Rajd rowerowy
Na początku małe wyjaśnienie: dlaczego ten tekst jest w tym kąciku, a nie w Dwóch Kółkach? Odpowiedź jest prosta: ponieważ nie będzie to rajd opisany czysto od strony rowerowej. Będzie tu o uczniach i ich zachowaniach na nim.
W czerwcu dwóch nauczycieli z mojej szkoły zorganizowało rajd rowerowy do oddalonej o kilkanaście kilometrów miejscowości. Miała to być impreza dwudniowa zgłosiło się na nią kilkanaście osób. W sumie mogło pojechać tylko siedemnaście. Na zbiórkę stawiło się szesnaście osób jedni mieli lepsze rowery inni gorsze większość to byli trzecio i drugoklasiści. Ja byłem wtedy pierwszakiem. Czekaliśmy na nauczycieli około pół godziny. Wreszcie gdy przyszli sprawdzili hamulce w rowerach (cobyśmy się nie pozabijali :)). Jednemu gościowi, który miał na rowerze specjalny bagażnik dali kilka części do zabrania. On wykręcił się, że nie ma kluczy do niego, bo wziął je kolega, który zaraz przyjedzie. Kolega przyjechał (choć tamten klucze oczywiście miał) wyjęli kilka browców z bagażnika przełożyli je do plecaka i już można było włożyć części. Potem przyjechało autko, które wzięło nasze większe bagaże, gdy jeden chłopak pakował swój plecak powiedział przy nauczycielach do kierowcy
- Niech pan uważa, bo tam Soplica jest (jakby ktoś nie wiedział to taka wóda).
Wreszcie nastąpiła ta wielka chwila ruszyliśmy. Ja byłem przy końcu i zaraz na początku przez jednego frajera – Karolka zostałem w tyle. Koleś miał centralnie nie napompowane opony i kondycję jakąś taką cieniutką ;). Gdy wreszcie wyrwałem się przed niego (wcześniej nie mogłem gdyż po jednej stronie był sznur samochodów, a po drugiej rów) musiałem „gonić” grupę przez ok. kilometr.
Na pierwszym postoju jeszcze niedaleko mojego miasta kilka osób pojechało po pompki do znajomych, ale opony Karolka dało się napompować dopiero kompresorem u jednego gościa :). Potem sobie jechaliśmy bez większych przygód nie licząc tego, że część grupy zgubiła się w lesie i musieliśmy na nich czekać jakieś pół godziny (albo i więcej). Wreszcie dojechaliśmy na miejsce. Była to szkoła podstawowa, ale jaka nowy budynek środku wszystko zadbane extra hala do gry razem z trybunami. Poza tym stół do pingla oraz do … bilardu. Bilard w szkole podstawowej. Była też świetlica z telewizorem i takimi fajnymi piłkarzykami :) oraz automat z caca colą. W szkole jednak długo nie byliśmy i szybciutko pojechaliśmy do stadniny koni. Tam oprowadzeni przez panią oglądaliśmy konie oraz pani pokazała nam różne rodzaje siodeł. Potem zjedliśmy kiełbasę z grilla oraz każdy mógł pojeździć na koniku. Następnie pewien pan pokazywał nam różne triki na koniu np.: zeskoczenie z siodła w pełnym biegu i co najlepsze wskoczenie na nie. Była tam również atrakcja taki byczek. Była to beczka i do jej czterech rogów (o ile beczka ma rogi :)) były przywiązane liny. Ktoś siadał na niej, a czterech chłopaków (dziewczyn niestety na rajdzie nie było) ciągnęło za linę – oczywiście osoby z mojego gimnazjum nie znały w tym umiaru i było tylko ciągnąć najlepiej żeby spadł jak beczka będzie wysoko.
Po tych wszystkich atrakcjach wróciliśmy do szkoły tam pograliśmy chwilę w nogę. Później rozmawiałem z kolegą na dziedzińcu szkoły, a tu nagle patrzę jeden trzecioklasista biegnie z moim śpiworem. No to ja za nim. Dobiegł w końcu do lasu i gdy go dogoniłem mówię oddaj śpiwór, a on mi, że zaraz, po czym wyjął z niego chyba cztery flaszki (trochę co). Wspomnę jeszcze, że gdy poszedłem z kolegą do pobliskiego sklepu to sprzedawczyni powiedziała mi, że on pójdzie do mojego opiekuna i powie, że kupowałem papierosy, a ona (biedna ;)) pomyliła mnie z synem jednego z mieszkańców. Po wyśmianiu jej jakoś nie przyszła kłamać.
Około jedenastej wieczorem jeden uczeń opowiadał nauczycielowi ile to oni wypili przez te kilka godzin (tak od ósmej). W nocy sprowadzili sobie panienki do lasu, ale lepiej nie będę o tym pisał ;). Zaraz przed spaniem była jeszcze tylko niewielka wojna na butelki z napojami (jacy to ludzie głupi potrafią być).
Na następny dzień, czyli w drodze powrotnej nie zdarzyło się nic ciekawego. Całą (prawie) trasę przejechaliśmy z bardzo dużą szybkością, a więc szybko byłem w domku. I mogłem spokojnie włączyć komputer i …