Pesymizmu ciąg dalszy
chcesz sobie popsuć humor - to czytaj
chcesz się dowartościować czyimś cierpieniem i głupotą - to czytaj
napisałem kiedyś do Ciebie lub Ty do mnie - pozdrawiam Cię!

 

Z góry przepraszam, ale będzie pesymistycznie. Przykro mi, ale taki nastrój. Poprawi się tylko po napisaniu. Może kiedyś będzie coś mądrego. A, było w poprzednim numerze. Postaram się pozbierać i zyskać trochę motywacji do sensownego tekstu.

 

O tym, że jestem nieprzydatny, najgorszy i nic ze mnie nie będzie słyszę średnio dwa razy dziennie. Chyba zaczynam w to wierzyć i być taki, jak o mnie mówią. Przecież to prawda. Nic ze mnie nie będzie, gdyż anty-egoiście trudno dbać o siebie [ekonomia – nauka o wykorzystaniu egoizmu w realiach gospodarki wolno(amerykankowej)rynkowej]. Jak rzadko mogę usłyszeć słowa uznania, pochwały. Prawie nigdzie. Może poza pocztą internetową, ale co w rzeczywistości, mojej małej łańcuczańskiej rzeczywistości kogoś coś obchodzi. Teksty sobie piszę, ale nikt nie wykazuje zainteresowania czytaniem. Czasem na siłę coś wymęczę, ale po zakończeniu nie usłyszę absolutnie nic, jakby była tam czysta kartka. Tylko kilka osób ciepło zareagowało na „Odezwę na 2003 p.n.e.”, gdyż niektóre fragmenty można uznać za dowcipne, a kilka za mające sens. Głownie to wszystko z winy, że nikt nic nie rozumie. Nikt nie wie, kiedy coś jest ironią, a kiedy na serio. A tłumaczeń nikt nie słucha. Nikt nie ma czasu, ma swoje sprawy. A czy gram w coś, czy piszę, to nie ma znaczenia, gdyż „rębam w tą klawiaturę”, gdzie „komputer ogłupia, otumania” tak, samo zło, AM to serwis pornograficzny, listy się wysyła, a później przyjeżdżają jacyś goście (dokładnie takich dwóch, co ukradli księżyc i dostali za to karę śmierci pod koniec życia plus dożywotnie redaktorstwo nad AM) i gwałcą dzieci. Brutalne gierki, o tak!!! HoM&M w szczególności. A, przepraszam. Tam są konie, więc pornografia. W rzeczywistości też bym tak zabijał (szkoda, bo broni mi nie chcą dać...) O, właśnie mieliście przykład ironii.

[Eddie: Hm... khem... tego, coś mi tu jakąś aluzją zalatuje... ale do tego ostatniego zarzutu, no, to z tymi dziećmi, to ja się nie przyznaję - zawsze pytam o dowód osobisty]

I dziwią się, jak mogę tak bębnić cały dzień na komputerze, co tylko zdrowie psuje itd. A dlaczego tyle siedzę, a tak długo gry przechodzę (piszę teksty!)? Pewnie i grać nie potrafię – jakże częste – „dzisiaj miałem słaby dzień”, ”Myszka się zacięła” „Wina pingu” ”Udało Ci się”. O tak! Naprawdę, pocieszające. Sam wiem, że to wszystko fuks, ale gdyby inni, chociaż  głośno nie mówili, że nic nie potrafię, jestem brzydki. Już sam o tym wiem, nie trzeba przypominać. I tak przychodzi człowiek do więźnia zakutego w kajdany: „Masz się zmienić”. Następnego dnia: „Masz się zmienić”. I tak przez tydzień, drugi, cały czas. Zamiast wyciągnąć klucz z kieszeni i go uwolnić. Może i on ma klucz przy sobie? Tylko niech ktoś powie gdzie i da mu powód do uwolnienia się! Oj, ludzie, ludzie. No i nie muszę martwić się o dobre samopoczucie. Gdybym tak czasem sądził, że coś potrafię, zawsze znajdzie się ktoś, kto udowodni mi, że jest inaczej. Bo gdybym tylko ja widział wszystko w ciemnych barwach a inni w jasnych, może i zaraziłbym się od nich optymizmem. Ale dobra, cieszę się pocztą, przynajmniej na ponad 75% listów odpowiadają mi. I właśnie teraz pozdrawiam ich wszystkich! Ale pewnie po innych tekstach będę dostawał już tylko bluzgi, jak mniemam. Nie ma takiej możliwości, aby istniała osoba, która ma podobne poglądy za mną przynajmniej w 80%! Zawsze coś ważnego, istotnego podzieli. Ale ja tam się poglądami za bardzo nie przejmuję, człowiek jest dobry, to ważne. I odpowiadam na wszystkie maile (z reguły, odstępstwa: spamy do wielu adresatów łącznie), nawet na same znaki zapytania. Nie jestem w końcu doskonały, aby nie odpisywać na niezrozumiałe, głupie, bezsensowne, niekulturalne maile (sam wysyłam tylko niezrozumiałe, co może potwierdzić wiele osób). A więc co chciałem przekazać? W końcu musi być tu coś wartościowego... Czyli tak: u mnie, mnie nie doceniają, myśleli o wysłaniu swoich tekstów do AM. A o twierdzeniu, że lepiej piszą (nie czytając moich tekstów, bo stron za dużo) to inna sprawa. Ale, skoro przyjmują teksty takiego dziada jak ja (a czasem strzelą wyróżnienie), to dlaczego jeden czy drugi nie napisze czegoś lepszego (podkreślam, nie czytając nic mojego). Udało mi się raz czy dwa zmusić do czytania szantażem, że do domu nie wpuszczę i nie pogra się u mnie. Tyle, co tam odezwa się spodobała, ale czego oczekiwać więcej? Kto miałby przejmować się zatracaniem się języka ojczystego, no kto? Ten, co przeklina nieraz, inglisza wpycha wszędzie, sorkuje zamiast przepraszać? A może ten ktoś miałby przejmować się problemami politycznymi, AIDS i innymi chorobami, głodem, skoro takiemu tylko stosunki seksualne w głowie?

[Eddie: Znowu jakaś aluzja? Żal jakiś masz do mnie, że się tak czepiasz?]

Czy osoba, która chętnie zamieniłaby herbatę, kawę i inne napoje na używki alkoholowe ma przejmować się bezrobociem, ekologią i nieludzkim traktowaniem zwierząt? No pewnie, że nie. To nie jej sprawa. I wszyscy pisaliby lepsze teksty, tylko czasu nie mają. I tak wygląda rozpowszechnianie AM we własnym środowisku. Oto i jedna strona. Za to spokojnie mogę reklamować AM w internecie. Znajomi może i mnie nie doceniają, ale z pocztą to chyba jest przecenianie. No jak czytam sobie od kogoś, że piszę świetnie, jestem często zszokowany. Chyba, że to tylko z grzeczności, to rozumiem. Przynajmniej tyle. Chyba, że to zjawisko „Obosiecznego miecza dobra”, jak to nazwałem w jednym z listów do Axela. Powysyłałem masie ludzi maile, że zgadzam się z nimi, a po czasie wróciło to do mnie, zwielokrotniając się. I takie życie, od przeglądnięcia skrzynki do przeglądnięcia skrzynki. A łącza w domu nie mam, o szkolnym można zapomnieć (jakie ono wspaniałe, takie cudowne, że aż nie chodzi poprawnie – brak połączenia średnio co 5 minut na 2 minuty), a w kawiarence żółw. A na domowym kompie WORD i FronPage jeszcze chodzą (tylko po 3-4 błędy dziennie), o grach można zapomnieć (napęd CD i tak nie chodzi). UT wiesza się co któreś uruchomienie, ale działa! A ja ciągle o tym samym. Mam może opisywać swój dzionek (byłoby znacznie gorzej) lub cieszyć się przyrodą? O, jaka piękna błyskawica, ciekawe, kogo zabiła lub jaką stodołę podpaliła? Jaka śliczna woda, jaka cudowna powódź! Nie ma jak wiosenny, trzydziestodniowy, kwaśny deszczyk, a z gradem to byłoby super.

 

Co mnie zachęciło do napisania tego – otóż słuchałem kompozytora z Mysłowic. On to ma „optymistyczne” utwory. O właśnie leci: „Strzelę sobie w łeb, w tą piękną noc. I znów zdławię pusty śmiech...”

 

Następnym razem muszę słuchać Ta Tu, a Tamta Tam.

 

Slavik

Slavik_1@wp.pl