Filthy Deed
II.
Mężczyzna upada na beton, tuż przy wejściu do klatki. Muszę mu pomóc, nie mogę go tak zostawić.
Podobno wystarczy tylko szybko przejść przez niego i intensywnie myśleć o wchłonięciu przez jego ciało. Niedługo
przyjdą tu po niego.. Trzeba spróbować...
"Boże jaki oni mają kiepski wzrok! Nie to co ja. Do tego z wiekiem jest on coraz gorszy. Ale oberwał. Muszę się złapać za jego ramię aby zatamować krew. Ostatnią jego myślą było dojście do przyjaciela. Marka. Wchodzę do klatki, gdzieś tu musi być lista lokatorów. O jest! Miodek Jerzy, Kawarska Beata, Koziński Marek. Jedyny na liście Marek. Pokój nr 12. Na szczęście to druga klatka. Numery zaczynają
się od 8. 1 piętro, drugie, ale on ciężki, jak on może w ogóle biegać. Ostro mu się kręci obraz.. Jesteśmy na miejscu. Jeszcze tylko zapukam i
z powrotem do swojej postaci.."
Po zapukaniu ciało pada na ziemię jakby siła, która dotychczas podtrzymywała ją w stanie przytomnym odleciała. Drzwi się otwierają i do środka wlecze go młody, rudy mężczyzna. Kładzie go na kanapie i bierze telefon. Po krótkiej
rozmowie siada przy znajomym i gada do niego jakieś bzdury, aby podnosić go na duchu.
Do mieszkania wchodzi kobieta z 2 walizkami.
- Znalazłam to tuż przy wejściu na klatkę. To pewnie Roberta. - hmm a zatem on się nazywa Robert. Marek odbiera od niej jedną walizkę i kładzie nieopodal postrzelonej postaci. Zaczyna się opatrywanie. Lekarka dezynfekuje ranę i szczypcami wyjmuje po kolei kawałki śrutu. Po 10 min, kończy już zszywać. Każe rudzielcowi aby zraniony po odzyskaniu
przytomności porządnie odpoczął aby zregenerować utratę krwi, oraz od czasu do czasu
oczyszczać ranę. Obaj mężczyźni pozostają sami. Główną rolę przejął teraz czas. To on będzie dyktował warunki wyleczenia...
Robert wraca do przytomności już po zmierzchu. Z małymi drgawkami podnosi się z łóżka i idąc za dźwiękami szykowanego jedzenia, kieruje się do kuchni. "Na szczęście mi się udało".
- Dzięki za pomoc.
- Przestań ja też kiedyś byłem w podobnej sytuacji i wtedy ty udzieliłeś mi pomocy. Uznaj to jako spłatę długu.
Mówiąc to Marek kończy kroić rzodkiewkę i kładzie ją na kilka kanapek z białym serem. Trzymając talerz z jedzeniem pomaga postaci przejść do salonu gdzie oglądając
wiadomości spożywają pokarm.
- Lekarka powiedziała abyś porządnie się przespał i zregenerował siły.
- Jaka lekarka! - krzyknął Robert.
- Spokojnie - wziął kęs kanapki - znajoma.
- To w porządku, Marek nie jestem dzieckiem. Po za tym leżałem już wystarczająco długo.
Wstaje, bierze walizkę w zdrową rękę i podchodzi do drzwi.
- Dzięki jeszcze raz za wszystko!
"Dzięki również Bogu za to, że jakoś się od niego przyczłapałem". Gdybym miał jakąś postać.. Niestety jestem niematerialny,
na pewno uśmiech zawitałby na mojej twarzy. Mężczyzna powoli, lekko kulejąc zmierza do swojego mieszkania. Na zegarku 19:12. Podwórko jest puste, żadnych dzieci. "Siedzą
pewnie teraz w domach i oglądają dobranockę". Klatka schodowa. "Mmmm jaki miły chłód, chyba mam gorączkę w końcu na
dworze nie jest tak wcale ciepło". Głośnie stąpanie rozchodzi się po całej klatce, wkrótce słychać dźwięki uderzanych o siebie kluczy, przekręcanego zamka i głośnie, przeraźliwe skrzypnięcie drzwi. Postać
zostawiła walizkę tuż przy wejściu, rzuciła płaszcz na łóżko w sypialni i położyła się na kanapie przed telewizorem. Z nudów przełącza kanał szukając czegoś ciekawego.
Zaczyna od pierwszego kanału, kończąc na 20. I tak kilka razy. "W końcu kiedy
np. patrzę na kanał 20 po raz pierwszy to może gdzieś np. na 7 zaczął się jakiś ciekawy program". Taktyka jednak nie jest zbyt skuteczna i Robert wyłącza telewizor. Zasypia.
Podpis