Sąsiad

Miałem kiedyś pewnego Sąsiada. Jak najbardziej celowo piszę ten wyraz z wielkiej litery, gdyż chcę choć w małej części wyrazić swój szacunek dla niego. A darzyłem tego mężczyznę naprawdę ogromnym szacunkiem.

Z jakiego powodu? Zasłużył sobie na takie traktowanie? Czym się wyróżniał spośród tych kilku setek szarych ludzi, których miałem okazję poznać w swoim dotychczasowym życiu?

Gdybym miał określić go jednym, jedynym przymiotnikiem, powiedziałbym: porządny. I tyle, kropka. Nie był tytanem intelektu, ani też nie posiadał wyjątkowej sprawności fizycznej. Po prostu - był porządny. Był dobry. Ta dobroć emanowała z jego oczu, z każdego ruchu, najmniejszego nawet drgnięcia.

Światło. Ciepło, które jest jego naturalną pochodną.

Nawet, gdy witał się ze mną, zachowywał się inaczej niż większość ludzi. Choćby proste, krótkie "dzień dobry", które wypowiadał. Każda zgłoska była nasączona czymś... raczej trudno mi to jednoznacznie nazwać. W każdym bądź razie, to "coś" zawsze powodowało delikatny uśmiech na mojej twarzy. Napływ optymistycznych myśli. Prostowałem się wtedy, choć zazwyczaj szkolny plecak ciążył mi na plecach, i kroczyłem do przodu. Nie przejmując się tym, że bolały mnie zęby, nogi, brzuch, głowa, poczucie własnej wartości, cokolwiek. Czułem się naprawdę dobrze. Wiedziałem, że na tym świecie, pod zasłoną okrucieństwa i przemocy, kryją się także przyjemne rzeczy.

Jego słowa przywracały mi wiarę, że mogę coś w życiu osiągnąć. Coś wspaniałego. Coś takiego, by moja rodzina i przyjaciele byli ze mnie dumni. Nie czułem się wtedy jak zwykły, szary człowiek z przeciętnego polskiego blokowiska, lecz unikalna, jedyna w swoim rodzaju jednostka.

Bez wątpienia, to był wspaniały człowiek. Gdy tylko ktokolwiek chciał jego pomocy - on natychmiast wypełniał prośbę. Ludzie naprawdę go lubili, obdarzali swoją przyjaźnią, co zresztą było dla Sąsiada cenniejsze niż złoto. Absolutnie zasługiwał na to, co dostawał.

Dlaczego przez cały czas używam czasu przeszłego? Ponieważ Sąsiad zmarł.

Tak, to chyba adekwatne określenie. Wszystko, co dawał innym ludziom, pozytywne emocje, ciepłe uczucia... To z niego wyparowało.

Pozostała tylko marna powłoka, pokryta gęstą siecią zmarszczek i blizn. Jej widok najczęściej powoduje u mnie odruch wymiotny.

Ogarnia mnie śmiech, a jednocześnie bezgraniczna, czarna rozpacz, gdy widzę, jak ten człowiek (czy może raczej zwierzę) nieudolnie próbuje wejść po schodach. Gdy w nocy słyszę, jak wydziera się na swoją rodzinę, o rzecz tak drobną i nic nie znaczącą, jak kilka złotych.

Co takiego stało się z Sąsiadem? Dlaczego wszystkie jego zalety nagle prysnęły jak bańka mydlana? Uleciały w nicość, niczym powietrze z nieopatrznie przekłutego balonu? Spróbujcie zgadnąć.

Piwo. Codziennie, coraz większe ilości. Potem wino - stopniowo coraz tańsze, gdyż Sąsiad, właśnie przez picie, zaczął mieć poważne kłopoty z finansami. Dalej poszło już jak z górki. Wódka, bimber, w końcu rzeczy tak obrzydliwe, jak denaturat albo woda brzozowa. Byle tylko było w nich te kilka procent.

Alkohol zabija człowieka. Najpierw duszę. Potem zaczyna niszczyć ciało. Mózg zamienia się w szarą galaretę. To powolna, naprawdę okrutna śmierć. Niestety, musiałem to obserwować. A zaczęło się od zwykłego piwa, od nierozważnego wypicia trochę większej ilości, niż zwykle. Natomiast później... Więcej i więcej, jeszcze i jeszcze. A co mi tam. Przecież nic się nie stanie.

Pamiętaj - zanim zaczniesz topić swoje smutki w alkoholu, pomyśl. Pomyśl, czy warto zaryzykować, machnąć lekceważąco ręką na wszelkie ostrzeżenia ze strony bliskich. Gdy zobaczysz, że popełniłeś błąd, już nie będzie jak go naprawić. To droga, z której wracają tylko nieliczni.

Mam nadzieję, że Sąsiad jeszcze kiedyś wyjdzie ze szklanego świata i wróci do nas. Że jeszcze przebudzi się, całkowicie wytrzeźwieje. Zacznie dostrzegać, iż życie może być piękne bez picia.

Cokolwiek człowieka spotyka - powinien zawsze się podnieść i dążyć naprzód, wciąż naprzód, przez całe życie. Trygve Gulbranssen - A lasy wiecznie śpiewają

Oby ktoś wreszcie zdołał mu to uświadomić. Wbić do głowy, że alkohol zamyka człowieka w więzieniu, ciasnej klatce, a nie wyzwala. Oby...


| fido bezczelny |
[ filko@poczta.onet.pl ]

Pisano:
21-22 lutego 2003 r.

PS. Cytat pochodzi z programu Cytat 2.0.

W GÓRĘ        POWRÓT DO AM