O mojej szkole

 

Chodzę do jednego z gorszych gimnazjów w moim mieście. Gdy kiedyś pewna lokalna gazeta zrobił ranking szkół to moja została umieszczona daleko pod czerwoną kreską. Jak takie coś wygląda w rzeczywistości. Kilkunastoletni budynek przed otoczony innymi. Koło bramy dwie budki jedna była kiedyś sklepikiem, a teraz jest tam PZW (Polski Związek Wędkarstwa) druga jest pusta. Są to świetne miejsca do palenia dla różnych uczniów z mojej szkoły. Gdy wejdzie się do szkoły na przerwie to (dla człowieka, który bywa tam rzadko) jest tam głośno, bardzo głośno. Na kilku ławkach siedzą szkolni skejci, a raczej szkolne jelenie udające skejtów (dla mnie skejci to osoby jeżdżące na desce, a nie słuchające hip hopu i noszące 3x za duże spodnie z krokiem w kolanach) siedzą oni razem z dziewczynami (niekoniecznie swoimi :)). Obok wejścia jest sklepik nad nim  duży napis głoszący, że ten sklepik oferuje zdrową żywność, a w nim same chipsy, słodycze, zapiekanki, czasem się trafi jakieś (zgniłe :)) jabłko - prawda bardzo to wszystko zdrowe :(. W kiblach palący kolesie i całkowity brak kranów. Są one (krany) wyrywane w góra dwa tygodnie od zamontowania nowych. Do niektórych kabin nie ma  drzwi – zostały one wyrwane. W klasach mamy całkiem dobre wyposażenie, ale stare (w większości) ławki oczywiście „ozdobione” poprzez wyryte scyzorykiem podpisy uczniów. Najbardziej zadbanym pomieszczeniem jest gabinet dyrektorki, sekretariat oraz pokój nauczycielski. Przynajmniej nauczyciele uczący mnie nie są źli (choć oczywiście zdarzają się wyjątki). Największą świnią jest nauczycielka od polskiego. Chciała mi dać 3 na półrocze, chociaż wychodziła mi taaaka mocna czwórka :). Kiedyś jeszcze całkiem znośnym miejscem był korytarz przed salą gimnastyczną. Był tam postawiony przynajmniej jeden stół i można było zagrać w tenisa stołowego. Wtedy jednak byłem tylko w pierwszej klasie i raz udało mi się zagrać na tym stole (tylko dlatego, że miałem w odpowiednim czasie rakietkę :)). Teraz już zgarnęli stamtąd stół i z grania nici. W mojej klasie jest tylko kilka fajnych osób, a dokładniej pięć (licząc ze mną :)). Na szesnaście osób (najmniejsza klasa w szkole) pali zaledwie jeden chłopak przynajmniej dwa dziennie i dwóch tak sporadycznie. Jest to jeden z lepszych wyników (może dlatego, że większość osób to dziewczyny 9/ 16). Nie można z nimi robić jakichś fajnych numerów nauczycielom (nie mogę z grupą, więc robię sam:)).

 

Takie jest moje gimnazjum czasami naprawdę nie chce mi się tam chodzić, ale cóż trzeba. Przechodziłem tam już półtora roku wytrzymam jeszcze drugie tyle (przynajmniej taką mam nadzieję). Tym optymistycznym zdaniem kończę mój krótki opis szkoły. Mógłbym wprawdzie napisać dłuższy, ale kto by to czytał.

 

tOOnY