|
|
| Słowo wstępu
Tak się składa, że jest to mój pierwszy artykuł jaki postanowiłem napisać do CDAM. Dziwna to sprawa, bo odkryłem Was całkiem przypadkowo. Jakoś nie przepadam za grami komputerowymi i pisma, w których o nich dużo się pisze nigdy nie robiły na mnie żadnego wrażenia. Pewnie byłoby i tak tym razem, ale jak to zwykle w życiu bywa wszystkim rządzi przypadek. Mój młodszy kolega kiedyś pokazał mi kilka śmiesznych zdjęć i gdy zapytałem go skąd je ma to pokazał mi płytkę z Waszym Magazynem. Zacząłem sobie ją przeglądać i nagle okazało się, że jest tu cała masa bardzo ciekawych rzeczy, ale najbardziej z nóg zwaliły mnie teksty. Bynajmniej nie chodzi tu jedynie o ich ilość, ale też i jakość. Gdzieś od trzech miesięcy staram się w wolnych chwilach czytać coś, co w Magazynie znajdę i przyznam się szczerze, że sprawia mi to wielką przyjemność. Ludzie często piszą bardzo ciekawe artykuły i wynika z nich, że polskie społeczeństwo wcale nie jest takie głupie za jakie się je generalnie uważa. No czasem znajdują się takie perełki jak "Bezsens", ale gdyby się temu tak dokładniej przyjrzeć, to napisanie takich głupot też chyba na swój sposób jest wyczynem, bo mi do głowy nic podobnego nigdy by nie przyszło. Być może jestem na to za głupi, albo po prostu interesują mnie zupełnie inne rzeczy. Jak dla mnie to CDAM jest mały problem. Nie dotyczy on bynajmniej samego Magazynu, bo na grach komputerowych w ogóle się nie znam i nie mam zielonego pojęcia o co w tym wszystkim chodzi (wiem, że pewnie jest to samo w sobie śmieszne, ale przez 12 lat kontaktu z komputerem miałem tylko 3 gry, które mi się podobały: Boulder Dash, Electro Body i Settlers II). Chodzi o to, że dla mnie kupowanie Magazynu to zakup jednocześnie krążka z Magazynem i papierowej gazety, która w zasadzie mnie nie interesuje. Z zasady jestem człowiekiem, który nie przepada za marnotrawstwem i mam dylemat, bo i tak wiem, że papierowa gazeta trafi na makulaturę albo do pieca. Pewnie trochę szkoda, bo może komuś by się przydała; mi zależy w zasadzie jedynie na krążku. Jeśli ktoś wie jak rozwiązać ten problem, to czekam na propozycje. [Eddie: Sluze pomoca - wystarczy wejsc na: www.actionmag.psychodelic.org i sprawa zalatwiona. Dla Ciebie A-Mag, a dla innych, ktorym przez Ciebie ostatni egzemplarz mogl uciec spod reki - CD-Action, ktorego dzieki temu adresowi nie kupisz :) ] |
|
Jak to zwykle w życiu bywa, początki są dość trudne i być może moje pierwsze artykuły nie będą niczym nadzwyczajnym, ale chciałem na pierwszy raz podzielić się z Wami swoją własną obserwacją. Tak się składa, że przygotowuję się do obrony dwóch prac dyplomowych. Jedna dotyczy informatyki, choć jak mój promotor mawia: z informatyką to ona dopiero coś będzie miała wspólnego. Druga natomiast związana będzie z nowoczesnymi metodami analizy rynków kapitałowych. Ale nie to jest najważniejsze. Przez pięć lat swoich studiów bardzo często zastanawiałem się nad otaczającym mnie światem i tym jak zachowuje się współczesny człowiek. Pewnie wszystko, to co niżej napiszę nie będzie zbyt twórcze i odkrywcze, ale od prawie dwóch lat dręczy mnie przekonania, że my Polacy (a może i nie tylko my) staczamy się w przepaść nieróbstwa. Czym to argumentuję? Powodów jest wiele, ale może po kolei. Pamiętam, gdy chodziłem sobie jeszcze do podstawówki i tam jako młody szczeniak wyobrażałem sobie, jak będzie wyglądało moje dorosłe życie. Miałem wielkie plany i chciałem zostać kimś ważnym. Wydawało mi się, że to chyba nie powinno być trudne, bo przecież życie stoi przede mną otworem i wystarczy tylko coś chcieć robić i jakoś to będzie. Ale przyszedł czas, gdy poszedłem po edukację do szkoły średniej i musiałem gruntownie zrewidować swoje przekonania. Mieszkam na wsi i przyznam się szczerze, że widać to na każdym kroku, bo mój sposób myślenia chyba jest nieprzystający do współczesności. Otóż w tejże szkole średniej spotkałem się pierwszy raz z czymś, co generalnie najlepiej jest nazwać "układy". Gro młodych ludzi wykorzystując zamożność swoich rodziców i ich kontakty, uczęszczało do tej szkoły i nie robiąc w zasadzie nic wiele, kolejno przechodzili z klasy do klasy. Mnie nie było stać na takie historie, więc musiałem całkiem nieźle się napracować, żeby całą tę wiedzę jakoś pojąć i zrozumieć. W dodatku każdego dnia dojeżdżałem do szkoły, co zawsze zabierało sporo czasu (pieniędzy też) i jak dla mnie szkoła średnia była raczej walką z przeciwnościami losu niż walką z wiedzą, którą zdobyć trzeba. Po pięciu latach skończyłem sobie tę szkołę i po maturze przyszła mi do głowy taka refleksja: po cholerę w ogóle jest ta matura. Można przez pięć lat ciężko pracować i jakoś tam ten egzamin zdać, ale przecież można też przez pięć lat miło i lekko sobie żyć i też zdać maturę, nawet lepiej niż ten, co pracował. Więc po co cała ta farsa? Lepiej każdemu w ostatniej klasie dać papierek ze zdaną maturą bez konieczności organizowania tego kabaretu. Komu potrzebny ten stres i te wszystkie wydatki - chyba tylko nauczycielom. Ale to był wniosek jaki nasunął mi się pięć lat temu. Dziś przychodzi mi do głowy coś zupełnie innego: po cholerę ta szkoła średnia, skoro każdy musi z założenia ją skończyć a "układy" i kasa rodziców są w stanie załatwić absolutnie wszystko. Rok temu maturę zdawał moja siostra i nie mieściło się w mojej głowie wszystko to, co siostra opowiadała o przygotowaniach, przekupstwie, prezentach. Cała historia utwierdziła mnie w przekonaniu, że polski naród chyba schodzi na psy. Ale żeby przekonać się o tym i mieć pewność zacząłem analizować wszystko, to co mnie otacza. Byłem wtedy już na czwartym roku studiów i miałem całkiem spory bagaż studenckich wspomnień. Analizowałem sobie każde wydarzenie jakie zdołałem sobie przypomnieć i doszedłem do wniosku, że studia aż tak bardzo od szkoły średniej się nie różnią - wyjątkiem jest brak komitetu rodzicielskiego, jako jednego z "ciał pedagogicznych". Przestraszyłem się bardzo, bo nagle okazało się, że jedyną rzeczą jaka się liczy jest kombinatorstwo, nieuctwo, lenistwo i miłe, lekkie życie. Przecież młodość ma swoje prawa i każdy z nas zanim rozpocznie pracę oraz swoje prawdziwie dorosłe życie powinien choć trochę pocieszyć się nim, choćby dla własnej przyjemności. Jednak tu pojawił się kolejny problem, bo doszedłem do wniosku, że my uwielbiamy skrajności. Jak się bawić to na całego. No i moi szanowni koledzy "studiowali" na całego ciesząc się życiem, a każdy wysiłek jaki musieli włożyć w swoje studiowanie był dla nich bożą karą (może za to miłe i lekkie życie) i ciągle wokół siebie słyszałem jakie to studiowanie jest ciężkie i generalnie niepotrzebne, bo pierdoł uczą. Pewnie jest coś w tym prawdy, ale w końcu człowiek zdobywa wyższe wykształcenie i chyba do czegoś to zobowiązuje. (A może nie?...) Dziś, gdy większość z moich znajomych staje przed problemem znalezienia pracy, coraz częściej pojawiają się głosy, że całe te studia to bzdura i do niczego nie jest to potrzebna, za wyjątkiem tego kawałka papieru. No więc jak to jest? Przecież przypomina to już zupełnie szkołę średnią, a może przypomina to coś zupełnie innego - niezapomniane czasy socjalizmu? Zastanówmy się jak to z nami jest. Większość polskiego społeczeństwa uwielbia siedzieć i narzekać, że źle, że ciężko i rząd w ogóle nic nie robi, by było lepiej. A może to my sami wreszcie powinniśmy zabrać się do roboty i zadbać o swój los? Zgadzam się, że ludzie, którzy w Polsce dzierżą ster władzy, są totalnymi nieudacznikami i nic nie potrafią dobrze zrobić. Nawet nie umieją zadbać o to, by w kolejnych wyborach odnieść podobny sukces jak cztery lata wcześniej, ale to nie jest powód, aby siedzieć i narzekać. Jeśli bowiem te elity mają nas w d...e, to róbmy to i my. Ale nie pozwalajmy, aby nasz kraj na tym cierpiał. To prawda, że to oni w pierwszej kolejności odczują nasze zaangażowanie, ale pamiętajmy, że ich jest bardzo niewielu, a nas dużo więcej i co ważniejsze: to my mamy decydujące zdanie poprzez fakt głosowania. Wiem, że to wszystko może wydawać się bezsensowne, ale w dzisiejszych czasach jest tylko jedna rada: zabrać się do roboty i nie zastanawiać się czy to się opłaca, czy też nie. Za kilka lat będzie widać pierwsze efekty i nikt nam nie powie, że to zasługa elit, bo to my sami poprawimy nasz byt. Zdaje sobie sprawę, że pospolite ruszenia i czyny społeczne już dawno przerabialiśmy, ale wreszcie nastał czas, gdy możemy robić coś dla siebie (a w zasadzie dla nas wszystkich). Adam Smith w swoim dziele Bogactwo narodów podkreślał, że działanie jednostki kierowane własnym interesem zmierza do takich efektów, które służą celom społeczeństwa jako całości - prawo niewidzialnej ręki. Szkoda, że często rozumiane jest to jedynie jako dbanie wyłącznie o własny interes, ale wydaje mi się, że wynika to poniekąd z naszej mentalności, która powinna się zmieniać, bo w przeciwnym wypadku dalej będziemy dreptać w miejscu. Niestety tak się składa, że w pułapkę lenistwa i nieróbstwa wpadają dziś wszyscy: począwszy od dzieci w szkole, dla których nauka jest przykrością, a nie szansą na lepsze życie i co ważniejsze jedynym sposobem na to, by nie dawać się wykorzystywać tak, jak robi się to dziś. Sądzę, że większość naszych kłopotów wynika w dużej mierze z braku wiedzy, a ta dla młodych ludzi jest tylko i wyłącznie obciążeniem i niepotrzebnym balastem. Co więcej nawet ci starsi nie widzą sensu w pogłębianiu swej wiedzy, bo przecież oni już szkołę skończyli, więc wystarczy. Zawsze wydawało mi się, że studia to czas, w którym człowiek robi wreszcie coś dla siebie. Nadal tak twierdzę, choć mam sporo zastrzeżeń do systemu szkolnictwa wyższego i samych belfrów, ale to nie może być wymówka. Trzeba pokonywać trudności jakie oni stawiają przed nami i iść do przodu, bo tylko praca i chęć zdobycie czegoś w życiu może cokolwiek w naszym pięknym kraju zmienić. Szkoda, że wielu młodych ludzi zapomina o tej prostej zasadzie. Nie oczekuję od życia zbyt wiele, ale chciałbym tak samo pewnie jak każdy mieć samochód, ładny dom, ogród, sporo pieniędzy na koncie - to jest normalna rzecz, ale wydaje mi się, że jedyną drogą osiągnięcia tego jest ciężka praca, bez oglądania się na to, czy ma to sens czy też nie. Siedząc, narzekając i nic nie robiąc nie da się osiągnąć niczego. W Polsce jest ponad trzy miliony bezrobotnych, ale przyszło mi kiedyś do głowy, że coś tu chyba jest nie tak, bo jeśli tak jest, to czemu klatki w blokach są takie brudne, na ulicach pełno śmieci, wokół domów na wsi bałagan i brud. Czy zmienienie tego wymaga wielkich funduszy. NIE. Wystarczy chcieć i pracować. To jasne, że to nie przyniesie wyników w postaci pieniążków, ale może zmieni obraz naszego kraju. Ostatnio spotkałem się z przypadkiem, który moim zdaniem nie jest odosobniony. Pewna grupa ludzi od kilku lat w ogóle nie płaciła czynszu za mieszkanie. Nie mieli pieniędzy. Gdy spółdzielnia mieszkaniowa zaproponowała, że zaległości można odpracować zgłosiła się tylko (!!!) jedna osoba na czterdzieści. Pytam się, czy w Polsce jest bieda i bezrobocie, czy może lenistwo i nieróbstwo. Nie mam zamiaru generalizować i uważam, że każdy przypadek zawsze jest indywidualny, ale często ludzie sami prowokują życie i los a także nie wykorzystują szans, które mają. Nie siedźmy z założonymi rękami i zacznijmy coś robić. Na początek cokolwiek, reszta przyjdzie z czasem. Wierzę w to... D. |