|
Nie uczestniczyłem w całym tym telewizyjnym zamieszaniu wokół szczytu Unii w Kopenhadze, więc postanowiłem kupić sobie Gazetę Wyborczą (z 16.12.2002) - może coś ciekawego napiszą :) I nie zawiodłem się, relacje obszerne i jak zwykle w GW poszatkowane: trochę na tej stronie, trochę na tej, a najwięcej to w następnym numerze ;) Ale do rzeczy. Wywiady, analizy, komentarze - normalka. Zaintrygował i zaskoczył mnie natomiast fragment komentarza zaczerpnięty z Niemieckiej gazety "Frankfurter Allgemeine, Sonntagszeitung", którego autorem jest Klaus-Dieter Frankenberger. Fragment ten jest na tyle ciekawy, że zacytuję go niemal w całości: "Europejczycy zabrali się za bardzo chwalebny projekt. Dobrze, by nie stracili jego celów z oczu. W minionych miesiącach, tygodniach i dniach odnosiło się jednak wrażenie, że nie chodzi o proces o znaczeniu historycznym, lecz o dzielenie pieniędzy. Najbardziej absurdalne żądanie nie było dość absurdalne, by nie stało się tematem fundamentalnej debaty. Negocjacje ocierały się o granicę wytrzymałości i bezczelności. Ten styl rokowań, opanowany do mistrzostwa przez Polaków, nie jest nowy. Byłoby jednak fatalnie, gdyby jedynym motywem [wejście do UE] był dostęp do żłobu. W obliczu oczekiwanego wzmocnienia rozwoju i stabilizacji każdy rachunek finansowy staje się małostkowy." Do takiego tekstu można podejść na kilka drastycznie
różnych sposobów: Co ja na ten temat sądzę? Puenta moja będzie krótka. Ocenę pozostawiam Wam. Dla mnie najważniejsze było uświadomienie sobie jak strasznie odmienne i kuriozalne może być zdanie mieszkańców Unii. Czasami dziwię się wypowiedziom takiego Giertycha czy Leppera, ale ten facet to już totalnie przegina pałę! |
||