Mroza odpowiem tak: nie stawiam się na miejscu mojego jedzenia - bo sam pomagałem mu dojść do mojego przełyku. Z resztą jeśli nie chcecie jeść mięsa to dlaczego jecie rośliny? Przecież one też czują. Chcą żyć! Wystarczy spojrzeć na takie jarzyny, które potrafią rozciognąć swoje pędy o kilkanaście centymetrów w pogoni za światłem. Dlaczego jecie rośliny, one też czują!?