Żule kafejniane

  Żyję sobie w brudnym, małym, śmierdzącym, okropnym Toruniu. Internetu w domu nie mam, ale że bez niego chyba bym umarł z nudów, chodzę często do kafejki. Wspomnę tylko, że robię to nielegalnie. Dlaczego? Ponieważ w naszej elitarnej szkole (Gimnazjum Akademckie) powstał zakaz dla uczniów... chodzenia do kafejek. Nasz kochany dyrektor (Suski, jeżeli to czytasz, to choć raz w życiu nie przemień się w kapusia) twierdzi, że przez owe ośrodki undergroundu (w przypadku De Longa, bo tak się ów dół społeczny nazywa, jest to dosłowny underground. Kafeja znajduje się w ładnie urządzonej "piwnicy") uczniowie przestają się uczyć (bo jak wiadomo w naszej szkole liczy się tylko nauka, a na dyskoteki trzeba mieć pozwolenia od rodziców), popadają w nałogi, zaczynają brać narkotyki i palić paierosy.

Zacznijmy najpierw od tego jak jest naprawdę: uczniowie GA jednak mają poczucie że są niby tą elitą, i jakie obowiązki na nich ciążą, że godzą kafeję ze szkołą. Popadanie w nałogi też się tego tyczy. Narkotyki i pety - z tymi pierwszymi się jeszcze nie spotkałem. No chyba że w nocy. Jednak ryzyko jest zbyt duże. Jeżeli chodzi o fajki - nie raz widzę jak pod drzwiamy stoi sobie paru, na oko 12 - 13 letnich.. stałych bywalców, jak bezceremonialnie zasuwają pety. I nikt im nie przeszkodzi. Miałem nawet przypadek, że jeden taki (mniej więcej 13 lat) pyta się mnie - zapalisz? Najchętniej to bym mu tak napierdolił w ryj, żeby te pety musiał sobie gdzie indziej wsadzać. Jednak jestem tylko rok starszy od niego, a za drzwiami było jeszcze kilku koleżków, a jak wiadomo, w kupie siła. Odpowiedziałem mu tylko "nie" i poszedłem dalej. Jeszcze straszyli nas w szkole "nalotami" na kafeję - okazuje się, że raz jedyny wice-dyrektor poszedł tam i z deczka ochrzanił obecnych uczniów.

Ale powracając do tematu... tak. Żule sami siebie nazywają stałymi bywalcami. Siedzi takie to z zapadniętymi oczami cały dzień (po szkole) przed komputerem często patrząc tylko jak ktoś inny gra i robiąc wnerwiające uwagi. To jest naprawdę wkurzające, jak takie coś ci zagląda przez ramię i co chwilę gada "co za lamer, on w Starcrafta gra, to gówno, dlaczego on kurwa nie gra w countera" albo udziela "porad" na temat gry w którą nigdy nie grał (np. gram jakieś pięć minut dopiero z kolegą w starcrafta, żul pyta się jaka jest najlepsza jednostka. Battlecruiser - odpowiadam. To czemu ich nie robisz jeszcze, lamo?" Po takich tekstach szczena opada. Lamer numero uno!

Taki żul nie ma co zrobić z czasem, rodzice się nim nie zajmują, w domu komputer ma, ale stoi odłogiem. Burrrrp...

Często chodzę też z ojcem do kafejki, żeby pomóć mu wysłać coś, znaleźć stronę lub inne rzeczy. Bierzemy sobie najgorszy komputer jaki jest (czyli najmniej zdemolowany i najszybciej działający - żulostwo go nie dosiada) i spokojnie robimy. Zza pleców słyszymy conajmniej dwustodecybelowe okrzyki "OSŁANIAJ MU DUPE LAMO!!!", z boku widzimy potępiające spojrzenia przekrwionych oczu. Ach, raj na ziemi! Na tym kończę... Siwy, jeżeli przeczytałeś tego arta, znaczy, że nareszcie wyrwałeś się z kafei...

Słuchałem płyty Limpa Bizkita "New old songs"

eomer of rohan
www.mplus.prv.pl