3 Ćwierci od Śmierci
Nie wiem, co z tego wyjdzie.
Bo też ja mam chyba jakieś chore spojrzenie na to, co znaczy być wampirem.
Zagrałem raptem 3 sesje i piszę do kącika. Teraz zaś w W:M nie mam już z kim grać w ogóle. A chciałoby się, aby ten corner jednak istniał. Powstają tym podobne twory, nikt nic nie komentuje, a mnie zadręcza myśl, czy to aby nie zbrodnia pisać takie rzeczy.
Ale miało być o spojrzeniu na kwestie wampiryzmu jednej osoby.
Mit wampirów niby powstał wśród ludzi na podłożu fobii seksualnych; ze strachu, że w nocy jakiś zimny trup zacznie ich molestować i wysysać z nich krew. Czy taki pogląd nie odbiera temu całej magii? Wyobraź sobie sztywną potworność leżącą w trumnie o przegniłych deskach, wyżeraną przez robaki. Nagle to coś otwiera oczy i przysysa się do Twojej szyi. Boisz się? 
Powstał teraz film o tytule "Królowa Potępionych" ('Queen of the Damned')- po zapowiedzi w kinie zdecydowałem, że nie chcę tego oglądać. Komercja w sosie techno z wampirów to dla mnie odpychająca potrawa. Ale nie o to chodzi. Otóż, film ten jest przesycony erotyzmem. To główny chwyt marketingowy.
Nie przytoczę monologów, jakie można czasem spotkać na chacie "kainitów". To są poniekąd przykre chwile. Nie jestem na te kwestie specjalnie przeczulony, ale dla mnie wampiry to coś ponadto.
Jest jeszcze strach przed tym, co po śmierci. Strach przed umarłymi i przed końcem życia samym w sobie. Ludzie boją się tego, co nieznane i odmienne. Raz odbija się to w inkwizycji (choć to z grubsza inna sprawa), dwa np. w obawie przed (nie)żyjącymi trupami.
W kulturze jednak dominujący wpływ na wizerunek wampirów ma powód pierwszy. Rzeczoznawcy mogą mnie wyśmiać, zagrałem tylko 3 sesje. Ale...
Dla mnie Wampir to gra o przemijaniu, smutku, samotności, przerażeniu, śmierci, walce bestii z człowieczeństwem. Walce, wcześniej, czy później, lecz z góry przegranej. Nie przemawia do mnie wizerunek Brujaha, który w skórach jeździ na motorze, w nocnych klubach wyszukuje ofiar jak kot wyławia rybki ze stawu, i ostatecznie z tego wszystkiego jest szczęśliwy. Wieczne życie to przede wszystkim klątwa, bo wiecznym wcale nie jest. Wampir przemija, aż w końcu, nawet jeśli wciąż trwa, to już go nie ma. Tylko przyobleczony w ludzkie ciało owad, komar, pijawka. Z tym, że komar nie zna okrucieństwa i nie nienawidzi. Zresztą, gdy okrucieństwo dla jego sprawcy staje się powszednie, to już prawdziwym okrucieństwem nie jest.
Nieśmiertelność to niewyczerpana studnia smutku... i jakoś nie chce mi się tego tłumaczyć.
Ze swej ostatniej przygody zapamiętałem taką scenę: mój 'bohater' chciał narozrabiać, udał się aż do wagonu, w którym znajdował się kierowca metra. Miał zamiar go zabić, lecz ten spojrzał na niego pytająco: słucham? czego pan chce? Tamtej nocy malkavianin poszedł się napić ze śpiącej staruszki... Chyba źle odegrałem postać, ale to jest walka człowieczeństwa z bestią.
Dracula był zły. Na tyle, by dawać swym służkom niemowlę. Ale nie na tyle, by spokrewnić ukochaną. Skala "dobra" waha się znacząco, lecz jedno jest pewne- powoli maleje, albo doprowadza do obłędu.
Wampir też tak naprawdę skazany jest na samotność. Dla kogoś, kto nawet za normalnego życia nie mógł jej znieść, takie coś jest iście okropną katuszą. Wszelkie złudzenia, że można się przed tą samotnością uchronić są rozwiewane szybko i dotkliwie.
Wreszcie, szaleństwo. W moim odczuciu jest piękne. Jeśli ktoś myśli inaczej i tak teraz tego nie zrozumie, więc tłumaczeń tu nie ma.
Przerażenie. Strach przed samym sobą i strach ofiar. Strach przed tym, co rośnie w sobie, a czego nie można zrozumieć. Strach zrozumieć.
Można by rzec, iż krwiopijca jest śmiercią. Oparł się jej prawom tylko częściowo, by samemu stać się jej sługą.
Całość w obliczu wierzeń mas chrześcijan nabiera gorzkiej ironii. Gdy do owej całości dodać to, o czym pisałem na początku- owszem, uznam takie spojrzenie na bycie wampirem.
Nie wiem co z tego wyszło.


Gromph

używanie zawartej tu grafiki, tekstów, kodu html, zabronione