Poezja...
FILM PATRIOTYCZNY

Żołnierz nie widział swojego nagrobka
nie czytał książek o sobie
gdy ucichły echa strzałów
zerwał się do biegu

nazistowski snajper siedzi gdzieś
w dziesięciu przypadkowych punktach 
krainy względności
zarzeka się, że postrzelił żołnierza
ale tak naprawdę 

zanim ktokolwiek
zdążył nacisnąć spust
żołnierz, któremu nigdy nie dane było obejrzeć 
filmu dokumentalnego ku swojej pamięci,
wtargnął jaźnią w błękit nieskończoności
gdzie 
jest 
tylko 
cisza


Kosmiczny pościg i wielkie nic

Profesor Migrena z siatką na motyle
skacze po chmurach i zgarnia gwiazdy.
Jestem mordercą bieli kartek

Z radością gaszę świece, połykam mgłę i
suszę kwiaty, szyję z części ludzkich
okrutne frankenstainy, które wprost z fabryki
idą kupić simplus twoja paczka oraz żel
do włosów z mazi międzykostnej
wysączanej z człowieczych larw, rodziny 
sprzedają swych starych

Prozaiczność wyciska ze mnie łzy
jak w salonach "jesteśmy piękni" wyciskają z
pryszczy ropę; banany wyginęły 
ale założono rezerwat przyrodniczy 
dla wierszokletów.
To nieudana inwestycja.
Czasem tam chadzam, pokazują mnie palcami, błagają: 
URATUJ NAS, DAJ PAPIER I OŁÓWEK.
To co piszę, jak sądzę, przypomina dziwną 
rzecz sprzed wieków wierszem nazwaną 
przez stwory wymarłe a nadające nazwy:

Moi zmarli, bądźcie zapomniani
Nie umkniecie władcy bezsensu!
A w tym bełkocie nie znajdziecie 
poza bełkotem nic, wielkie nic...


* * *
Był se na wojnie pewien Pan,
ludzie pod jego rozkazami
z rozkazów Jego- dzieci
mu przyprowadzali.

Dzieci o anielskich głosach.

Pan lubił muzykę klasyczną.
Potrafił przy niej płakać do śmiechu.
Miał Pan złe sny o czarnych demonach
i wiele odznaczeń kolorowych.
Tak też było, że Pan na wojnie
szyfrował wiadomości.

Raz na jakiś czas prócz
klasycznej muzyki, operowych nagrań
chciał pan posłuchać swej ulubionej Pieśni.
Brał Pan dzieci go gabinetu nocą,
a okna na oścież otwierał.
Mawiał Pan: posłyszcie słowiki
i przesuwał Pan mocno nożem
ostrym po szyjkach bladych.
podobno
W ich charczeniu słyszał Pieśń o Niczym.



* * *
Opuchnięte oczy miałem
senny sen, zaspany jakby
z nieba po mnie spłynęły
dwa anioły jakieś czarne
w blasku w chwale i przy dźwiękach lir

Na twarzach miały maski
Wzięły mnie anioły
pod ramiona
i skrzydłami jęły machać
smutek niewysłowiony napadł mnie tedy
nad aniołami temi
i z oczu pokapały łzy

wysoko żeśmy lecieli, a one
oderwać się od moich oczu nie chciały
po cienkiej, niby pajęczej nitce wędrowały
w większą coraz ciężką łzę się zbierały

zawiodły mnie anioły 
nad ocean smutku czarny,
maski zrzuciły w toń
widokiem swym krew mą zmroziły
zwolniły uchwyty swych kościstych rąk
a ja, jeszczem tamtym przerażony
spadłem na ciężarze łez
w ocean czarny,
ze smutku i bez ryb



PRZYPADKI PANA MILES

różne są scenariusze
trywialne wszystkie
fakt końca jest istotny
jego nadejście chciałem przyspieszyć
tak bardzo
pokarano mnie za pychę,
prąd wyniszcza mnie co dzień

pielęgniarka szepcze: już dobrze

mogę cierpieć bardziej niż to możliwe,
byleby ze skutkiem
i tak spędzone ostatnie chwile
będę miał czas mile wspominać,
aby tylko ostatnimi były
ostatnimi!

pielęgniarka rzecze: jeszcze raz, panie miles
ostatni raz...
ostateczność spijam z suchych warg 



MY TEŻ

Jest mniej trwały niż ziarno piasku
Jest jak porcelanowa lalka
w którą tchnięto życie
jak kropla w morzu, która
nie ginie i nie wysycha
błądzi w odmętach swego bólu

Wściekłe demony przyniosły młoty
mają szpony i kowadła
Chcą go skruszyć są takie wściekłe
bo naszła ich myśl

że one też przeminą




* * *
Profesor Migrena
karmi do syta nerwy
podrywa je do tańca w rytm 
krzyku
wrzeszczą, gdzieś tam na pustkowiach
i w różnych miastach
Zapytany odpowiada
że jest niczym
Czasem gada
z bezdomnym kataryniarzem
Podobno watę jedzą też anioły


***
Jak umarliśmy:
Nie było odpowiedzi
żadnych słów
ciężki oddech...
nie było pożegnania

żadnego szeptu
tylko światło starej lampy przy schodach

jedna, jedyna łza
ciężki oddech...
ustał

Gromph

używanie zawartej tu grafiki, tekstów, kodu html, zabronione