W obronie nieśmiałości



Siedzę sobie sam w domciu i słucham Guns N' Roses ze strasznie zjechanej kasety. Piszę następny tekst, który ma mnie uwolnić od depresji. Nikt nie musi się nad nim zachwycać, nikt nie musi nawet go zamieszczać - piszę dla siebie.

To ja jestem tym dziwakiem z pierwszej ławki. Może mnie znasz. Zawsze wychodzę na idiotę. Poważnie. Jeśli masz w klasie chłopaka, który nie zamienił z Tobą więcej niż pięć zdań od początku roku szkolnego, to najprawdopodobniej jestem ja. Pytasz, dlaczego jestem takim mrukiem? Czy satysfakcjonuje Cię odpowiedź: "Bo jestem zdrowo j**nięty"? Nie? No proszę, co za wymagania. Ale taka jest prawda. Nieśmiałość to największa wada. Pół biedy, jeżeli objawia się tylko tremą przed odpowiedzią ustną, natomiast jest katastrofą, kiedy jesteś przez nią sam.
Najprawdopodobniej nie wiecie, jak to jest, bo jesteście normalni: nie odzywam się, bo boję się, ze ktoś weźmie mnie za idiotę. Właśnie dlatego biorą mnie za idiotę. Co za ironia. Nie mówcie tylko "nie łam się - przełam się", bo to nie jest żadna reklama zafajdanego batonika. Gdybym mógł się przełamać, to bym to zrobił. Jeżeli mnie znasz, to pogadaj ze mną. Ja nie zrobię pierwszego kroku. Po prostu nie mogę.
Pogadaj ze mną. Umiem rozmawiać, umiem słuchać. Mam swoje poglądy, których nie zna prawie nikt poza czytelnikami moich wypocin.
Pogadaj ze mną. Najpewniej za pierwszym razem wyjdę na idiotę, ale za kolejnym może się okazać, że jestem wartościowy, więc nie rezygnuj. Idę na łatwiznę? Niestety, nie. Łatwo jest tym, którzy nie mają problemów z nawiązywaniem kontaktów. Mi jest trudno, więc nie mów, że idę po najmniejszej linii oporu.
Tak, zamknąłem się w sobie, choć co prawda nie dla wszystkich, bo jednak tych kilku przyjaciół mam. I raczej nikomu oprócz nich nie zależy, żebym się otworzył. Uciekam często ze szkoły, bo ze wszystkich miejsc na świecie najbardziej samotny czuję się w tym tłumie.
Zastanów się, zanim wyślesz komuś walentynkę o treści typu: "Kocham Cię. Zawsze Twoja Halinka Kiepska". Myślisz, że to śmieszne? Jasne. Bardzo. Dostałem taką trzy lata temu. Naprawdę mam poczucie humoru. Nawet śmiałem się z tego. Przysłali mi ją koledzy, którzy co prawda bardzo mnie lubili, ale nie przepuszczali żadnej okazji, by zrobić mi coś przykrego. Naprawdę, jeśli nie chcesz się ze mną zaprzyjaźnić, to nie musisz. Przyzwyczaj się do tego mruka na szkolnym korytarzu i nie zwracaj na niego uwagi. Olewaj tego dziwaka. Ale, do jasnej cholery, nie rób mu przykrości i nie dokuczaj. Bo kiedyś czara może się przelać i ten aspołeczny osobnik może zrobić krzywdę sam sobie. I nie mówię tego o mnie, bo ja jestem odporny psychicznie i kocham całym sercem to zasrane życie. Mówię to o innych, podobnych do mnie. Właściwie cały ten art jest apelem w naszym imieniu. W imieniu dziwaków. Jeżeli chociaż jeden z nas po tym tekście poczuje się lepiej, jeżeli coś zmieni się w jego życiu, to będzie znaczyło, że było warto to napisać.

..a tu wstawcie jakieś ładne zakończenie, jakąś puentę. Ja już nie mogę.

Doorshlaq <doorshlaq@poczta.onet.pl>

PS. Jeżeli tylko ktoś chce pomailować o czymkolwiek, to zapraszam. Każdy mile widziany. Nie zastanawiaj się, tylko napisz. Potrzebuję tego Nawet, gdy chcesz mnie powyzywać - droga wolna. Jestem do tego przyzwyczajony.

PS2. Przeczytaj art "Desolacja" z AM #34, autorstwa Woowarda (pozdrowienia) Ten tekst jest w sumie o mnie...

PS3. Nie chciałem żadnej fałszywej skromności w tym tekście, dlatego nie byłem specjalnie skromny ;)

PS4. Jestem zwyczajnym, sympatycznym, 17-letnim chłopakiem. Może i bardzo nieśmiałym, ale nic poza tym.

PS5. Soundtrack do tekstu: Guns N' Roses "Use Your Illusion", Pink Floyd "Animals", Iron Maiden "Edward the Great".