Ostatnio miałem trochę czasu, to przeglądnąłem sobie wszystkie arty z pierwszego numeru AMSPORT. Tak sobie patrzyłem na te Sly'owe twory. Co prawda jeden był lepszy od drugiego, {To się nazywa darmowa wazelina. :) Co to się dzieje z tą młodzieżą, która wychwytuje wszystkich sposobów, aby znaleźć się na łamach podsycając to wychwalaniem naczelnego. :)} ale pewien tekst dobił mnie przez duże "D". Oto właśnie zobaczyłem "przegląd najlepszych piłkarzy świata" by Sly. Wziąłem się do czytania, ale po zakończeniu lektury nie bardzo wiedziałem co robić. Dlaczego? Ano dlatego, bo "gwiazdy", jakie tam ujrzałem, na pewno nigdy by mnie nie oświeciły. ;) No chyba, że na bardzo ciemnej ulicy. Sly opisał kolejno: Zlatana Ibrahimowicza (od biedy może być), Pablo Aimara (cienias), Juan Carlos Valeron (niezły). Pewnie Sly mnie w tej chwili chce mnie zlinczować (zresztą mu się nie dziwię, bo sam bym siebie zlinczował za coś takiego ;), ale muszę to powiedzieć: skąd Ty te gwiazdy do cholery wziąłeś? {Logiczne. Z głowy. Przy pomocy oczów. Działa to na następującej zasadzie: ja włączam taki Polsat Sport, oglądam kolejno mecz i wybieram kopaczy, którzy przypadli mi do gustu. Logika aż zabija logikę... logiką.}

Rozumiem, że chciałeś być ambitny (jak zawsze) i podaj nazwiska młodych wilczków, ale czemu akurat piłkarzy którzy dopiero się kształtują i może poza Valeronem licho wie co z nich będzie. Oczywiście nikt mi nie powie, że ci trzej panowie grać nie umieją, ale na pewno gwiazdami (jeszcze) oni nie są. Wstyd panie Sly, oj wstyd. :( {Wszystkie moje artykuły są wyrazem osobistych upodobań i ociekają subiektywizem. Naturalnie, że możesz nie zgadzać się z nieniejszym artem i mieć do niego zastrzeżenia, ale wątpie, by ktoś, coś lub inoś ;) zdołało mnie przekonać do zmiany zdania. Z całą odpowiedzialnością dokonałem skądinąd takiego wyboru i wcale nie uważam, że AIMAR JEST CIENIASEM!!! TO mnie kompletnie zagięło. Biją się o niego największe kluby, w Lidze Mistrzów myka między obrońcami niepostrzeżenie, co chwilę inicjując akcję swojej ekipy, dorzuca do tego rewelacyjną technikę, kilka bramek, i umiejętność dokładnego podania. Żadnym wstydem nie jest wyrażenie swojej opinii, a te konwersacje są jak najbardziej przemyślane.}

Żeby nie było, że rzucam słowa na wiatr zaraz to uargumentuję. {Sprawdzimy, jak Waszmość sobie radzi z poziomem argumentowania. Jeśli uda ci się mnie przekonać, dostaniesz Nobla i vicenaczalstwo w amsport, co - jak oświadczył jeden z ircowych towarzyszy, jest "wielkim zaszczytem". ;)}

Zacznijmy od pozornie najlepszego: {Sorry, że się bezczelnie tutaj wtrące, ale nie rozumiem tegoż początku zdania... Widocznie przebywanie w pokoju z miotłami wyraźnie ostudziło mój potencjał inteligencji, który spadwszy do zera, całkowicie nie pozwala mi na napisanie czegokolwiek sensownego. :)}

Pablo Aimar. Młody Argentyńczyk, posiada cudowną technikę, świetny reżyser gry, wydawało by się kapitalny zawodnik, ale... Jego największym mankamentem jest brak ustabilizowanej formy. Często gra tragicznie, za co kibice nadali mu przydomek El Pajaco. {BAAAA-AAAAA-NG!!! Tuś mnie rozśmieszył tymże absurdem, bo nimże właśnie ta, chyba za bardzo luźna dygresja, jest. Kłania się zupełna "nieoczytalność" kolegi. Ciekawe, jakie ja jeszcze w życiu zdania usłysze? Że Małysz walczył u boku Sarumana w wojnie o Śródziemie?:) Tobie natomiast sugeruje natychmiastowe sięgnięcie po jakąkolwiek pomoc dydaktyczną związaną z Aimarem, inaczej nie mamy powody do dalszych konwersacji na ten temat. Później w mailu autor się próbował tłumaczyć, ale i tak takiego starego lisa jak ja się nie nabierze. :)} Ksywa wzięła się od jego lokowanych włosów, które faktycznie wyglądają jak u pajaca. {Boże... ratuj mnie, kto może... Zaskakujące jest jednak to, że najpierw Ti-mon stwierdza, iż początkowo jego alter ego boiskowe wzięło się od tragicznej gry, później zaś od formy ułożenia jego włosów. Hm... zaiste dla mnie niepojęcie niezrozumiałe. Ale wybaczcie, jeśli on ma rację, możecie mnie zlinczować. Wiecie, jak się czuje człowiek, który przegrał sporą gotówkę w zakładach stawiając na Wisłę...? I przepraszam za to ostentacyjne ingerowanie w tekst, ale jakoże całość tyczy się mego tekstu, zasnułem doń pewne prawa.} Jednak jest w tym ziarenko prawdy. Młodziutki piłkarz bryluje przeważnie w Lidze Mistrzów, natomiast we wszelkich pucharach i w reprezentacji gra słabo. Nie mówię tu o młodzieżówce, bo to inna sprawa. Poza tym nie umie grać w defensywie, przez co sprawdza się tylko jako ofensywny pomocnik. W Valencji na jego sukces pracuje wiele piłkarzy, on sam nie umie sobie wypracować piłki. Często jest nieskuteczny. Jestem pewien, że w innym klubie na pewno by sobie nie poradził. Ot, taki przeciętniak. {Gdyby zorganizować wyścig "absurdów", to gwarantuję (moim zdaniem), że te z Timonowego tekstu zajęły by czołowe pozycje wyraźnie prześcigając inne (w tym moje z numeru am31). Wiesz, na czym polega cała ta filozofia piłkarska? Nikogo nie obchodzi na przykład fakt, że Aimara nie widać na boisku przez 89 minut, jak w ciągu kilkunastu sekund przeprowadzi akcję decydującą o wyniku spotkania. OT, CAŁA PRAWDA! Co z tego, że nie umie grać w defensywie? Że co, że nieprzydatny jest? Absolutnie przeciwnie! Niech tylko dostanie piłkę gdzieś na połowie boiska i zaczyna się show w wykonaniu młodego jeszcze Argentyńczyka. A już dobitnie i definitywnie dobił mnie w ziemię "Argument", że nie umie sobie wypracować sytuacji strzeleckiej... Tak się ostatnio zastanawiałem, czy aby kilka osób, z którymi mam przyjemność korespondować, oglądają te same mecze, co ja, i o tychże mówią. Ech, piszę maila do Smg, może mi pożyczy zardzewiałe grabie, na pewno będzie z nich niemały pożytek. :))}

Juan Carlos Valeron. Moim skromnym zdaniem jeden z lepszych playmakerów w Hiszpani. Kapitalne wyszkolenie techniczne. Umie przyjąć piłkę pod kryciem. Sporo biega, {... co robi?! Przeca on ewidentnie nie biega, moim zdaniem! Potruchta sobie na połowie przeciwnika, praktycznie nie przeszkadzając w kostruowaniu akcji przeciwnikowi... ale jak już łaciata do niego jak magnes doleci, wtedy trza stać na baczności i modlić się, by nie zostać ośmieszonym...} kapitalnie podaje. Mógłby spokojne grać jako napastnik. {I co jeszcze? Może go na bramkę postawimy, co? I osiągnięmy ten sam rezultat, czyli żaden. Gdzie on tam do napastnika?! Troszkę za wolny, nie poradziłby sobie.} Potrafi strzelić z dystansu. Trudno mu zabrać piłkę, bo dryblingiem nie ustępuje Luisowi Figo. {... tylko notabene jest od niego dużo lepszy, bo Figo - jak kiedyś porywał cały piłkarski świat, jest teraz tendecyjnym średniakiem, ażeby nie powiedzieć piłarzem słabym...} Jest naprawdę niezły. On nie czeka na podanie, sam sobie zabierze piłkę {Ooo - ooo... to on sobie sam zabierze? No toś ty rzeczywiście pięknie drogą dedukcji to napisał, nieprawdopodobne! Istna maestria, femonem olśniewający. Ciekawi mnie tylko, jakie czynności należy zrobić, aby wykonać tenże nieszablonowy... "zwód"? Chyba jedna noga atakuję drugą... ;)} i wypracuje sytuację podbramkową napastnikowi. Chociaż ze sposobu gry jest podobny do Aimara, ma jedną wielką zaletę. Całkiem nieźle idzie mu grać w obronie. Przez to może spełniać rolę defensywne pomocnika, ustawionego na środku. Chociaż muszę być szczery, że jeszcze go nie widziałem na tej pozycji. ;) Jest duszą i sercem Deportivo La Corunia. Gdy go nie ma piłkarze z Katalonii grają dwa razy gorzej. A przecież Depor potrafi dać łupnia takim potęgom jak Manchester czy Real. Wypowiedziałem się o nim w takich superlatywach, a jednak zastanawia mnie fakt, czy Valeron grałby tak w innym klubie. Pamiętacie Mendiete, gdy grał jeszcze w Valencji? Grał cudownie, tak jak Aimar, ale gdy zmienił barwy klubowe od razu zaczął grać gorzej. I nie jest to wina włoskiego stylu gry (Gaizka Mendieta przeszedł dwa lata temu do Lazio), bo przecież teraz Mendieta gra w Bracelonie i wcale nie gra lepiej. {Valeron gdzie indziej raczej grałby słabiej, a na Wyspach to zupełnie by sobie nie poradził. Jego domem i miejscem pracy jest liga hiszpańska i ta tylko udowadnia, że technicy pokroju Valerona mają tutaj raj na ziemi. Na jego miejscu nei zamieniałbym "technicznej" Hiszpanii na "bezmyślną kopaninę" w stylu retro, rodem z Anglii.}

Zlatan Ibrahimovic. Moim zdaniem niedoceniany. Co prawda gwiazdą nie jest i nigdy nie będzie, ale coś w sobie ma. {Nie musi być już gwiazdą, bo już jest. Patrząc przez pryzmat największych piłkarzy obecnie występujących na boiskach. Jedno miejsce na nim należy się mu bezwzględnie. Faktem jest jednak to, iż coś posiada tylko swojego, co pozwala mu wybić się z szarości i w potencjalnym gronie przeciętniaków, wybić.} Wspaniale drybluje, nieźle podaje (!) i potrafi strzelić gola z prawie każdej pozycji. {A ja dalej się upieram, że akcja z meczu Ajax:PSV powinna zostać wpisana do annałów futbolu. Takiego geniuszu nie dokonałby nawet Zidane, i nie uznajcie tutaj, że Sly niesamowicie wyolbrzymia. Jeszcze tak nisko nie upadł. ;)} Gdy patrzę na grę Zlatana to przypomina mi się Ruud Van Nisterloy, napastnik Manchesteru United. Gracz popularnych Czerwonych Diabłów też gra jako wysunięty napastnik. Ma podobny styl poruszania się po boisku i, co najważniejsze, strzela bliźniaczo podobne bramki, a przecież Van Nisterloy też kiedyś grał w Holandii. Wszystko takie podobne. Dla mnie jednak przepaść między tymi dwoma zawodnikami jest ogromna. {Tak samo ogromna, jak przepaść między wzrostem polskiej gospodarki a poziomem umysłowym ameby. :)) Wiem, że to nie moje, ale bardzo mi się podoba.} Holender ma jeszcze przed sobą długie lata kariery, a gra już w Manchesterze United. Natomiast Ibrahimowicz, chociaż młody, pomału się wypala. {Gdyby połowa zawodników z polskiej reprezentacji tak się wypalała, piłka byłaby piękna, a kibice szczęśliwi.} Cienko idzie mu w reprezentacji, albo inaczej: to reprezentacja jest cienka. ;) {Tutaj akurat jedno wyklucza drugie. Jasne, że nic nie ma do powiedzienia, jeśli partnerzy kompletnie nie wiedzą, po co są na boisku.} Poza tym nie podoba mi się masa niewykorzystanych sytuacji Ibrahimovic. Moim zdaniem Zlatan zmierza w kierunku Johna Carew i w następnym sezonie będzie grał coraz gorzej. {Ja natomiast twierdzę, że z niego może być (ale nie musi!) drugi Garrincha w sytuacji, gdyby grał w napadzie... Dziwne porównanie, nie?} Może się mylę, ale ostatnio moje trafne przeczucia na to nie wskazują. Ostatnio, przed meczem Juventus: Manchester United, kiedy to wszystko wskazywało na wygraną Juve (nawet fan Man Utd to mówił) {to załosny to musiał być "fan", jeśli jego uwielbienie do klubu uosabia kontakty między polskimi posłami... Z kibica, który nie wierzy w finalny sukces swej ekipy, jest żaden kibic, jednakowoż może tacy tylko wpadają w chwilę depresji na krótki czas? Identycznie jak ze mną: kocham Wisłę, chciałem jej awansu do następnej rundy UEFA, a tutaj taki nieprzewidziany zbieg okoliczności... aż prawie płakałem, a Ti-mon, sądząc po jego oddaniu dla włoskich klubów, tylko zacierał ręcę wmawiając sobie, że osiągnął bardzo ważny punkt w "konfrontacji" psychicznej ze Sly'em. :)} , zaraz przed meczem miałem czarną wizję, że Juve przegra. Sprawdziło się, po tym meczu chciałem się udusić... {Ja też, ale kolega rzucił mnie krasnoludem (co wydawało mi się, później oczywiście, śmieszne! Aluzja do sceny z The Lord of The Ring: Two Towers, kiedy to Aragorn, podczas oblężenia Helmowego Jaru, kilkanaście metrów od mostu łączącego oba punkty dowodzące, rzuca Gimliego na tenże, powodując natychmiastowe ich wybicie. Tak śmieszny był to motyw, że przeciwko jego pięknu nie mogłem pozostać obojętny. :)}

To by było na tyle. Mam nadzieję, że Sly mnie nie zabije. ;) {Jeszcze miesiąc temu to na pewno, dwa tygodnie temu może nie, teraz, gdy zapożyczyłem się w uniwersalne zardzewiałe grabie Smg, na pewno. ;)} Aha, jeszcze jedno dla mnie gwiazdy to: Zidane, Figo, Ronal... tfu! Roberto Carlos ;), Inzaghi (nawet nie pytajcie ;), Beckham. {Pierwszy tak... reszta nie. Dziwicie się? Ja wcale, a uargumentuje to kiedy indziej. Prawdę mówiąc, Beckham to zakompleksiona boiskowa panienka potrafiąca tylko dokładnie dośrodkować. Hmmm... ale druga strona medalu dobitnie uświadamia, że gracz wyspecjalizowany w jednej umiejętności jest wielki, i to trzeba mu przyznać. Tak jak Butragenio. Chociaż i tak zawodnik MU to dla mnie kopacz w najlepszym wypadku średni.} Jeśli chciałeś opisać młodych i zdolnych, to proszę bardzo, ale zacznij od naszego podwórka, bo w Polce kilku lepszych od Aimara na pewno by się znalazło, np. ja :). {... Powiedział Ti-mon, po czym runął uderzony przez Sly'a zardzewiałymi grabiami, zmienił miejsce zamieszkania na drugi świat (piekło, nie niebo :)) zakończył te niezbyt sensowne dywagacje na swój poziom piłkarski, który (choć nie widziałem) jest skąpy. :) Wybacz mi. Ale teraz serio: z tego, co w Polsce widziałem, potencjał w młodzieży mamy po prosu rewelacyjny. I aż człowieka żal będzie ściskał, kiedy te perełki nie zostaną należycie uformowywane. Tutaj mogą się rodzić kopacze na miarę Zidane'a - naprawdę! - tylko my sami chyba w to nie wierzymy. A błąd, bo odpowiednie pokierowanie takim zawodnikiem powinno dać w przyszłości efekty, jakich większość z dzisiejszych trenerów nawet nie może pojąć. Na zakończenie tylko chciałem przeprosić, że tak często się koledze w tekst wpieprzałem, ale... mi wolno, bom naczelny jest!:)

Timon & SLY