TRZY PRAWDY, czyli słowo do wieżących



Będzie to odpowiedź na art niejakiego Axela Prubaja Hoolaynoga (AM 2/2003). Nigdy nie chciałem wypowiadać się na temat wiary, ani nigdy nie chciałem polemizować z wierzącymi na ten temat, jednak tekst Axela, wręcz mnie do tego zmusił. Czy wy wierzący uważacie, że my ateiści nie wierzymy w Boga dla zasady. No bo tak. Zawsze muszą się znaleźć jakieś wyjątki od reguły, czy coś w tym rodzaju. Otóż w przypadku moim, było to wynikiem przemyśleń i analiz z których wynikało, że Bóg nie istnieje. Nie będę się już odnosił do samego poziomu tekstu, w którym Axel pisze coś o galaretach w głowie czy iście poetycznym "najpierw było nic potem wybuch i stało się coś". We wstępie wspominasz coś o gościu który w niezbyt miły sposób dawał ci do zrozumienia, że nasłuchałeś się radia maryja, a jednocześnie twój tekst nie odbiega poziomem od tamtego gościa. Jednak skoro chcesz burzy to będziesz ją miał.

Uważasz się za "niepoprawnego kreacjoniste" (acha bo nie zaczaiłem co miało oznaczać copyright by Pasibrzuch, przecież to nie on wprowadził ten termin, tak samo jak nie on wprowadził terminy panspermii, panspermii ukierunkowanej czy autogonii). Nie wiem czy wiesz ale kreacjonizm, czyli teoria zakładająca, że życie na ziemi powstało na skutek "działania" jakiegoś Boga, została formalnie ODRZUCONA przez naukę. Dlaczego? Ponieważ w każdej z teorii (czyt. w każdej z religii) życie powstawało w formie jaką znamy dzisiaj tzn. ssaki takie jak dzisiaj, ptaki takie jak dzisiaj itd. w biblii czytamy: "ptactwo niech lata nad ziemią, pod sklepieniem niebios", oznacza to, że Bóg w ciągu siedmiu dni tworzenia świata, stworzył ptaki. Nauka jednak udowadnia, że zanim ptaki (tzn. gady) zaczęły latać,minęło bardzo wiele milionów (a nawet miliardów) lat. Nie mogły wzbić się w powietrze nie przechodząc wcześniej ewolucji. Swoją drogą ewolucja jest niepodwarzalnym dowodem, na to że Bóg nie istnieje. Kiedy powiedziałem to jednemu z księży odpowiedział mi, że nie ma dowodów na istnienie ewolucji. Przynznaję, tarzałem się ze śmiechu, jednak i ty możesz mieć wątpliwości co do jej "działania". Jeżeli tak, to niech teraz każdy wysili swoje szare komórki. Już? Jesteś pewien? Po odejściu od kasy... No dobra. Z bibli wiemy, że pierwszymi ludźmi byli Adam i Ewa (ilość 2), czyli ogólna pula genów ludzkości była sumą genów tych dwóch przedstawicieli ludzi (zrozumiano?). To teraz mały quiz: Jaki kolor skóry miał Adam, a jaki Ewa. Zakładając że oboje byli biali, obecnie na świecie powinni być wyłącznie biali ludzie. Jeżeli jednak np. Ewa była czarna to skąd wzięłą się rasa żółta. A może to Adam był czarny, Ewa żółta (sorry za moją dosłowność, ale chodzi o samą koncepcję), to ludzie biali skąd? Mieszanina żółtych i czarnych? Jak wytłumaczycie to (wierzący) zadziwiające zjawisko, bo ja w żaden inny sposób, jak przy pomocy ewolucji tego nie potrafię, i to wcale nie przy założeniu że Adam i Ewa byli pierwszymi ludźmi (kto zna odpowiedź na to pytanie, niech prędko mailnie do mnie - umieram z ciekawości).

Inną ciekawą sprawą jest tzw. "wolna wola". Bóg jest miłosierny, bo za dobre wynagradza, a za złe każe. No więc skoro wolna wola jest łaską daną od samego Boga, więc czemu mam z niej nie kożystać. Jednak jaka to wolna wola, jeżeli nie mogę robić złych rzeczy (nie namawiam nikogo do robienia złych rzeczy - chodzi o przykład). To jest tak jak dać dziecku 100zł powiedzieć "idź synku, zrób z tym co chcesz, ale jeżeli wydasz choćby złotówkę na złe rzeczy to cię ukażę", a synek na to "o jaka moja mama/mój tata jest dobry, daje mi 100zł i pozwala zrobić z nimi co mi się tylko podoba!". Więc jak? Co mi się tylko podoba, czy tylko to co jest dobre (kolejny quiz: czyje są to słowa "skoro zło jest wytworem Boga, to czemu jeszcze za nie każe!" tekst jest w przybliżeniu ponieważ cytowałem go z pamięci, jednak w zamian mała podpowiedź: jest to jeden ze znanch Polskich pisarzy). Skoro np. byddysta jest wytworem Boga, czemu ma ponieść karę za swoje innowierstwo (to samo tyczy się ateistów). Można z tego wywnioskować: bądź kim chcesz a Bóg nie ma prawa cię za to ukarać (i kolejny cytat smuggiego (który cytował Heinego): "Bóg mi wybaczy w końcu to jego zawód"). To jak w końcu jest z tym Bogiem. Niby jest miłosierny bo wynagradza, a z drugiej strony Tyranem, który każe na potępienie ludzi, którzy tym tylko zawinili, że urodzili się (czyt. zostali stworzeni przez Boga) w rodzinie innowierców. A co np. z całymi społecznościami Majów, Inków, czy Aborygenów, którzy nie mieli możliwości znać Boga (albo żyli wcześniej niż powstała religia, albo poza jej obszarem). Gdyby Bóg był tak miłosierny z pewnością zadbałby, aby i oni go poznali, a tak jakby nie patrzeć skazał ich na wieczne potępienie.

Kolejne pytanie z naszego quizu: kiedy żył Jezus. W końcu wg. wierzących był on postacią autentyczną (wg. nauki nie ma żadnych dowodów, czy podstaw do tego by sądzić że żył on na prawdę - biblia nie jest żadnym dowodem dla nauki). Słyszę jakąś odpowiedź. Kiedy? W roku zerowym? Hm... Jak zapewne większość wierzących wie ten kto policzył kiedy to właściwie żył Jezus (był to jakiś mnich, albo kapłan) POMYLIŁ SIĘ. Ponoć było to od 4 do 7 lat wcześniej. Jendak i to nie jest precyzyjne. Czemu? Z bilbii wiadomo, że Jezus urodził się za panowania Heroda (Herod rządził ok. 4 w. p.n.e.), jendak w tym samym czasie miał miejsce spis ludnośći, jednak nam wiadomo, że spis ludności w prowincjach rzymskich miał miejsce w 7 w. n.e. Kiedy więc urodził się Jezus? Co to za religia, która nie potrafi precyzyjnie powiedzieć, kiedy ich Bóg przyszedł na ziemię. Z naukowego punktu widzenia, religją najbardziej prawdopodobną, jest religia muzułmanów, ponieważ ucieczka Mahometa z Mekki do Medyny (czyli podstawa ich wiary), jest faktem historycznym. Mam jeszcze jedno pytanie: gdzie jest arka przymierza (Noego też bo wrak, czy statek z pewnością nie wyparował), jak kościół mógł zgubić największy skarb swojej wiary, skrzynię w której rzekomo znajdują się szczątki tablic, na których Bóg wyrył 10 przykazań.

Następna sprawa. Dlaczego kościół nie chce ujawnić treści trzeciej przypowiedni fatimskiej. Czy chrześcijanie nie czują się z tego powodu oszukani. Kościół zataja przed wami coś tak ważnego, a wy (chrześcijanie) nie krzyczycie. Gdybm był wieżący z pewnością domagał bym się ujawnienia treści przepowiedni. Wiecie kto to jest niejaki Bon Gieovani (nie pamiętam imienia, ani jak poprawnie pisze się to nazwisko), jest to najsłynniejszy żyjący stygmatyk. Zakłada on, że objawiła mu się Matka Boska i nakazała mu wyjawić światu treść trzeciej przepowiedni, sama mu ją przekazując. Było w tej przepowiedni, że Jezus nie rodził się tylko na ziemi, ale i na innych planetach. I tu dochodzimy do kolejnej ważnej rzeczy. Jeżeli faktycznie okazało by się, że na innych planetach istnieje inteligentne życie, tak samo jak ludzie obdarzeni świadomością? W końcu to człowiek został stworzony, na podobieństwo Boga, zatem i oni (kosmici), powinni wyglądać tak jak my. Ale czy potrafiłbyś nazwać takiego człowiekiem? Z resztą, dlaczego w Biblii, nie ma ani słowa o innych planetach. Czyżby celowo ktoś o nich nie wspominał, czy może w ogóle nie wiedział o ich istnieniu.

Axel zarzeka się, że człowiek posiada duszę. Pisze, że większość ludzi nie przemyślała tego. Ja mam jednak wątpliwości, czy sam autor to przemyślał, gdyż jedynym jego argumentem, potwierdzającym istnienie duszy, jest to że "w duszę wierzono od dawna i wierzy się w innych religiach". To ma być argument? Ok. 80% dorosłych Polaków przyznaje się do zdradzania żony i ok 60% kobiet do zdrady swoich mężów - czy to oznacza, że zdrada jest czymś zupełnie normalnym, nie podlegającym karze (np. rozwodowi, separacji itp.)? Czy to że dużo osób coś robi, w coś wierzy automatycznie oznacza, że jest to dobre? No to gdyby wszyscy nagle przestali wierzyć w Boga. Oznaczałoby to że go nie ma? Axel pisze, że nikt poważnie nie pomyślał o sobie jako o "worku tkanek, zawieszonym na kostnym szkielecie". To ja pytam: a skąd wiesz o czym inni myśleli? Przeprowadziłes ankietę? Ja jednak właśnie tak myślę! Jestem niczym, jak kupą tkanek, które tylko przez przypadek posiadły świadomość (co to jest świadomość? Czy ktoś potrafi podać definicję świadomości?). Ludzie to też zwierzęta! I to chrześciajanie "z dzikim zapałem podważają" tę prawdę. Kiedy powiedziałem to jednej ze swoich koleżanek, ona odparła "ludzie to przecież nie są zwierzęta. Jest to udowodnione naukowo. Trzeba czytać więcej książek" (jeżeli właśnie nie tarzasz się ze śmiechu to albo: a) nie masz poczucia humoru; b) jesteś wierzący). Ludzie od wieków próbują sobie wmówić, że nie mają nic wspólnego ze zwierzętami. To ja pytam: Skąd w takim razie wspólne organy? Analogiczny plan budowy ciała? Takie samy materiały wchodzące w budowę tkanek? Jest jedna odpowiedź którą uznaje: mieliśmy wspólnego przodka. Z tego wynika, że ludzie to jak najbardziej zwierzęta! Czemu się tak zażarcie przed tym bronicie? A! Zwierzęta nie mają duszy. To o duszę się w tym wszystkim rozchodzi. A skąd wiesz, że zwierzęta, również wytwory boskie, jej nie posiadają. One również mają mózg, z tym że gorzej wykształcony. Skąd wiesz, że zwierzęta nie posiadają świadomości istnienia własnej "osoby". To że nie rozpoznają się w lustrze, może być wynikiem właśnie słabo wykształconego mózgu. Przecież zwierzęta (niektóre np. szympansy) potrafią wykorzystywać narzędzia, niektóre nawet można nauczyć mówić, jednak nie da się nauczyć ich myślenia, ze względu na słabo wykształcony ośrodkowy układ nerwowy.

Axel nie wierzy jak "z niczego mogło się zrobić coś" (kolejny quiz: czyje to słowa "dlaczego raczej jest coś, a niżeli nic"). Wierzący pytają "skąd wziął się świat", to ja pytam "skąd wziął się Bóg". Dlaczego w biblii w opisie tworzenia świata, nie ma opisu tworzenia innych planet, galktyk? Wierzycie, że Bóg istniał zawsze, ale nie możecie uwierzyć że świat istniał zawsze. Skąd wzięło się rzycie na ziemi? Chrześcijanin odpowie, że stworzył je Bóg. A co powiecie na eksperymenty Aleksandra Oparina. Rozpisał on dokładnie reakcie powstawania takich materiałów jak: aminokwasy, węglowodany, tłuszcze, bez udziału istot żywych. Oznacza to, że życie mogło powstać bez ingerencji Boga. Gdyby taki Oparin miał odpowiedni dużo czasu (powiedzmy... kilka milionów lat), z pewnością potrafiłby "wyhodować" własny żywy organizm (nie bakterie, czy wirusa). Czy oznacza to że Oparin był Bogiem? W końcu też potrafił stworzyć życie. A co powiecie o klonach? Takiej owcy Dolli (czy jak jej tam), czy jej twórcy (bo wkońcu nie Bóg ją stworzył) są także bogami. Każdy z nas może być bogiem, bo wszyscy (no prawie), jesteśmy zdolni do tworzenia życia!

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Wszystko rozbija się o wiedzę (a raczej nie wiedzę), ludzi z okresu ok. 0 r. n.e. Biblia jest napisana dokładnie przez takiego człowieka, który nie mógł wiedzieć, że ptaki nie powstały od razu, że są inne kontynenty, na których są ludzie, nie wiedział o istnieniu innych planet. Pomyślcie. Np. taki Noe. Jak wszyscy zapewne wiedzą zbudował on arkę, na którą zabrał on pary wszystkich gatunków zwierząt. Jednak świat cierpiał wtedy chyba na wyjątkowy niedomiar gatunków fauny (czy flory - nigdy nie wiem co jest co, tak ja nigdy nie wiem które to są stalagnity, a które stalaktyty). Statek taki musiałby być ogromny. Zakładając, że samym tylko ssakom dajemy przestrzeń życiową 1x1 metrów kwadratowych, statek musiał by mieć długość conajmniej kilku tysięcy metrów kwadratowych. A gdzie jedzenie, i jak jednej rodzinie, udało się to wszystko zdobyć i zbudować. Jak po powodzi się oni rozmnażali, sami ze sobą - toż to kazirodztwo. Po za tym taka powoź odbiła by się echem na ziemi, spowodowała by zmiany klimatyczne, w glebie powinny pozostać ślady. Nie wiem czy wiecie, ale jedna z er lodowcowych (chyba ta ostatnia), spowodowana była właśnie powodzią w USA, ponieważ do oceanu dostało się mnóstwo słodkiej wody, zmieniło to zasolenie oceanu (raptem o kilka dziesiątych procenta), jednak wystarczyło to aby pewien prąd morski, odpowiedzialny za pogodę niemal na całej kuli ziemskiej, zanikł a średnia temperatura powietrza na ziemi zmalała. Nie wierzę by taka powódź, jaka miała miejsce za czasów Noego, nie pozostawiła po sobie śladów, a jeżeli pozostawiła to gdzie one są? Człowiek sam tworzył religie nie potrafiąc sobie wytłumaczyc zjawisk, jakie go otaczały. Znajdywane kości dinozaurów uznawano za szczątki smoków. Niektórzy nawet uważali, że "spadły z nieba". Skąd np. poglądy, że w czasie burzy, bogowie się gniewają? Dziwi zatem fakt, że współcześnie, kiedy większość takich zjawisk mamy wytłumaczonych naukowo, co więcej znaczną część jesteśmy w stanie sobie sami stworzyć, to dalej istnieje wiara w to, że ktoś to robi, tworzy itd. Człowiek staje się coraz doskonalszy, ewoluuje, w końcu dorówna Wszym bogom i w tedy może przejżycie na oczy i zdacie sobie sprawę, że to w co tak bardzo wierzyliście naprawdę nie istnieje.

Kończąc. Cały artukuł jest reakcją na inny artykuł, sam nie mam nic przeciw wierzącym, ale do czasu, aż nie zaczynają mi wpajać, że to ja nie mam racji. Jendak jeżeli chcecie zachęcam do dyskusji. A może komuś z was uda się mnie nawrócić. Sorry za ewentualne błędy ortograficzne.

W tym numerze znajdywał się również art niejakiego Ti-mona pt. "Ateistą być, czy nie?". Tekst ten wprawił mnie w konwulsyjny atak śmiechu. Nie będę nawet komentował tego arta, spytam tylko: to ma być argumentacja osoby wierzącej? Właśnie dla tego wierzysz w Boga? Mam nadzieję, że art nie był pisany poważnie.

PS: zawsze jednak można przyjąć założenia Einsteina, który twierdził, że wierząc w Boga nic nie tracimy, nic nam nie zaszkodzi pójść do kościoła, a jak się okaże, że Bóg istnieje to zbawienie pewne. Jednak czy to jest podejście do wiary z odpowiedniej strony? Czy taka osoba w oczach tego Boga jest wierząca?

sonic
[copsnc@poczta.onet.pl]