Jak urozmaicić sobie pracę na komputerze.
Długo zastanawiałem się, o czym by tu napisać artykuł. W końcu wymyśliłem. Napiszę coś o moim komputerze. Może, nie tyle o nim jak o całym jego otoczeniu. Początek wydaje się trochę zagmatwany? Poczytajcie dalej... ;)
W lutym mija już rok od czasu gdy stałem się posiadaczem komputera (właściwie to 3 z rzędu – wcześniej miałem Pc – „oldtimera” a jeszcze wcześniej Atari ST). Na tamte czasy (rok temu) maszynka była istnym hitem a i teraz nie znam osobiście osoby, która miałaby lepszy sprzęt „pod maską”. P4 1,5 GHz., 256 Ramu, 40 GB, Dvd 16,GeForce 2, Nagrywarka 24x....to główne parametry. Dzisiaj jest już „trochę lepiej” – 512 ramu, GF 4, 80 Gb, Sieciówka, modem, tuner telewizyjny, płaska 17. Słowem – nie ma już co do niego wpakować (no, zostało jedno wolne miejsce na PCI ;))
Wiem, że jak dotąd text jest trochę nudny ale nie chciałem od razu zaczynać od najlepszego. Otóż, przez okres 12 miesięcy uzbierało się w mojej głowie kilka pomysłów na to, aby umilić sobie czas spędzany przed komputerem.
Po pierwsze: muzyka!
Moje głośniczki nie zadowalały zbytnio uszu więc pomyślałem sobie, że pora to zmienić. Zestawy kina domowego? To nie dla mnie – za drogie! Przez kilka tygodni kompletowałem głośniki – większość ze starych domowych wież. Uzbierało się trochę tego. Potem pora było znaleźć wzmacniacz – tu pomógł kolega. W tej chwili mój zestaw muzyczny składa się z 12 głośników. Nie możliwe? A jednak. Problemem były tylko zbyt duże ilości kabla, ale i to dało się obejść. W sumie za dość niską cenę mam fenomenalnie grający zestawik. Na przedniej ścianie wisi 8 głośniczków 3 W, na drugiej ścianie 2 5W a na biurku 2 jednodrożne 3 watówki. Niech nikogo nie śmieszy podawana moc – specjalnie nie użyłem tu mocy PMPO, według której to zestaw miałby z kilka tysięcy W (tak, tak – widziałem głośniki w sklepie 3 W na których napisane było, że są to 500 W – i jak tu ludziom wierzyć? ;))) W efekcie muzyka sączy się z głośników przyjemnie a lekko zabarwiony bas dodaje jej uroku :)
Po drugie: wygląd!
Próby przemalowania komputera farbą do włosów spełzły na niczym więc musiałem wymyślić coś innego. Na pomoc przyszedł mi film 60 sekund a dokładnie lampa ultrafioletowa używana przez jednego z bohaterów. Dlaczego nie zamontować sobie takiej w pokoju? Jak pomyślałem tak też zrobiłem. Efekty pracy podziwiam głównie nocą bo wtedy fioletowe światło pokazuje lwi pazur. Każdy, kto chociaż raz był na dyskotece wie o czym mówię.
Po trzecie: bajery!
Czując lekki niedosyt urozmaiciłem pokój kilkoma gadżetami. Płyta CD przyklejona do ściany rzuca fajne refleksy świetlne a świecąca na zielono żarówka daje całkiem miły efekt. Nie wspomnę tu o takich „dokonaniach” jak: podłączenie do komputera telewizora (fajnie się wtedy gra w gry :), video (i ogląda filmy), keyboardu (gra na klawiszach) i kamery video.
Reasumując: dla chcącego nic trudnego. Małym nakładem pracy i finansów można wyczarować wokół komputera prawdziwy raj. Oczywiście jednym to przeszkadza i wolą pracować w schludnych i szarych pomieszczeniach natomiast ja preferuję całkiem inny styl. Może doczekamy czasów gdy projektanci będą prześcigiwać się w pomysłach na jak najciekawszą zabudowę pokoju?
Kamil