FANATYK

Kurcze, Sly, miałem coś napisać, ale jakoś na temat sportu pusto w głowie. Może w lecie będę w temacie. Jednak, skoro już zacząłem, napisać trzeba. Omijając wszystkie dynastie powitalno - pożegnalne, przejdźmy do tematu właściwego.

Pisząc o piłce nożnej powinienem oprzeć się na wiedzy, jakiś danych, tudzież obserwacjach. Jednak za taką wiedzą nie przepadam, poza tym ten tekst byłby nudny. O wpływach sportu na społeczeństwo i takich rzeczach postaram się napisać, lecz na razie, jako wprowadzenie, opowiem Wam historię fanatyzmu.

Mieszkał na osiedlu, w bloku na pierwszym piętrze. Widok z północnego okna przestawiał boisko. Boisko do piłki nożnej. Na jego szerokości stały dodatkowo dwa kosze. Kiedyś było to boisko typowo podwórkowe, jednak po powstaniu Placu Zabaw (zwanego Ogródkiem Jordanowskim) zostało ono wybetonowane. Co do jakości tego betonowania wypowiadać się nie warto, gdyż polski robotnik był w stanie dla niego odpowiednim, w jednym rogu mając studzienkę kanalizacyjną, a w drugim obniżając poziom betonu. Dzięki czemu powstała wieczna kałuża na rozległej powierzchni, zwana potocznie "Dużą kałużą". Jednak kto by się tym przejmował!

I grało się z przerwami na posiłek, bez wytchnienia. Fanatyk ciągle był na pozycji, nigdy nie odchodził pierwszy. Nawet, gdy nikogo nie było, sam sobie kopał. Po kilku piłkach stracił już rachubę co do ich ilości. Ogródek można było podzielić na trzy boiska: właściwe, pici-polo oraz kawałek ziemi przy alejce, gdzie teoretycznie było boisko do siatkówki. W pobliżu znajdowało się również boisko I LO, do koszykówki ówczesnej szkoły podstawowej (obecnie gimnazjum) i oczywiście stadion za E4. Grać prawie zawsze było gdzie (a dla fanatyka to często nie było gdzie – tak to jest, jak chce się grać cały czas), i z kim zazwyczaj też.

Jednak bywały dni deszczowe, zimowe. Wtedy fanatyk musiał spędzać czas w inny sposób, lecz również związany z piłką nożną. Jego pomysłowość była gigantyczna, jak i nałóg futbolowy. A więc na podłodze ustawiało się z kaset video lub książek bramki (wielkość zależna od zawodników), brało resoraki i był mecz!!! Fanatyk odkrył nową dyscyplinę sportu, wcześniej już odkrytą, lecz on o tym nie wiedział. I tak były drużyny, tabele, eliminacje, czas - budzik z ustawionym dzwonieniem... Gdy nie było aż tyle miejsca na podłodze, miało się klocki Lego Ž, z których to konstruowało się zawodników. Wtedy proporcjonalne boisko i piłka wystarczały w zupełności. Oraz kawałek stołu czy łóżka. Jednak szczytem fanatyzmu była piłka nożna planszowa! Specjalne plansze, pionki, miesiącami pisane zasady rozgrywki, patche, mody... Jeszcze sąsiedzi czepiali się, że ciągle ktoś im się tłucze nad głową, lecz nałóg to nałóg, chociaż raz dziennie piłkę trącić trzeba.

Gdy przeznaczenie pozwoliło mu spotkać innych fanatyków, grał on z nimi wszędzie. Na przerwach nawet w sali szkolnej, co niestety niektórym nauczycielom się nie podobało. Jednak na okienkach na korytarzu nie mieli wyboru. Alternatywnym boiskiem były stalowe pręty przytwierdzenia kosza, które to stanowiły dwa słupki. Mając chociażby ping-ponga czy piłkę tenisową można było grać do upadłego. Poziom wyżej było przejście na drugie boisko, gdzie grało się 2 na 2, 2 na 1, a czasami samobójcze pojedynki 1 na 1. Choć nie można źle mówić, fanatyk grał i 2 na 2 na całej długości stadionu na duże bramki. :) Codzienne rozgrywki w małym gronie obudziły w innych ich prawdziwą naturę i wrodzony fanatyzm do tej dyscypliny sportu, którą obecnie przy skokach narciarskich można nazwać narodową. Choć sport narodowy to kto ile wypije w krótszym czasie i jaki kawałek drogi w miarę prosto po tym przejdzie, lecz piłka nożna łączy wszystkich przeciwko wspólnemu wrogowi. :)

Fanatyk, ciągle pogłębiając doświadczenie, bezproblemowo zaaklimatyzował się na stadionie. A tam przychodziły nie tylko młodziki, lecz i "zawodowi" zawodnicy, nadmiernie wykorzystujący własne atrybuty do walki ciałem. Lecz fanatyk, nie lękając się śmierci, walczył z każdym o każdą piłkę, i czasami wygrywał. Z biegiem czasu coraz częściej. Urządzał nawet kilkukilometrowe wyprawy krzyżowe na okoliczne stadiony, by po rycersku walczyć z poganami, wyznawcami złej piłki nożnej. Lecz teraz fanatyk stanął przed wielkim wyborem życiowym (być czy może nie, kto to wie) - noga czy AM. Jednak był on na tyle sprytny, że wybrał zarówno odpowiedź pierwszą jak i drugą. Co z tego wyniknie? Niniejszy tekst, oczywiście, oraz wiele, wiele następnych.

Fanatyk
czyli Slavik
Slavik_1@wp.pl

{SLY: I TO się nazywa "tekst". Tekst w znaczeniu "tekst"! Dorzućmy jeszcze kilka słów stworząc epitet, a co! Świetny tekst! Wiecie, czymże się tak zachwycam u kolegi? Ma on dar takiej lekkości i płynności wypowiedzi, że szczerze mu tego gratuluję i... zazdroszczę. Oby tak dalej!